Sztuka plątania nitek

Wpisy z tagiem: szycie

niedziela, 15 stycznia 2012

Niby coś tam robię, ostatnio niemoc mi trochę przechodzi, więc może będzie lepiej. Jeszcze lepiej by było, gdyby interniści odkryli smutną prawdę, że propolki nie pomagają na wszystko, byłabym o jakieś 3 tygodnie do przodu.

W każdym razie, żeby nie było, że zupełnie nic nie robię: Różowomiś gambijski:

 

różowomiś gambijski i kurczak

 

Żeby misiu nie było smutno, na zdjęciu towarzyszy mu kurczak autorstwa Andrzeja Graczyka (mam nadzieję, że Autor się nie obrazi, kurczaka bardzo lubimy).

Z założenia miś miał być klasycznie misiowy, brązowo-sraczkowaty i słodki do bólu. Ale typowo misiowe futerko w sklepie kosztowało majątek (za dużo, jak na pierwsze podejście do tematu pluszowego misia), a w normalnej cenie było akurat łososiowe (trudno). Oczka mu wyszły jakieś takie kaprawe (tak, wiem, że można kupić gotowe oczka i nosy- nie miałam siły szukać), a łeb trochę za duży w stosunku do reszty (nie moja wina, że wykrój był ekstrawagancki). Dziecko stwierdziło, że "brzydki", co nie przeszkadza mu w zabieraniu misia nawet do toalety.

Jednym słowem- różowe, krzywe, ohydne- pełen sukces.

Wzór z książki "Baśniowy świat zabawek" Ołeny Makarenko, powiększony mniej więcej dwa razy. Mam uszyć jeszcze "kapitoszkę i kurczaka i pieska". I dinozaura dla męża. Jest spora szansa, że też będą różowe.

O. I tyle na razie, do zobaczenia po następnym przypływie mocy.

* http://deser.pl/deser/1,111857,10924632,Kolejny_gigantyczny_szczur_znaleziony_w_Nowym_Jorku_.html

wtorek, 30 sierpnia 2011

Skoro stopka do marszczenia wzbudziła zainteresowanie, podrzucam garść informacji.

Takie stopki mam dwie, różnią się sposobem mocowania:

stopki do marszczenia-janome i łucznik

Po lewej szybkowymienna stopka Janome, po prawej noname z allegro pasujący np. do Łucznika z wysokim uchwytem. Są też podobne do niskiego uchwytu, więc każdy powinien znaleźć model pasujący do maszyny.

Here you can see two types of gathering foot- Janome on the left and no-name which can be used with old Lucznik.

Tak wyglądają te stopki od spodu:

różne stopki do marszczenia

Jak widać to, co je wyróżnia, to "schodek" na spodniej stronie, właśnie na nim blokuje się tkanina i dzięki temu robią się fałdki.

This is how they look on the bottom. The "step" is what makes fabric gather.

Mocowanie stopki szybkowymiennej wymaga trochę wprawy, trzeba ją najpierw zaczepić tylną poprzeczką o uchwyt (w Janome jest na to odpowiednie miejsce, inne modele maszyn być może potrzebują dedykowanej stopki), a dopiero potem wciskać przednią w miejsce mocowania typowej stopki.

Stopkę zintegrowaną z uchwytem mocuje się jak każdą taką- przykręcając śrubą.

Jak się tego używa:

z moich prób wynikło, że najlepiej ustawić ścieg prosty (stebnówkę) na maksymalną długość i do tego ustawić maksymalnie naprężenie górnej nici. Bierzemy naszą tkaninę, wkładamy pod stopkę i szyjemy:

 

 

Trzeba pamiętać, żeby nie ciągnąć za tkaninę wychodzącą spod igły. Żeby się zmarszczyła, musi mieć luz, tak więc nie używamy standardowych przyzwyczajeń, pozwalamy prawej ręce odpocząć i patrzymy, jak robią się fałdki.

I już. Robi się samo.

 

How to use:

Set the maximum lenght of stitch and maximum thread tension and just let the fabric go. Don't pull the fabric as it needs to be loose to gather.  That's all :)

 

niedziela, 14 sierpnia 2011

Jak zwykle szybciej robię różne rzeczy niż o nich piszę...

Tak więc w zeszłym tygodniu popełniłam taki oto mini obrus w celu udoskonalenia balkonowych okoliczności przyrody.

obrus z falbanką- romantyczność balkonowa i krata shabby chic ;)

 

Oczywiście balkon sam w sobie nie przestał być z tego powodu obdrapany, ale możemy się umówić, że jest shabby chic ;) Zielonego na zdjęciu nie widać, ale tam jest ;)

Ponieważ jak widać nie mam specjalnych umiejętności stylizowania wnętrz w celach fotograficznych, zamiast wyrafinowanymi ujęciami podzielę się zbliżeniem falbanki:

falbanka obrusa na balkon

 

Do zrobienia falbanki wykorzystałam stopkę do marszczenia- całkiem praktyczna rzecz. Marszczenia są od razu unieruchomione, nic się nie przesuwa w odróżnieniu od takich robionych na maksymalnie poluzowanej nici- przy długiej falbance to spory plus. Jedyna wada to taka, że standardowa stopka Janome marszczy stosunkowo niewiele (zużyłam 1,5 długości tkaniny) i na potrzeby ułożenia większych zakładek rozważam dokupienie specjalistycznej stopki. Mam też wrażenie, że stopka łucznikowa marszczyła bardziej- muszę spróbować, ale chwilowo mam tylko taką z wysokim uchwytem. W każdym razie jeśli ją gdzieś macie w swoich zbiorach, być może warto ją odkurzyć ;)

W tym przypadku marszczenie akurat pasowało, więc nie narzekam :)

Odważyłam się też użyć stopki do podwijania- tej, która budzi u wielu osób duże emocje, bo faktycznie nie jest na początku łatwa w użyciu. Popróbowałam, poćwiczyłam i okazało się, że się da :) I efekt jest fajny, bo obręb jest wąski, dużo węższy niż założony ręcznie.

