Sztuka plątania nitek

Wpisy z tagiem: zakupy

poniedziałek, 06 czerwca 2011

Jestem już z powrotem w domu, tzn. jestem od czwartku, ale wciąż odkrywam nowe sprawy do załatwienia :)

Miałam chwilę na Kraków, niestety nie znalazłam nic szczególnie ciekawego w pasmanteriach, ale może kiepsko szukałam (albo u nas jest za duży wybór ;) ). W ogóle mam wrażenie, że sklepy naziemne jakieś takie są niestabilne, człowiek się przyzwyczaja, a tu już nic nie ma, albo asortyment juz nie ten... i nie tyczy się to wyłącznie Krakowa. Zaczynamy chyba osiągać stan, kiedy bez sklepów internetowych człowiek sobie nie poradzi...

Ale żeby nie było, że tak całkiem nic nie upolowałam, to pochwalę się zdobyczą okołorobótkową:

książki robótkowe kupione w Krakowie

Coś więcej się postaram w wolnej chwili o nich napisać, na razie zdążyłam przekartkować.

A po powrocie czekało na mnie to:

tkaniny z serii Gypsy Bandana Michaela Millera

 

No i miałam się już- już tymi tkaninami zająć, ale w ten weekend piaskownica była ważniejsza, więc czekam na następną wolną chwilę ;)

środa, 25 maja 2011

Robię się nudna, wiem ;) Tak naprawdę mam jeszcze nieobfotografowany jeden krzyżykowy drobiazg i jeszcze jeden kończę, ale dziś ciąg dalszy szycia.

Tym zajmowałam się w piątek:

kołderka dla Edka

Tzn. złożyłam kanapkę i sfastrygowałam całość, czas na pikowanie. Oczywiście wierzchem zajmowałam się przez ostatnie miesiące, nie żebym była taka szybka ;)

Pierwszy raz robiłam to w cywilizowany sposób na podłodze, wcześniej nie dysponowałam podłogą bez wykładziny. Bardzo mi się taka metoda podoba.

Muszę pochwalić niedawny zakup, tzn. bawełnianą ocieplinę od Robina: nic się nie ślizga, nie przesuwa, po złożeniu całości tkaniny trzymają się tej ociepliny i wcale nie mają ochoty się przemieszczać, po prostu rewelacja :)

Odpowiedź na pytanie Yenulki: przyklejenie spodu do podłogi nie przeszkadza, bez problemu mogłam podnieść kanapkę na tyle, żeby przesunąć pod nią igłę. Myślę, że ocieplina też tutaj swoje robi, spód od niej nie odpada.

Więcej o kołderce napiszę, jak już będzie w całości.

 

This is what I made on Friday. I assembled the quilt sandwich, it's now ready to quilt. It was the first time when I could do this normally on the floor, I didn't have floor without carpetting before. I must say I really like the method.

It was also the first time I used cotton batting, it was unavailable in Poland before. I like the way it works, that it "catches" fabric and nothing moves.

 

A to zmajstrowałam w niedzielę:

patchworkowy woreczek z motywem dziewczynki

Z woreczkiem była taka historia: mój syn zażyczył sobie materiał "w dziewczynki" (tzn. wiedziałam, że przeglądanie nowości w sklepach ze szmatami jest groźne dla mojego portfela, ale nie przypuszczałam, że robienie tego z dzieckiem lat dwa i pół zmusi mnie do zrobienia zakupów już ;) ). "Dziewczynki" zostały zakupione, potem musiałam w kółko odpowiadać na pytanie "gdzie dziewczynki", potem przeszłam etap myślenia, co z tego właściwie uszyć, a po drodze musiałam jeszcze dobrać jakieś sensowne tkaniny, co się okazało najtrudniejsze, bo niekoniecznie jest to mój zestaw kolorystyczny. W każdym razie efekt jest całkiem zadowalający, młodzieży się podoba ;) Dziewczynek mam jeszcze trochę, trzeba będzie podjąć wyzwanie ;)

 

And this is what I made on Sunday. My son (2,5 years old) was watching new fabrics at shop with me and wanted "girls", so I had to buy some fabrics earlier than I planned ;) These are not really "my" colours, and I had a little problem to choose something matching and then another problem what to sew ;) Anyway, the final effect isn't bad ;) I have some more "girls"  and it's going to be a challenge :)

poniedziałek, 16 maja 2011

No właśnie: ile to jest fat quarter, layer cake, charm pack? Kupując tkaniny na odległość trudno jest czasem wyobrazić sobie, ile to faktycznie tkaniny. Mam akurat pod ręką przycięte "gotowce", więc zanim je potnę, zrobiłam zdjęcie poglądowe:

porównanie FQ, LC, CP- jaka to ilość tkaniny

Po prawej stronie umieściłam dla porównania kartkę A4.

