Sztuka plątania nitek

Wpisy z tagiem: haft krzyżykowy

niedziela, 16 października 2011

Kolejna porcja robótek, które już dawno miałam pokazać:

Blue Bird Chair DMC- haft krzyżykowy, proj. Kazuko Aoki

Znacie? Na pewno. To Blue Bird Chair projektu Kazuko Aoki.

Jak widać, nie jest taki znowu płaski:

Blue Chair DMC- haft krzyżykowy, proj. Kazuko Aoki- detal

 

Z tym motywem jest w ogóle długa historia. Trafiłam zestaw na ostatniej wystawie DMC, najwyraźniej odkopany ze starych zasobów, bo już dawno nie ma go w katalogu. Niemile mnie zaskoczyło to, że wzór był nie dość, że czarno-biały (a przy sporej ilości backstitchy aż się prosi o kolor), to na dodatek wydrukowany na papierze zbliżonym do gazetowego. Paradoksalnie- ktoś, kto sobie ściągnął ten wzór z sieci, ma pewnie lepszą jakość wydruku niż oryginał, zatem pierwsze, co zrobiłam, to odbiłam wzór na ksero i przynajmniej przestałam się bać, że papier mi się rozpadnie w rękach.

Jak widać, obrazek jest w sumie prosty. o ile nie liczyć muliny metalizowanej. Praca z tą nicią to naprawdę ciężki kawałek chleba, na dodatek DMC ucięło jej taką samą długość, jak zwykłych mulin i nie dało jej w nadmiarze- możecie sobie wyobrazić, jak źle się pracuje tak długimi kawałkami. Pozostałych nici zostało mi sporo, metalizowanej- jeden kawałek.

Swoją drogą mocno się zniechęciłam ostatnio do gotowych zestawów- w jednym z zestawów dołączonych do Cross Stitchera tkaniny dano tak mało, że nie ma możliwości uzyskania efektu ze zdjęcia, w drugim dodano aidę o numer za dużą w stosunku do dołączonych rameczek i nie sposób jest zmieścić w nich wzoru, a nici dla odmiany mają 28cm długości. Jest ich ilościowo dwa razy za dużo, ale więcej czasu się spędza na nawlekaniu kolejnych porcji niż na samym hafcie. O mikrokawałkach aidy w małych zestawach DMC zdaje się już pisałam. Ogólnie mam wrażenie, że lepiej jest pracować z wzorem, do którego dokupuje się nici- przynajmniej można dopasować wielkość tkaniny i długość nici do własnych potrzeb. Nad zestawami najwyraźniej pracują ludzie, którzy "wiedzą lepiej" i to "lepiej" niestety nie obejmuje mojej osoby.

Wracając do obrazka- się mi podoba i jeszcze tylko na ramkę musi poczekać ;) W każdym razie nie utknął w szufladzie w postaci "do zrobienia kiedyś" i w sumie to uważam za największy sukces ;)

poniedziałek, 20 czerwca 2011

W zeszłym roku odwiedzał nas przez całe lato kot, mieliśmy dla niego zawsze jakiś koci posiłek i generalnie nikomu nie przeszkadzał. W zasadzie byłam gotowa go przygarnąć na zimę, ale najwyraźniej jego właściciele (a raczej gospodarze) wrócili z wojaży, bo pod jesień kot sobie poszedł. Zatem na razie nie mam kota (przynajmniej takiego żywego, bo innego pewnie mam ;) ), ale w ogóle koty lubię i nawet przez lata nabyłam w tej kwestii pewnego doświadczenia.