Tak więc mam romantycznie, zielono i nawet lampkę romantyczną mam i latarenkę niczym ze starego słupa, jeszcze gdyby ktoś znalazł pomysł na przeklęte komary, byłoby rewelacyjnie ;)

A tymczasem zamiast przesiadywać przy stoliczku zajmuję się zmianą koloru płytek w łazience, jestem cała utytłana w farbie i zaliczyłam bliskie spotkanie z resztką sylikonu, więc chwilowo z romantycznego popołudnia przy herbatce nici, a sprawozdanie z tego, co zrobiłam w tym tygodniu, tradycyjnie za jakiś czas ;)

czwartek, 04 sierpnia 2011

Skończyłam w ostatnim tygodniu dzieciową kołderkę, ostatecznie wygląda tak:

The final version of my sons' quilt:

patchworkowa kołderka Edwarda

 

patchworkowa kołderka Edwarda

Zdaję sobie sprawę, że kolory są, hmmm, alternatywne i niekoniecznie do zaakceptowania w eleganckich wnętrzach, ale właściciel kołderki jest raczej młodym kawalerem, a zamierzenie było takie, żeby było to coś do opowiadania- każdy blok może być pretekstem do jakiejś historii albo służyć do zabawy w znajdowanie szczegółów.

 Parę szczegółów technicznych, o ile kogoś interesują:

Tkaniny są z różnych źródeł- z 2 polskich sklepów internetowych, od Krysi T., z Ikei (to i owo było prześcieradłem) i nawet są jakieś kawałki, które kiedyś były koszulami ze szmateksu, jednym słowem wszystko się nada ;)

Duże motywy to ręcznie przyszyte aplikacje z ciętym brzegiem, uprzednio zamocowane za pomocą dwustronnej flizeliny. Jak na razie nie zauważyłam, żeby się coś złego z nimi działo.

W środku siedzi bawełniana ocieplina, świetna w pikowaniu, polecam z czystym sumieniem :) Pikowanie zrobiłam na maszynie gł. lotem trzmiela, chociaż zdarzają się wyjątki ;)

Lamówkę zrobiłam techniką double fold binding- też polecam, robi się szybko, zużywa stosunkowo mało tkaniny, w zasadzie nie ma prawa nie wyjść. Do spodu oczywiście przyszyłam lamówkę ręcznie (chociaż niektórzy robią to maszynowo)- przydaje się naparstek ;)

Całość ma 95x95cm.

 

My son is rather small so I used bright, children's colors and tried to make it a pretext to tell stories or play finding things. I used fabrics from many sources, even some Ikea and second-hand cloths. There's cotton batting inside, the binding is double fold binding- I really enjoyed this- it's easy and fast to make.

The whole quilt is 95x95cm (a little over 1x1 yard).

wtorek, 19 lipca 2011

Czegóż to ja dziś nie robiłam... Ok, porządków nie robiłam i nie byłam w pracy, przyznaję się bez bicia ;) Za to byłam na wystawie makatek. Tak tak, naprawdę ;) I wcale nie w Warszawie, nie w Łodzi, nie  w (wpisz dowolne duże polskie miasto). Byłam na bardzo, bardzo fajnej wystawie w Wołominie.

Kto regularnie czytuje tego bloga, wie, że na słowo makatka, starocie i retro reaguję natychmiastowo, więc kiedy moja mama stwierdziła, że podobno jest wystawa makatek, nie mogłam jej ominąć :)
Było... super. To znaczy pokazano naprawdę sporą kolekcję makatek,  w większości z prywatnych zbiorów, czyli przedmioty, które na co dzień pokutują w szufladach i nie ma szans, żeby je zobaczyć. W pewnym stopniu podzielono wystawę tematycznie, tzn. makatki zostały pogrupowane wg. motywów (kucharki, holenderskie, dzieci itd.). Oprócz samych haftów można zobaczyć też kilka makatek drukowanych i stare wzory odrysowane na kalkach. Całości towarzyszą meble i elementy wyposażenia na oko sprzed 50 lat.

makatka jak moja

Pamiętacie zagadkę? Znalazłam jej siostrę :)

 

makatka z pawiem

Ten motyw bardzo mi się spodobał, zwróćcie uwagę, jak dużo pracy wymagał.

makatka wstrząstająca

 Makatka wstrząsająca ;)

kto rano wstaje

makatka plotkarska

makatka ręcznik

Makatka do zasłaniania ręczników

 

A ponieważ wprosiłam się też do magazynu, znalazłam tam “zbiory” dla zainteresowanych zupełnie innym tematem ;)


saab

saab

 

Wystawę można oglądać w Galerii przy Fabryczce do końca sierpnia
ul. Orwida 22
Wołomin   
pn-pt 10.00-17.00
nd 10.00-16.00

wstęp co łaska

Do wystawy dołączono bardzo ładnie wydany katalog, warto o niego zapytać.

strona galerii

Jeśli ktoś ma ochotę się wybrać, to najłatwiej jest dojechać do Wołomina pociągiem z dworca Warszawa Wileńska, honorowane są bilety ZTM na drugą strefę.

A potem miałam jeszcze wolne popołudnie i robiłam to:



fartuch kuchenny hand made

 

i to:

torba zakupowa koniczyna

 

i jeszcze skonczyłam pikować kołderkę Edka:

kołderka Edka po wypikowaniu

 

Chyba musicie sobie wyobrazić, że jest wypikowana, o północy kiepsko się robi zdjęcia.

Lubię mieć wolny poniedziałek :)

poniedziałek, 11 lipca 2011

W zasadzie już dawno powinnam napisać, ale dopiero wczoraj zebrało mi się na szycie ;)
A zatem pierwsza część prezentu urodzinowego wygląda tak:

torba wg. Cath Kidston, z tkanin dołączonych do książki

 

Tkanina na torebkę była dołączona do prezentu podstawowego, czyli tej książki:

sew! Cath Kidston- prezent urodzinowy

 