Tkanina w czerwone kropki to mniej-więcej fat quarter, kupowane w Polsce i liczone wg. polskich miar, czyli ok. 50x55cm. Zachodnie FQ będzie o kilka cm krótsze. Jak widać, można z takiego kawałka wyciąć całkiem sporo, nie tylko elementy patchworka. Wystarczy np. na niedużą torebkę.

Tkanina w kwiaty to layer cake, czyli zestaw kwadratów 10x10'' (ok. 25x25cm). Takich kwadratów jest w zestawie 42. To naprawdę dużo tkaniny, można z tego uszyć słusznych rozmiarów kołderkę (oczywiście na narzutę na podwójne łóżko to za mało, trzeba dołożyć albo część drugiego LC, albo jakieś inne tkaniny).

Szaroniebieska tkanina to charm pack, czyli zestaw kwadratów 5x5'' (ok. 12,5x12,5cm). W takim zestawie również jest 42 kwadraty. W sumie zajmą powierzchnię większą niż FQ, na torebkę albo nieduży bieżnik wystarczy z powodzeniem.

Łatwo zauważyć, że kwadrat z LC "pomieści" 4 z CP. Ale uwaga: po zszyciu małe kwadraty zajmą mniejszą powierzchnię niż jeden duży i trzeba go będzie przyciąć. Warto o tym pamiętać planując pracę z wykorzystaniem obu rodzajów "gotowców". Generalnie trzeba pamiętać, że każde cięcie i zszycie to strata 1/4'' (albo takiej szerokości stopki, jaką macie), czyli im bardziej pokawałkujemy tkaninę, tym mniej jej otrzymamy na końcu. Kwadrat 5x5'' bo wszyciu będzie miał 4,5x4,5'' (odejmujemy 1/4'' z każdej strony na szew).

Oczywiście trzeba też zaplanować odpowiednią ilość tkaniny na spód kołderki, podszewkę torebki, czy na lamówki.

Z drugiej strony łatwo wykorzystać "gotowce" do zrobienia czegoś większego przez dodanie jednobarwnej tkaniny dopasowanej kolorem do zestawu. Wystarczy ułożyć kwadraty w szachownicę i w cudowny sposób otrzymujemy dwa razy więcej tkaniny ;) Możliwości jest mnóstwo :)

 

środa, 13 kwietnia 2011

Przeprowadziłam ostatnio niezbyt kosztowny (na szczęście) eksperyment, bo zależało mi na dwóch konkretnych numerach Cross Stitchera, ale nie miałam ochoty płacić tyle, ile liczy sobie znana wszystkim sieć. Otóż Cross Stitchera i różne inne przyjemne gazetki można kupić w rozsądnej cenie (w wersji elektronicznej) korzystając z usługi Zinio. Zamówić można pojedyncze egzemplarze i całe prenumeraty. Za dwa numery wyszło mi nieco ponad 27zł, czyli sporo mniej niż za jeden papierowy.

Żeby nie było tak zupełnie różowo, to niestety Zinio ma kilka wad i trzeba o nich napisać, tak więc poniżej zestaw za i przeciw :)

Za:

  • cena, naprawdę atrakcyjna, ale bierzcie pod uwagę, że do ceny podanej na stronie doliczany jest vat
  • dostęp do starszych numerów
  • gazetki nie zajmują miejsca na półce
  • możliwość zajrzenia do środka przed zakupem
  • dostęp do magazynów nieosiągalnych w Polsce
  • dostępność na wielu różnych platformach

Przeciw:

  • gazetki mogą mieć zablokowaną opcę drukowania i zakup tego nie likwiduje. To oznacza, że mogą być dostępne tylko jako obraz na ekranie. W przypadku wzorów do haftu jest to cokolwiek uciążliwe. Oczywiście jak człowiek musi, to zrobi screena i sobie poradzi, ale przecież nie o to chodzi w sytuacji, kiedy się zapłaciło za produkt.
  • czytnik jest ciężkawy i dość powolny. Nie ukrywam, że to irytuje.
  • korzystanie z wersji elektronicznej jest nieco kłopotliwe- trudniej ją zabrać do pociągu ;) (nie mam żadnego komputera nadającego się do noszenia na co dzień w torbie)

Efekt eksperymentu?

Na razie uznałam, że potraktuję to jako rozwiązanie awaryjne w sytuacji, gdy na czymś będzie mi mocno zależeć, a nie będzie innej rozsądnej drogi. Raczej nie polecałabym prenumeraty. Jeden numer można wydrukować, a drugi ma tę opcję zablokowaną, czyli nie wiadomo, czego się spodziewać nawet w obrębie jednego tytułu. Jest to oczywiście jakaś opcja dla oszczędzających, w końcu lepsza wersja elektroniczna niż żadna, a cena jest zachęcająca ;), ale jeśli chodzi stronę technologiczną, to wygląda na to, że jeszcze długa droga przed nami :)

Tymczasem Amazon się zebrał w sobie i wysłał moje całkowicie papierowe zamówienie, więc miejmy nadzieję na bardziej pozytywne recenzje ;)

***