Kiedy zobaczyłam ten wzór, po prostu musiałam go wyszyć:

obrazek z haftem krzyżykowym i koralikami- kot

Szybka robota dla oderwania się od UFO ;)

Kot ma jeszcze rodzeństwo w postaci ptaszka, ale muszę go uprać przed pokazaniem ;)

A ponieważ wyjeżdżam na parę dni i raczej nie będę w sieci, zdaję szybką relację z postępów kołderkowych :)

pikowanie

pikowanie

Mam już wypikowane cztery bloki, przede mną jeszcze dwanaście :)

niedziela, 03 kwietnia 2011

Ilość spraw do zrobienia ostatnio mnie przerasta. Jedną notkę piszę tygodniami. W związku z tym mniej dziś będzie pisaniny, więcej oglądania. Coś tam ostatnio zdziałałam, jeszcze parę rzeczy czeka w kolejce na ten piękny dzień, kiedy będę mogła spokojnie sobie pociąć tkaniny.

Na pierwszy rzut dzieciowe torebki, mój syn ostatnio "chodzi na zakupy" ;)

 

torebki na zakupy

 

ikea purses- torebki

 

Torebek było w sumie więcej, rozeszły się po mniej i bardziej znajomych dzieciach. Zakupowe są na podszewce, nie mają żadnych siepiących się szwów na wierzchu. "Portmonetki" też mają podszewkę i zapięcie na magnes- łatwiejszy do otwarcia dla małych rączek, ale wystarczająco mocny, żeby się same nie otwierały. Chyba muszę pomyśleć o pomocy edukacyjnej z różnymi zapięciami.

Skończyłam też ostatni zestaw pachnący, nigdy więcej takich ogryzków tkaniny:

zielone jabłuszka- haft krzyżykowy, wzór DMC

Ten motyw wydaje mi się najmniej atrakcyjny z tych czterech, które kupiłam. Jakoś się te jabłka gubią, sploty na koszyku też, od biedy można poznać, co jest na obrazku. Za to nić faktycznie pachnie zielonym jabłuszkiem i to nawet niechemicznie. Pozostaje wymyśleć, do czego te minihafty mam zużyć.

Swoją drogą oglądałam w pasmanterii te zestawy. Wzory całkiem sympatyczne, ale tkaniny jest tyci-tyci, żeby przypadkiem nie udało się takiego haftu do czegoś użyć. W zasadzie należałoby wziąć kilka takich wzorów, spory kawałek tkaniny i zrobić z tego sampler albo ozdobną taśmę. Tylko nie rozumiem, dlaczego mam płacić 15zł za kilka nitek i skrawek aidy, której nie użyję. Szczerze mówiąc, wolałabym, żeby takie wzory zostały wydane w postaci niedrogiego wzoru (samego) albo (lepiej) książeczki (hurtem), ale nie jako zestaw, bo mam nieodparte wrażenie przepłacenia. W każdym razie nie kupiłam, uznałam, że mam za dużo wzorów i marnujących się tkanin i nici w domu, żeby wydawać pieniądze na takie coś. Kryzys weryfikuje wybory ;)

wtorek, 22 marca 2011

Tak tak, niepomna doświadczeń, z nadzieją, że coś się jednak zmieni , wybrałam się na wystawę haftu organizowaną przez DMC, Galplast i pomniejsze firmy. Gdyby ktoś się jednak miał zamiar wybrać, to było tak:

Tradycyjnie było pokazanych trochę obrazków, stosunkowo niedużo jak na możliwości DMC. Część obrazków była wykonana wg. wzorów z książki Fleurs au point de croix Thei Gouverneur. Obrazki naprawdę ładne, wzory są dopracowane i dają fajne efekty, tak więc jeśli ktoś szuka motywów kwiatowych, to moim zdaniem bardziej opłaca się kupić taką książkę niż zestaw do haftu- cena podobna, a ile więcej możliwości :) Nie było to jednak nic super odkrywczego, raczej standard jeśli chodzi o autorkę.

Z katalogu było tradycyjnie trochę motywów dziecięcych, ale królowały wzorniki, tradycyjne z alfabetem i zestawy tematycznych obrazków (nie tylko motywy kuchenne). Odniosłam wrażenie, że spora część obrazków była już u nas pokazywana nie raz, tak naprawdę nie było zbyt wiele nowości, za to zaprezentowano np. obrazki haftowane muliną lnianą z serii, która raczej nie jest już u nas dostepna.