A żeby wpis miał jakiś sens, to popastwmy się nad samą książką ;)
Sew! jest całkiem przyjemnym zbiorem przepisów na rozmaite domowe drobiazgi: poduszki, fartuchy, proste torebki. Jest i opakowanie na iPoda (o ile ktoś ma), i kocyk z aplikacją, i jakieś maleństwa typu ptaszki i pieski, a wszystko to w typowym dla Cath Kidston stylu vintage. Na jednym ze zdjęć znalazłam nawet tkaninę w różyczki identyczną z tą, z której moi dziadkowie mieli pościel. Nie ukrywam, że z chęcią bym taką kupiła, ale jak na złość nigdzie jej nie ma... A może za kiepsko szukam ;)
W każdym razie jeśli lubicie takie klimaty, to Sew! jako inspiracja sprawdzi się doskonale.
Teraz kwestie techniczne: do książki dołączona jest wkładka z wykrojami naturalnej wielkości, wydruk jest kolorowy i- wydaje mi się, bo jeszcze nie korzystałam- jest zrobiony całkiem nieźle. Jako tło jest kratka o boku 1cm, co ułatwia przenoszenie wykroju. Poszczególne kontury mają różne kolory i są rozłożone dość rzadko, więc nie powinno być dużych problemów ze znalezieniem właściwej linii. Arkusz jest zrobiony z papieru zdecydowanie grubszego niż  gazetowy, chociaż mógłby być lepszy.  Ale z całą pewnością nie jest to arkusz wykrojów Burdy- i dobrze.
Oprócz wykrojów znajdziecie dołączoną do książki przyciętą tkaninę, guziki i nawet metkę Cath Kidston (jeśli ktoś musi jej użyć- ja zrezygnowałam), jednym słowem wszystko, co jest potrzebne do uszycia torebki z okładki. Dla dociekliwych: tkanina jest zbliżona konsystencją i grubością np. do tkaniny Frederika z Ikei. Jeśli chodzi o samą torebkę- to nie jest to żaden zaawansowany projekt, nie ma usztywnienia i podszewki, więc sprawdzi się raczej jako ozdobnik w domu niż torebka do codziennego używania. Czyli- jak to z gratisami bywa- dołożono najmniej, jak się dało. W książce jest drugi projekt, który już ma podszewkę, zapięcie i nieco solidniejsze mocowanie paska, i jeśli potraktuje się go jeszcze grubą flizeliną albo kamelą, powinien zdać egzamin.
Co do zawartości merytorycznej, to nie jest to, wbrew temu, co napisano w przedmowie, książka dla zupełnie początkujących. Część “teoretyczna” jest stosunkowo niewielka, to nie jest pozycja dla ludzi, którzy chcą nauczyć się szyć, raczej dla kogoś, kto już wie, jak się posługiwać maszyną albo przynajmniej ma podręcznik szycia. Opisy wykonania są dość precyzyjne, chociaż mam wątpliwości, czy ktoś bez doświadczenia sobie poradzi. Nie ma obrazków krok po kroku, trzeba się wczytać w opisy, znajomość angielskiego może się okazać niezbędna.
Podsumowując- jeśli lubicie ten styl, macie choćby niewielkie doświadczenie w szyciu i szukacie niezbyt skomplikowanych, szybkich projektów, to kupić tę książkę warto. Jeśli szukacie swojej pierwszej książki o szyciu, to Sew! raczej nie będzie dobrym wyborem, ale można ją potraktować jako inspirację obok solidnego podręcznika.

A dla chcących pogrzebać w temacie artykuł o Cath Kidston w Wysokich Obcasach.


poniedziałek, 20 czerwca 2011

W zeszłym roku odwiedzał nas przez całe lato kot, mieliśmy dla niego zawsze jakiś koci posiłek i generalnie nikomu nie przeszkadzał. W zasadzie byłam gotowa go przygarnąć na zimę, ale najwyraźniej jego właściciele (a raczej gospodarze) wrócili z wojaży, bo pod jesień kot sobie poszedł. Zatem na razie nie mam kota (przynajmniej takiego żywego, bo innego pewnie mam ;) ), ale w ogóle koty lubię i nawet przez lata nabyłam w tej kwestii pewnego doświadczenia.

Kiedy zobaczyłam ten wzór, po prostu musiałam go wyszyć:

obrazek z haftem krzyżykowym i koralikami- kot

Szybka robota dla oderwania się od UFO ;)

Kot ma jeszcze rodzeństwo w postaci ptaszka, ale muszę go uprać przed pokazaniem ;)

A ponieważ wyjeżdżam na parę dni i raczej nie będę w sieci, zdaję szybką relację z postępów kołderkowych :)

pikowanie

pikowanie

Mam już wypikowane cztery bloki, przede mną jeszcze dwanaście :)

wtorek, 14 czerwca 2011

... które obchodzę... w pracy, tradycyjnie ;) Nie ma to jak być adminem :)

Ale jako że nic się nie dzieje, poświęciłam trochę czasu na pikowanie zaległej kołderki i muszę powiedzieć, że ostatnie (tzn. z ostatniego roku, nie żebym co chwila coś kupowała) zakupy maszynowo- ocieplinowe naprawdę czynią różnicę :)

A zatem:

  • krocząca stopka ze sprężynką to zupełnie co innego niż stopka z "wichajstrem", którą miałam do starej maszyny. Pracuje o wiele ciszej i wydaje mi się, że płynniej.
  • nie ma to jak opuszczane ząbki w maszynie. W moim pierwszym Łuczniku (z wczesnych lat 80) miałam opuszczane ząbki, a w drugim uszczęśliwiono mnie na siłę płytką zasłaniającą transporter. To, co myslę o takim rozwiązaniu, nie nadaje się do zacytowania. Janomka ząbki opuszczane ma i wreszcie nie muszę się z tym wynalazkiem użerać.
  • uwielbiam, po prostu uwielbiam dodatkowy stolik do maszyny. W dawnych czasach, gdy wszystko trzeba było jakoś obchodzić, dziewczyny radziły obkładać maszynę dookoła grubymi książkami, żeby powiększyć pole pracy. Przy pikowaniu większych rzeczy faktycznie ciężko się pracuje, kiedy nie ma dodatkowego podparcia dla kołderki. Wyciągnęłam zatem stolik, przyczepiłam mu wreszcie nóżki, ustawiłam całość w poziomie- i okazało się, że nagle mogę normalnie pracować. Chwała temu, kto wymyślił stoliki :)
  • no i wreszcie bawełniana ocieplina. Pisałam już, że ułatwia kanapkowanie (bo "przykleja się" do tkaniny). A teraz mogę z czystym sumieniem napisać, że dużo łatwiej jest pikować kołderkę z taką ociepliną, bo nie jest nazbyt puchata i bez problemu mieści się w maszynie. Nawet jest jeszcze dużo miejsca dookoła, co daje nadzieję na bezproblemowe przepikowanie dużo większej twórczości ;) Oczywiście jeśli ktoś potrzebuje wyglądu kołdry, to w żaden sposób go nie uzyska, ale jeśli chce się mieć kołderkę raczej w typie narzuty, to bawełniana ocieplina jest dobrym tropem.

A ciekawi, co dostałam, muszą poczekać, bo najważniejsza część programu dopiero sobie do mnie jedzie :)

... które obchodzę... w pracy, tradycyjnie ;) Nie ma to jak być adminem :)

Ale jako że nic się nie dzieje, poświęciłam trochę czasu na pikowanie zaległej kołderki i muszę powiedzieć, że ostatnie (tzn. z ostatniego roku, nie żebym co chwila coś kupowała) zakupy maszynowo- ocieplinowe naprawdę czynią różnicę :)

A zatem:

  • krocząca stopka ze sprężynką to zupełnie co innego niż stopka z "wichajstrem", którą miałam do starej maszyny. Pracuje o wiele ciszej i wydaje mi się, że płynniej.
  • nie ma to jak opuszczane ząbki w maszynie. W moim pierwszym Łuczniku (z wczesnych lat 80) miałam opuszczane ząbki, a w drugim uszczęśliwiono mnie na siłę płytką zasłaniającą transporter. To, co myslę o takim rozwiązaniu, nie nadaje się do zacytowania. Janomka ząbki opuszczane ma i wreszcie nie muszę się z tym wynalazkiem użerać.
  • uwielbiam, po prostu uwielbiam dodatkowy stolik do maszyny. W dawnych czasach, gdy wszystko trzeba było jakoś obchodzić, dziewczyny radziły obkładać maszynę dookoła grubymi książkami, żeby powiększyć pole pracy. Przy pikowaniu większych rzeczy faktycznie ciężko się pracuje, kiedy nie ma dodatkowego podparcia dla kołderki. Wyciągnęłam zatem stolik, przyczepiłam mu wreszcie nóżki, ustawiłam całość w poziomie- i okazało się, że nagle mogę normalnie pracować. Chwała temu, kto wymyślił stoliki :)
  • no i wreszcie bawełniana ocieplina. Pisałam już, że ułatwia kanapkowanie (bo "przykleja się" do tkaniny). A teraz mogę z czystym sumieniem napisać, że dużo łatwiej jest pikować kołderkę z taką ociepliną, bo nie jest nazbyt puchata i bez problemu mieści się w maszynie. Nawet jest jeszcze dużo miejsca dookoła, co daje nadzieję na bezproblemowe przepikowanie dużo większej twórczości ;) Oczywiście jeśli ktoś potrzebuje wyglądu kołdry, to w żaden sposób go nie uzyska, ale jeśli chce się mieć kołderkę raczej w typie narzuty, to bawełniana ocieplina jest dobrym tropem.

A ciekawi, co dostałam, muszą poczekać, bo najważniejsza część programu dopiero sobie do mnie jedzie :)

środa, 25 maja 2011

Robię się nudna, wiem ;) Tak naprawdę mam jeszcze nieobfotografowany jeden krzyżykowy drobiazg i jeszcze jeden kończę, ale dziś ciąg dalszy szycia.

Tym zajmowałam się w piątek:

kołderka dla Edka

Tzn. złożyłam kanapkę i sfastrygowałam całość, czas na pikowanie. Oczywiście wierzchem zajmowałam się przez ostatnie miesiące, nie żebym była taka szybka ;)

Pierwszy raz robiłam to w cywilizowany sposób na podłodze, wcześniej nie dysponowałam podłogą bez wykładziny. Bardzo mi się taka metoda podoba.

Muszę pochwalić niedawny zakup, tzn. bawełnianą ocieplinę od Robina: nic się nie ślizga, nie przesuwa, po złożeniu całości tkaniny trzymają się tej ociepliny i wcale nie mają ochoty się przemieszczać, po prostu rewelacja :)

Odpowiedź na pytanie Yenulki: przyklejenie spodu do podłogi nie przeszkadza, bez problemu mogłam podnieść kanapkę na tyle, żeby przesunąć pod nią igłę. Myślę, że ocieplina też tutaj swoje robi, spód od niej nie odpada.

Więcej o kołderce napiszę, jak już będzie w całości.

 

This is what I made on Friday. I assembled the quilt sandwich, it's now ready to quilt. It was the first time when I could do this normally on the floor, I didn't have floor without carpetting before. I must say I really like the method.

It was also the first time I used cotton batting, it was unavailable in Poland before. I like the way it works, that it "catches" fabric and nothing moves.

 

A to zmajstrowałam w niedzielę:

patchworkowy woreczek z motywem dziewczynki

Z woreczkiem była taka historia: mój syn zażyczył sobie materiał "w dziewczynki" (tzn. wiedziałam, że przeglądanie nowości w sklepach ze szmatami jest groźne dla mojego portfela, ale nie przypuszczałam, że robienie tego z dzieckiem lat dwa i pół zmusi mnie do zrobienia zakupów już ;) ). "Dziewczynki" zostały zakupione, potem musiałam w kółko odpowiadać na pytanie "gdzie dziewczynki", potem przeszłam etap myślenia, co z tego właściwie uszyć, a po drodze musiałam jeszcze dobrać jakieś sensowne tkaniny, co się okazało najtrudniejsze, bo niekoniecznie jest to mój zestaw kolorystyczny. W każdym razie efekt jest całkiem zadowalający, młodzieży się podoba ;) Dziewczynek mam jeszcze trochę, trzeba będzie podjąć wyzwanie ;)

 

And this is what I made on Sunday. My son (2,5 years old) was watching new fabrics at shop with me and wanted "girls", so I had to buy some fabrics earlier than I planned ;) These are not really "my" colours, and I had a little problem to choose something matching and then another problem what to sew ;) Anyway, the final effect isn't bad ;) I have some more "girls"  and it's going to be a challenge :)

czwartek, 05 maja 2011

Była u mnie wczoraj Yenulka i popełniła taką torbę:

torba uszyta przez Yenulkę na

To było jej pierwsze podejście do maszyny w ogóle. Znaczy się można i warto próbować, bo szycie naprawdę nie jest trudne :) Więcej przeczytacie u Yenn.