Było trochę haftu płaskiego/ kolorowego: wzorniki z alfabetem, a jakże :) i jeden "ogródek"- z tych już kiedyś pokazywanych. Zestawy ogródkowe można było kupić. I tu niespodzianka: wg. Ann Margaret w tych zestawach jest i mulina cieniowana i satine, cały wybór. Tymczasem w zestawach, które oglądałam była niestety tylko standardowa mulina bawełniana (pani w stoisku była mocno zdziwiona moim pytaniem), prezentowany obrazek też wyglądał na wyszyty w całości bawełną. Nie wiem- coś się zmieniło, czy to tylko nasz rynek jest jakoś pokrzywdzony? Nie zdecydowałam się na zakup, ale o tym dalej.

Nie zauważyłam wśród gotowych prac nic z nowości na haft płaski, mimo że w katalogu są.

Zabrakło w tym roku zupełnie projektów z nowymi pomysłami, zwykle była jakaś wybrana technika inna niż krzyżyki, w której były ciekawe prace. Haft płaski był już wcześniej i aż się prosiło o pokazanie czegoś nowego.

Z innych rzeczy było kilka obrazków Orchidei i tu miłe zaskoczenie, dwa naprawdę mi się podobały, nie były toporne. Oby tak dalej.

Pokazano trochę prac z filcu, głównie kwiatki, a z rzeczy ciekawych szale i jak dla mnie były to najciekawsze prace z całej wystawy. Oprócz tego kilka swetrów z włóczek Bergere de France i nie wiem- może ja jestem już zmanierowana przez Szarotkowo- ale wszystkie te swetry jakieś takie nie bardzo, w stylu wora albo babciowym. Naprawdę nie można choć trochę się postarać? Dużo by pewnie dało pokazanie takich prac na manekinach, przypięte do tablic były raczej bezkształtną masą. Mnie w każdym razie do zakupu włóczki nie zachęciły.

Co do części zakupowej: zaczęłam się zastanawiać, co takiego jest w Polakach, że nie chcą zarabiać pieniędzy. Stoisko DMC było obsługiwane przez sklep nadodatek.pl, który nie pofatygował się nawet z przywiezieniem nici i tkanin. Można było kupic gotowe zestawy, kawałki aidy drukowanej we wzorki, ale wyłącznie w tonacji wściekle różowej (a przecież DMC ma dużo większą i ciekawszą ofertę) i kilka książek (no i jakieś gadżety, ale to ominęłam). Jak pisałam wcześniej, nie zdecydowałam się na zakup zestawu z ogródkiem, bo zależało mi na eksperymencie z różnymi nićmi, a tu z eksperymentu nici :) Uznałam, że lepiej będzie pokombinować samemu :) Były też malutkie zestawy do haftu płaskiego, wzory w sumie przyjemne, ale rozmiar 10x10 cm skutecznie mnie zniechęcił. Haft na tak maleńkim skrawku tkaniny nie należy do przyjemności, a przecież potem trzeba z nim jeszcze coś zrobić. Chyba jednak wolę wzory, które daje się nanieść na dowolnie wybraną rzecz.

Kupiłam jeden mocno już historyczny zestaw krzyżykowy i, szczerze mówiąc, mocno się zdziwiłam, bo wzór jest czarno-biały na tak cienkim papierze, że wychodzi na to, ze wydruk ze skanu będzie miał dłuższy żywot. Echhh...