This is a bag that was sewn by Yenulka yesterday. It was her first attempt to sew. I'm a proud teacher ;)

niedziela, 01 maja 2011

... ale na torbach już wiosna :)

torba zakupowa wiosenna

wiosenna torba zakupowa

 

Popełniłam takie trzy w święta, jedna poszła w świat zanim zrobiłam zdjęcia. Torby bez żadnych bajerów, zwykłe na zakupy, tyle że w przyjaźniejszych kolorach niż standardowe z surówki. Dla ciekawych- tkanina z Ikei- jedna z tańszych ;) Czy tam na górze słychać, że moje pomidory potrzebują 15stC?

I made three such bags during Easter, one was taken before I took the photos. It's so cold, that the bags are the only spring accent now. The fabric is a cheap one from Ikea. Can you hear up there that my tomatoes need higher temperature?

czwartek, 28 kwietnia 2011

Tak tak, naprawdę coś szyję, o ile tylko znajdę czas. A dokładniej więcej szyję niż robię zdjęcia, dlatego dziś tylko poduszka, a reszta przy okazji.

Wierzch poduszki był już dawno i nawet go tu pokazywałam. W święta doczekał się spodu i oto efekt:

poduszka zoologiczna

 

Tkanina jest na tyle ciekawa, że nie chciałam jej ciąć na mniejsze kawałki, dlatego dodałam jedynie ramkę. Wierzch jest podklejony ociepliną, która nadaje mięsistości no i sprawia, że całość mniej się gniecie. Z tyłu wstawiłam suwak w odszytym "okienku" (nie wiem, jak to fachowo nazwać)- chciałam się nauczyć tego sposobu wszywania.

Tematyka- jak widać- stosowna do wieku właściciela, tzn. mojego syna :)

Finally I finished pillow cover for my son Edward. I liked the fabric so much that I decided not to cut it into small pieces and only added a frame around it. There's a kind of soft interfacing ironed on the top to make the cover soft and prevent creasing.The theme- as you can see- is appropriate for small child :)

niedziela, 03 kwietnia 2011

Ilość spraw do zrobienia ostatnio mnie przerasta. Jedną notkę piszę tygodniami. W związku z tym mniej dziś będzie pisaniny, więcej oglądania. Coś tam ostatnio zdziałałam, jeszcze parę rzeczy czeka w kolejce na ten piękny dzień, kiedy będę mogła spokojnie sobie pociąć tkaniny.

Na pierwszy rzut dzieciowe torebki, mój syn ostatnio "chodzi na zakupy" ;)

 

torebki na zakupy

 

ikea purses- torebki

 

Torebek było w sumie więcej, rozeszły się po mniej i bardziej znajomych dzieciach. Zakupowe są na podszewce, nie mają żadnych siepiących się szwów na wierzchu. "Portmonetki" też mają podszewkę i zapięcie na magnes- łatwiejszy do otwarcia dla małych rączek, ale wystarczająco mocny, żeby się same nie otwierały. Chyba muszę pomyśleć o pomocy edukacyjnej z różnymi zapięciami.

Skończyłam też ostatni zestaw pachnący, nigdy więcej takich ogryzków tkaniny:

zielone jabłuszka- haft krzyżykowy, wzór DMC

Ten motyw wydaje mi się najmniej atrakcyjny z tych czterech, które kupiłam. Jakoś się te jabłka gubią, sploty na koszyku też, od biedy można poznać, co jest na obrazku. Za to nić faktycznie pachnie zielonym jabłuszkiem i to nawet niechemicznie. Pozostaje wymyśleć, do czego te minihafty mam zużyć.

Swoją drogą oglądałam w pasmanterii te zestawy. Wzory całkiem sympatyczne, ale tkaniny jest tyci-tyci, żeby przypadkiem nie udało się takiego haftu do czegoś użyć. W zasadzie należałoby wziąć kilka takich wzorów, spory kawałek tkaniny i zrobić z tego sampler albo ozdobną taśmę. Tylko nie rozumiem, dlaczego mam płacić 15zł za kilka nitek i skrawek aidy, której nie użyję. Szczerze mówiąc, wolałabym, żeby takie wzory zostały wydane w postaci niedrogiego wzoru (samego) albo (lepiej) książeczki (hurtem), ale nie jako zestaw, bo mam nieodparte wrażenie przepłacenia. W każdym razie nie kupiłam, uznałam, że mam za dużo wzorów i marnujących się tkanin i nici w domu, żeby wydawać pieniądze na takie coś. Kryzys weryfikuje wybory ;)

poniedziałek, 31 stycznia 2011

Jej. No więc na początku chciałam powiedzieć, że niezmiernie mi miło, bo nigdy wcześniej nic nie wygrałam w żadnej blogowej zabawie. Pamiętacie mój bałagan? Julka z Projektowni Jednoiglec postanowiła podzielić się ze mną cząstką swoich zbiorów. Bardzo, bardzo dziękuję :)

A teraz do rzeczy.

Porządki się robią. Trochę to trwa, bo postanowiłam rozprawić się z najbardziej kłopotliwą częścią, czyli dużymi kuponami. Tak naprawdę prasowanie ćwiartek nie jest problemem, trudne jest opanowanie tkanin kupowanych na metry, uprasowanie ich to naprawdę dużo pracy. Największe kupony i te, które były pokryte wyraźną apreturą, wrzuciłam przed prasowaniem na szybkie pranie do pralki, mniejsze tylko namaczałam. To ważne, zwłaszcza przy tkaninach, które mają duże szanse się skurczyć. Trzeba się z kurczeniem uporać przed szyciem, chyba że ktoś lubi niespodzianki :) Ponieważ większość moich dużych kuponów tkanin pochodzi z Ikei, a na metkach zazwyczaj znajduję informację "kurczenie 4%", to namoczenie/ pranie i prasowanie gorącym żelazkiem jest nieuniknione. Na szczęście pranie w pralce takim dużym kawałkom wiele nie szkodzi. Tkanin typowo patchworkowych w ćwiartkach raczej nie odważyłabym się tak potraktować.

Tak to teraz wygląda:

ułożone tkaniny (duże kupony)

 

Oczywiście nadal przede mną spory zbiór, ale przynajmniej część już mam za sobą :)

Jak będzie wyglądał dalszy ciąg porządków?

  • Nadal będę zerkać, co planuje Jednoiglec :)
  • Raczej nie rozważam pozbywania się tkanin, chociaż kto wie... Być może pozbędę się nadmiaru, kiedy dojdę, ile czego mam :) Poza tym ogarniam też inne robótkowe zasoby, muszę zrobić przegląd wszystkiego ;)
  • Na razie planuję usunąć problem z biblioteczki, po części dlatego, że go widać ;)- jednym słowem przede mną reszta dużych kuponów. Co do reszty, to ćwiartek przede mną już niewiele, za to muszę uporzadkować pojemnik z drobiazgiem.
  • Co do klucza, to myślę, że dotychczasowa metoda nie była zła, trzeba ją tylko dopracować. Czyli: duże kawałki pozostaną na biblioteczce, raz dlatego, że nie mam na nie miejsca gdzie indziej, a dwa- bo nie straszą. No i mój syn jakoś się nimi nie interesuje. Ćwiartki i byty ćwiartkopodobne zostaną w pojemnikach ukryte głęboko w szafie. To z tego względu, że mały Ede wie, co dobre, i najchętniej bawiłby się tymi najdroższymi ;) Niestety potem niewiele z nich zostaje ;) Rozważam wykorzystanie niższych pojemników i takie ułożenie tkanin, żeby był do każdej łatwy dostęp.Sortowanie po kolorze. Drobiazg zostanie popakowany w małe torebki: oddzielnie kwadraciki, paski itd., a reszta pewnie też wg. kolorów.
  • Już myślę, na co wykorzystać część moich zbiorów i co ciekawsze pomysły zapisuję, żeby nie zaginęły :)

 

A poza tym pozbywam się innych zalegających rzeczy i niedokończonych prac. W tym tygodniu skończyłam cytrynki z pachnącego zestawu DMC:

haftowane cytrynki- pachnąca mulina

 

i uszyłam wierzch poduszki- to tak w ramach pozbywania się nadmiaru tkanin:

wierzch poduszki dla Edka

W najbliższych planach jest spód i ciąg dalszy kołderki, która się robi i skończyć nie może ;)

środa, 22 grudnia 2010

Pod szpilkowym niebem wciąż to samo, czyli skręt na szycie trwa.

Udało mi się właśnie dokończyć jedną rzecz, która już miała chęć stać się ufokiem:

torebeczka testowa

W zasadzie brakowało dziurki na guzik, nowa maszyna rozwiązała problem ;)

Torebeczka jest mocno testowa, popełniłam błąd przy krojeniu- paski powinny być inaczej ułożone- ale i tak wygląda nieźle, a ja już wiem, jak takie wynalazki kroić. Jest dość sztywna- na zdjęciu stoi, nie leży :) Następna pewnie będzie w bardziej cywilizowanych barwach :)Wzór znalazłam w Sew Pretty Christmas Homestyle.

I finished almost-UFO- Tilda bag. I made it rather as a trial and you can see it's not perfect (especially stripes). Anyway- looks ok for me. I found the pattern in Sew Pretty Christmas Homestyle.

 

No i standardowo o tej porze roku ozdoby choinkowe:

ozdoby choinkowe Tilda

 

Część pokazałam w poprzednim wpisie, teraz na zdjęciu są wszystkie, które uszyłam. Zrobione wg. tildowych wzorów (polecam, bo to szybka i przyjemna praca), w sumie zużyłam niecałe dwie FQ, zostało jeszcze trochę tkaniny na jakieś drobiażdżki.

Christmas tree decorations again. This is what I finished this week. I used almost 2 FQ, some scraps are left and wait for ideas.

Zmajstrowałam jeszcze prezent pod choinkę, ale przed świętami nie wypada pokazywać ;)

I also made something as a gift but it shouldn't be shown before Christmas ;)

Czy ktoś mi może pożyczyć kilka dób?

Can you lend me few free days?

niedziela, 12 grudnia 2010

Ciasteczkowy potwór się dziś obudził, w związku z czym robótkowo działo się niewiele, za to kuchennie sporo.

Cookie monster was working today.

foremki do wycinania pierników

 

Efekty są takie:

And that's the final effect:

domowe pierniczki/ hand made gingerbreads

(należy przemnożyć razy trzy ;) )

 

A żeby nie zjeżdżać zanadto z tematu, w ostatnim tygodniu popełniłam takie oto ptaszki na choinkę:

To stay crafty anyway- here are some birds for Christmas tree that I made this week:

ptaszki choinkowe/ christmas tree birds

piątek, 10 grudnia 2010

Szyciowych oczywiście ;)

Zajrzyjcie do ikatbag, która po serii dotyczącej wykrojów publikuje teraz kursy szycia najrozmaitszych form kieszeni. Szczerze mówiąc, nawet nie zdawałam sobie sprawy, że jest ich aż tyle :)

A kieszenie przydają się nie tylko w ubraniach, ale i w różnych, bardzo  dziwnych przedmiotach ;)

 

 

Check ikatbag blog, you'll find there pocket sewing tutorials. I even didn't know there are so many kinds of pockets ;)

And you can use pockets not only in clothes but also in  other, strange things ;)

wtorek, 07 grudnia 2010

 

Szpilkowy świat ostatnio jest mocno zababrany rozmaitymi działaniami nie tylko robótkowymi, stąd rzadko mnie widać na blogu. Ale w świecie niewirtualnym dzieje się całkiem sporo. Otóż poprzedni wpis dotyczył rozwiązania, które służyło mi od paru miesięcy, aż wreszcie nadeszła pora na przesiadkę :)

Od kilku dni jestem szczęśliwą posiadaczką takiej oto maszyny:

maszyna janome MC 5200

 

Nie będę mówić, ile taka przyjemność kosztuje, zresztą każdy może sprawdzić, w każdym razie odkładałam na nią długo... Odpowiadając na pytania kolegów z pracy (i potencjalnych innych kolegów):

  • czy mąż mi na to pozwolił? - Nie, na szczęście w obecnych czasach nie trzeba się o wszystko pytać mężów ;)
  • czy to się da przeprogramowac? - Z tego, co wiem- nie. Może kiedyś odłożę na taką, którą się da. W każdym razie ta maszyna nie ma portu USB.
  • jeju, ona ma więcej przycisków niż kalkulator! - Mój kalkulator ma więcej, za to maszyna ma znacznie lepszą instrukcję ;)
  • naprawdę wydałaś tyle pieniędzy na maszynę do szycia? Po co ci to? - Niektórzy wydają na samochody, inni na komputery, więc dlaczego nie miałabym wydać na maszynę? A po co? Ano po to, żeby nie używać wiecznie półśrodków :)

Uff. Mam nadzieję, że ciekawość została zaspokojona...