Było mikrostoisko Galplastu, który tym razem intensywnie promował filcowanie igłą, tylko chyba nie przewidział, że ludzie będą chcieli kupić narzędzia do tej techniki. Ostatnie pióro do filcowania sprzedało się około południa i widziałam kilka mocno zawiedzionych pań. Tradycyjnie Galplast nie próbował sprzedać żadnych innych akcesoriów, postawił smutny mały stojaczek z gadżetami Clovera i chyba liczył na to, że nikt się nie zainteresuje. Oczywiście teoretycznie ja w Warszawie mogę coś z tego upolować, ale część odwiedzających była z daleka i nie ma takich możliwości. Tłumaczenie wszystkim, że "można zamówić w internecie" wydało się mocno nietrafione na wystawie, gdzie spora grupa odwiedzających nie wyglądała na odwiedzające internet... Szkoda, bo Clover ma świetne narzędzia, które można by było i pokazać, i sprzedać, i przy okazji zdobyć wierne klientki.

Pojawiła się też firma (bez nazwy- bo się nie pochwalili), która pokazywała rozmaite francuskie książki z wzorami do haftu. Ceny takie sobie, od biedy da się przeżyć. Ale cóż z tego, kiedy tych książek nie dało się na miejscu kupić. Można było zamówić i czekać na przesyłkę w wersji za pobraniem. Jeśli o mnie chodzi, nie znalazłam wśród tych pozycji żadnej, którą chciałabym koniecznie mieć. Gdyby była możliwość zakupu na miejscu, zapewne coś bym wybrała, ale wizja spędzenia upiornej godziny na poczcie przypomniała mi, że istnieje amazon i długa lista książkowych marzeń :)

Ogólnie rzecz biorąc niewiele było w tej wystawie ze święta, za to sporo bylejakości. Rozumiem, że kryzys, ale żeby aż tak? Zabrakło promocji (ludzie  z ulicy nie mieli nawet szans trafić na tę wystawę- w żaden sposób nie była zareklamowana), troszkę chyba zmysłu biznesowego (bo przecież to nadzwyczajne, że ktoś może chcieć coś kupić) i generalnie pomysłu na całość. Miejmy (mimo wszystko) nadzieję, że kiedyś jednak będzie lepiej...

Na pocieszenie- parę zdjęć:

wzornik kuchenny (chyba nowość)- skąd my to znamy?

 

Wzornik zrobiony haftem płaskim

 

obrazek Orchidei- w sumie miłe zaskoczenie

 

szal z filcowym motywem- mnie się podoba :)

 

samotny ogródek:

 

swetry....

 

update:

widać w relacjach, że w Łodzi było pokazanych więcej obrazków niż w Warszawie:

http://mieekkiekaapciee.blox.pl/2011/03/Dni-Kraftu-2011-Haft-Uzytkowy.html

http://modliszkowatworczosc.blogspot.com/2011/03/duzo-zdjec-czesc-i.html

Szkoda, że do nas nie dojechały.

A tu jeszcze jedna recenzja z Warszawy:

http://haft.blox.pl/2011/03/Wystawa-haftow-w-Warszawie.html

poniedziałek, 31 stycznia 2011

Jej. No więc na początku chciałam powiedzieć, że niezmiernie mi miło, bo nigdy wcześniej nic nie wygrałam w żadnej blogowej zabawie. Pamiętacie mój bałagan? Julka z Projektowni Jednoiglec postanowiła podzielić się ze mną cząstką swoich zbiorów. Bardzo, bardzo dziękuję :)

A teraz do rzeczy.

Porządki się robią. Trochę to trwa, bo postanowiłam rozprawić się z najbardziej kłopotliwą częścią, czyli dużymi kuponami. Tak naprawdę prasowanie ćwiartek nie jest problemem, trudne jest opanowanie tkanin kupowanych na metry, uprasowanie ich to naprawdę dużo pracy. Największe kupony i te, które były pokryte wyraźną apreturą, wrzuciłam przed prasowaniem na szybkie pranie do pralki, mniejsze tylko namaczałam. To ważne, zwłaszcza przy tkaninach, które mają duże szanse się skurczyć. Trzeba się z kurczeniem uporać przed szyciem, chyba że ktoś lubi niespodzianki :) Ponieważ większość moich dużych kuponów tkanin pochodzi z Ikei, a na metkach zazwyczaj znajduję informację "kurczenie 4%", to namoczenie/ pranie i prasowanie gorącym żelazkiem jest nieuniknione. Na szczęście pranie w pralce takim dużym kawałkom wiele nie szkodzi. Tkanin typowo patchworkowych w ćwiartkach raczej nie odważyłabym się tak potraktować.