Powróćmy do kwestii robótkowych:

Nie mogłam sobie oczywiście odmówić wypróbowania nabytku ;) Na razie szyłam niezbyt dużo, ale pewne spostrzeżenia już mam, więc się dzielę, na wypadek, gdyby ktoś miał taką maszynę na liście upragnionych prezentów ;)

Podstawowymi kryteriami wyboru dla mnie była możliwość regulacji długości i szerokości ściegu, niski uchwyt stopki (ze względu na popularność na rynku), regulacja nacisku stopki, szybkość (bo stara maszyna była zdecydowanie zbyt wolna), wolne ramię, wyłączany dolny transport (w sensie obniżania ząbków, nie nakładanej płytki) i sporo ściegów ozdobnych (kiedyś ich nie potrzebowałam, teraz mi się zmieniło) + ew. literki. Dodatkowym kryterium była dostępność akcesoriów na polskim rynku, no i serwis (tak na wszelki wypadek). Wymagania podstawowe zostały spełnione :)

Oczywiście wszelkie inne bajery też zostały wzięte pod uwagę ;)

 

A jak wygląda praktyka?

  • maszyna ma chwytacz rotacyjny (mówiąc po ludzku- bębenek położony poziomo, dostępny od góry), więc nie trzeba się mordować z wymianą szpuleczki i przy okazji widać, ile jeszcze zostało nici.
  • nawlekanie jest bardzo łatwe, żadnych dziurek, w które trzeba celować :) Za to kiedy już nić jest na swoim miejscu, jest tak umocowana, że nie próbuje wypaść ze swoich torów (co było nagminne w łucznikach).
  • szyje się cichutko- można pracować w nocy i przy śpiącym dziecku- naprawdę nie przeszkadza i sąsiedzi z pewnością nie przyjdą :)
  • maszyna świetnie reaguje na pedał, wystarczy lekko nacisnąć i już rusza. Nie trzeba jej rozpędzać kołem zamachowym. Ma też przycisk start/stop, ale na razie go nie używałam. Za to bardzo mi się podoba, że kabel jest wciągany w pedał i po skończonej pracy się nie plącze.
  • obsługa jest stosunkowo prosta. Bałam się, że wybór ściegów będzie wymagał rozmaitych kombinacji, a tymczasem jest łatwiej niż z obsługą wspomnianego wyżej kalkulatora ;) Maszyna podpowiada, jakiej stopki użyć do danego ściegu, więc nie trzeba szukać instrukcji ;)
  • ściegi wyglądają jak należy- nie trzeba się domyślać, czy efekt jest tym, co widać na obrazku :)
  • bardzo mi się podobają automaty do ryglowania i do dziurek ;)
  • jedyne jak na razie zastrzeżenie: uchwyty na szpulki mogłyby być trochę dłuższe.

Generalnie odczucia mam jak najbardziej pozytywne, po prostu czysta przyjemność szyć na takiej maszynie :) W związku z tym ciąg dalszy zapewne nastąpi ;)

czwartek, 04 listopada 2010

Jestem fanką bloga ikea hacker, ale nie o ikei tym razem będzie ;) Otóż "shakowałam" maszynę do szycia ;)

Cały problem zaczął się od tego, że mam dość starego Łucznika, z wysokim uchwytem stopki. Łucznik radzi sobie nieźle, aczkolwiek nie doskonale, więc odkładam na lepszą zabawkę. Dopóki jednak nie stanę się posiadaczką nowej super maszyny ;), chciałam ułatwić sobie życie. Otóż wybór stopek do starych maszyn jest taki sobie. Za to nowe maszyny mają fajne wyspecjalizowane stopki mocowane na zatrzask (określane są jako stopki typu matic). Ale nowe maszyny mają niski uchwyt stopki, a moja ma wysoki. Bardzo chciałam te nowe móc przyczepić do mojego łucznika i po pewnych poszukiwaniach (i strrrasznych przejściach z panią w naziemnym sklepie) znalazłam to:

wysoki uchwyt stopki

Na obrazku widzicie uchwyt do stopek typu matic dostosowany do starych typów maszyn. Jest wyższy niż ten do nowszych modeli i daje się za nieduże pieniądze kupić np. na allegro.

Po przypięciu stopki wygląda to tak:

stopka do maszyny z wysokim uchwytem

A w maszynie prezentuje się tak:

 

stara maszyna ze stopką typu matic

Taki uchwyt sprawia, że do starej maszyny możemy przypiąć najróżniejsze stopki, np. takie:

stopki typu matic do maszyn do szycia

I możemy szaleć ;) Ja najczęściej używam tej do ściegu overlockowego (bo sprawdza się doskonale przy rozmaitych ściegach zygzakowych) i stopki 1/4 cala. Inne wypróbowałam, ale nie mam aż takich potrzeb, żeby używać ich bez przerwy.

Stopki przy odrobinie cierpliwości można kupić za ułamek cen sklepowych, także odwiedzajcie allegro ;) No i będą potem pasować do nowej maszyny, jeśli postanowicie sobie taką kupić ;)

Teraz łyżka dziegciu, żeby nie było, że wszystko takie idealne:

Nie ma co ukrywać, że jest to rozwiązanie tymczasowe. Mój łucznik nie ma zbyt dobrej regulacji położenia igły, a regulacji szerokości ściegu nie ma wcale, co w praktyce oznacza, że nie wszystkie możliwości nowych stopek można wykorzystać. Dodatkowo jest trochę krzywy, w związku z czym trzeba uważać, co się robi i gdzie jest igła. Być może regulacja rozwiązałaby sprawę, ale koszt pewnie by przewyższył wartość tej maszyny. Może się kiedyś nauczę tego sama ;)

W mojej maszynie mocowanie stopki jest na takiej wysokości, że nie da się stopek szybko wymienić (a taka jest idea zatrzasku)- trzeba odkręcać cały uchwyt. Co za tym idzie- nie ma też co marzyć o szyciu bardzo grubych rzeczy: po prostu się nie zmieszczą.

Nadal nie mogę użyć wszystkich super stopek, bo niektóre mają zintegrowany niski uchwyt. Na to rada jest tylko jedna- nowa maszyna. Można za to szukać odpowiedników. Taką stopką, która musi być dostosowana do starych typów maszyn, jest np. stopka do marszczenia:

stopka do marszczenia z wysokim uchwytem

Jak widać, pionowa część jest zespolona ze stopką. (Swoją drogą polecam taką stopkę- to duża oszczędność czasu). O stopce z górnym transportem można zapomnieć.

Niezależnie od tego wszytkiego nagle okazało się, że moja maszyna potrafi dużo więcej, niż się spodziewałam. Niekóre ściegi zaczęły mieć sens dopiero przy użyciu stopki do ściegu overlockowego (przestały się ściągać i zaczęły wyglądać jak trzeba). Generalnie mogę powiedziec, że wygoda użytkowania znacznie wzrosła. No i najlepszy hack jest taki, że w ten sposób można przypiąć do starego Łucznika np. stopki Janome ;)

A żeby było jeszcze wygodniej, warto się zaopatrzyć w pudełko na szpuleczki:

pudełko na szpuleczki do bębenka do maszyny do szycia

Bardzo ułatwia życie :)

 

I "hacked" my old sewing machine made by Polish Łucznik. You can use high snap on shank to fix most available feet an make the machine more usable. It has some disadvantages but anyway makes life easier. And the best hack is that you can fix i.e. Janome feet to your old sewing machine :)

 

czwartek, 28 października 2010

Zupełnie przypadkiem trafiłam na hurtową ilość wpisów o lamowaniu kołderek, a że jest to zazwyczaj wiedza tajemna, wrzucam wszystkie ku pamięci :)

Obia kursy po polsku, z patchworkowego bloga :)

I jeszcze ciekawostki po angielsku:

 

 

środa, 29 września 2010

Naprawdę ;) Moja torba została pokazana na stronie Ikea Family Live :) Mała rzecz, a cieszy :)

moja torba na pierwszej stronie galerii ikea family

 

 

 

piątek, 24 września 2010

Mój syn twierdzi, że okno oknuje, a lampa lampuje. Co w takim razie robi yo-yo?

Na ostatnim Szarotkowie pewne emocje wzbudziły te torby, a szczególnie element ozdobny w postaci aplikacji z yo-yo (yo-yów?, powiedzmy, że z rozetek). Ponieważ pojawiły się pytania, jak takie coś zrobić i gdzie to ma lewą stronę, przygotowałam mały kurs.

Do zrobienia yo-yo są potrzebne: kawałek niezbyt grubej tkaniny, nożyczki, nić (taka do maszyny jest ok, nie musi być idealnie dobrana kolorem do tkaniny) i igła. Gadżeciarze (w tym ja) potrzebują jeszcze yo-yo makera.

Wersja dla normalnych:

  1. wytnij z tkaniny koło o średnicy mniej więcej 2x większej niż docelowa rozetka
  2. koło z tkaniny

  3. podwiń brzeg 1 raz i sfastryguj podwójną nitką (to daje większą pewność, że yo-yo się nie rozpadnie). Nie ma potrzeby podwijać 2x, bo i tak cięty brzeg się schowa w środku. Na końcu nić powinna wychodzić po lewej stronie tkaniny.
  4. koło z tkaniny

  5. Ściągnij fastrygę i zablokuj nić kilkoma ściegami. Przeciągnij nić przez środek przez tylną części rozetki i odetnij. Koniec nici zostanie ukryty w środku.
  6. koło z tkaniny

    koło z tkaniny

  7. Spłaszcz uzyskany woreczek, żeby powstało yo-yo. Oczywiście można je też czymś napełnić i wtedy powstanie kulka.
  8. koło z tkaniny

 

Jeśli nie macie ochoty na mozolne wycinanie kółek albo chcecie takich yo-yo zrobić bardzo dużo, albo będziecie je robić w trudnych warunkach*, albo po prostu chcecie sobie kupić te nowe fajne zabawki, to warto się zaopatrzyć w yo-yo makery, czyli szablony do robienia yo-yo.

koło z tkaniny

Wtedy cały proces wygląda tak:

  1. (po przeczytaniu instrukcji) włóż tkaninę pomiędzy krążki szablonu.
  2. koło z tkaniny

  3. Odetnij nadmiar pozostawiając ok. 0,5 cm na podwinięcie (nie musi być idealnie równo).
  4. koło z tkaniny

  5. Sfastryguj korzystając z otworów w szablonie.
  6. koło z tkaniny

  7. Wyjmij tkaninę z szablonu i dalej postępuj jak w pkt. 3 i 4 w pierwszej instrukcji.
  8. koło z tkaniny

    koło z tkaniny

 

 

Tak wyglądają gotowe yo-yo, zrobione dwoma sposobami:

koło z tkaniny

Jak widać, z tyłu nie ma żadnej lewej strony- bo ona jest w środku :) Dlatego yo-yo bardzo łatwo jest stosować jako aplikację- nic nie trzeba podwijać!

koło z tkaniny

 

Yo-yo mogą mieć różne kształty, nie tylko koła. Do bardziej skomplikowanych warto kupić szablon, najprostsze można bez problemu zrobić bez. Jak takie elementy wykorzystać, można zobaczyć np. tu. A tak wygląda moja "kolekcja" ;)

koło z tkaniny

 

Pochwalcie się swoimi yo-yowymi dokonaniami :)

 

 

* obiad u teściów, wycieczka na plac zabaw z własnymi dziećmi, nudne zebrania albo inne niesprzyjające okoliczności

 

czwartek, 16 września 2010

Koniecznie odwiedźcie Ikat Bag, autorka opublikowała całą serię artykułów na temat przygotowania własnych wykrojów- od zdejmowania miary po takie subtelności jak różne rodzaje rękawów i dekoltów, wszystko odpowiednio zilustrowane. To prawdziwa skarbnica wiedzy dla osób, które szyją ubrania :)

Całość znajdziecie tu:

http://www.ikatbag.com/search/label/Drafting

piątek, 06 sierpnia 2010

Jak widać, jestem mocno monotematyczna ostatnio ;)

Zajrzyjcie koniecznie na bloga http://kellyrachel.com/blog/ , autorka publikuje szyciowe tutoriale. Mnie urzekła seria instrukcji jak uszyć komplet patchworkowa torba+ pasujące do niej akcesoria. Wszystkie opisy są uzupełnione świetnymi zdjęciami, tkaniny do projektu dobrane perfekcyjnie, aż się chce spróbować samemu :) Instrukcje nie są skomplikowane, początkujący też znajdą coś dla siebie :)

 
1 , 2
***