Tak to teraz wygląda:

ułożone tkaniny (duże kupony)

 

Oczywiście nadal przede mną spory zbiór, ale przynajmniej część już mam za sobą :)

Jak będzie wyglądał dalszy ciąg porządków?

  • Nadal będę zerkać, co planuje Jednoiglec :)
  • Raczej nie rozważam pozbywania się tkanin, chociaż kto wie... Być może pozbędę się nadmiaru, kiedy dojdę, ile czego mam :) Poza tym ogarniam też inne robótkowe zasoby, muszę zrobić przegląd wszystkiego ;)
  • Na razie planuję usunąć problem z biblioteczki, po części dlatego, że go widać ;)- jednym słowem przede mną reszta dużych kuponów. Co do reszty, to ćwiartek przede mną już niewiele, za to muszę uporzadkować pojemnik z drobiazgiem.
  • Co do klucza, to myślę, że dotychczasowa metoda nie była zła, trzeba ją tylko dopracować. Czyli: duże kawałki pozostaną na biblioteczce, raz dlatego, że nie mam na nie miejsca gdzie indziej, a dwa- bo nie straszą. No i mój syn jakoś się nimi nie interesuje. Ćwiartki i byty ćwiartkopodobne zostaną w pojemnikach ukryte głęboko w szafie. To z tego względu, że mały Ede wie, co dobre, i najchętniej bawiłby się tymi najdroższymi ;) Niestety potem niewiele z nich zostaje ;) Rozważam wykorzystanie niższych pojemników i takie ułożenie tkanin, żeby był do każdej łatwy dostęp.Sortowanie po kolorze. Drobiazg zostanie popakowany w małe torebki: oddzielnie kwadraciki, paski itd., a reszta pewnie też wg. kolorów.
  • Już myślę, na co wykorzystać część moich zbiorów i co ciekawsze pomysły zapisuję, żeby nie zaginęły :)

 

A poza tym pozbywam się innych zalegających rzeczy i niedokończonych prac. W tym tygodniu skończyłam cytrynki z pachnącego zestawu DMC:

haftowane cytrynki- pachnąca mulina

 

i uszyłam wierzch poduszki- to tak w ramach pozbywania się nadmiaru tkanin:

wierzch poduszki dla Edka

W najbliższych planach jest spód i ciąg dalszy kołderki, która się robi i skończyć nie może ;)

środa, 08 września 2010

Skończyłam obrazek, który na ostatnim Szarotkowie był ledwie zaczęty.

obrazek haftowany krzyżykami- truskawki

Przy okazji odgrzebałam też taki, który robiłam kilka imprez szarotkowych wcześniej:

obrazek haftowany krzyżykami- wiciokrzew

 

i jeszcze jeden- skończony na urlopie :)

obrazek haftowany krzyżykami- lawenda

 

Zdjęcia niestety takie sobie, aż chciałoby się napisać na modłę allegro, że "nie oddają urody przedmiotu" ;)

 

Wszystkie trzy pochodzą z serii DMC Secret Perfume, w każdym zestawie jeden kolor muliny pachnie. Szczerze mówiąc zapach jest raczej dość sztuczny, ale same obrazki sympatyczne, więc je kupiłam. Właściwie mam do tych zestawów jedno zastrzeżenie: DMC pożałowało tkaniny i jest jej na tyle mało, że trzeba będzie coś tym obrazkom dorobić dookoła. Zaletą za to była cena. Nie wiem jeszcze, czy będę je oprawiać, raczej  skłaniam się do wszycia w coś większego, ale na razie nie podjęłam decyzji.

***