Wpisy z tagiem: tkaniny
poniedziałek, 06 czerwca 2011
Jestem już z powrotem w domu, tzn. jestem od czwartku, ale wciąż odkrywam nowe sprawy do załatwienia :) Miałam chwilę na Kraków, niestety nie znalazłam nic szczególnie ciekawego w pasmanteriach, ale może kiepsko szukałam (albo u nas jest za duży wybór ;) ). W ogóle mam wrażenie, że sklepy naziemne jakieś takie są niestabilne, człowiek się przyzwyczaja, a tu już nic nie ma, albo asortyment juz nie ten... i nie tyczy się to wyłącznie Krakowa. Zaczynamy chyba osiągać stan, kiedy bez sklepów internetowych człowiek sobie nie poradzi... Ale żeby nie było, że tak całkiem nic nie upolowałam, to pochwalę się zdobyczą okołorobótkową: Coś więcej się postaram w wolnej chwili o nich napisać, na razie zdążyłam przekartkować. A po powrocie czekało na mnie to:
No i miałam się już- już tymi tkaninami zająć, ale w ten weekend piaskownica była ważniejsza, więc czekam na następną wolną chwilę ;)
poniedziałek, 16 maja 2011
No właśnie: ile to jest fat quarter, layer cake, charm pack? Kupując tkaniny na odległość trudno jest czasem wyobrazić sobie, ile to faktycznie tkaniny. Mam akurat pod ręką przycięte "gotowce", więc zanim je potnę, zrobiłam zdjęcie poglądowe: Po prawej stronie umieściłam dla porównania kartkę A4. Tkanina w czerwone kropki to mniej-więcej fat quarter, kupowane w Polsce i liczone wg. polskich miar, czyli ok. 50x55cm. Zachodnie FQ będzie o kilka cm krótsze. Jak widać, można z takiego kawałka wyciąć całkiem sporo, nie tylko elementy patchworka. Wystarczy np. na niedużą torebkę. Tkanina w kwiaty to layer cake, czyli zestaw kwadratów 10x10'' (ok. 25x25cm). Takich kwadratów jest w zestawie 42. To naprawdę dużo tkaniny, można z tego uszyć słusznych rozmiarów kołderkę (oczywiście na narzutę na podwójne łóżko to za mało, trzeba dołożyć albo część drugiego LC, albo jakieś inne tkaniny). Szaroniebieska tkanina to charm pack, czyli zestaw kwadratów 5x5'' (ok. 12,5x12,5cm). W takim zestawie również jest 42 kwadraty. W sumie zajmą powierzchnię większą niż FQ, na torebkę albo nieduży bieżnik wystarczy z powodzeniem. Łatwo zauważyć, że kwadrat z LC "pomieści" 4 z CP. Ale uwaga: po zszyciu małe kwadraty zajmą mniejszą powierzchnię niż jeden duży i trzeba go będzie przyciąć. Warto o tym pamiętać planując pracę z wykorzystaniem obu rodzajów "gotowców". Generalnie trzeba pamiętać, że każde cięcie i zszycie to strata 1/4'' (albo takiej szerokości stopki, jaką macie), czyli im bardziej pokawałkujemy tkaninę, tym mniej jej otrzymamy na końcu. Kwadrat 5x5'' bo wszyciu będzie miał 4,5x4,5'' (odejmujemy 1/4'' z każdej strony na szew). Oczywiście trzeba też zaplanować odpowiednią ilość tkaniny na spód kołderki, podszewkę torebki, czy na lamówki. Z drugiej strony łatwo wykorzystać "gotowce" do zrobienia czegoś większego przez dodanie jednobarwnej tkaniny dopasowanej kolorem do zestawu. Wystarczy ułożyć kwadraty w szachownicę i w cudowny sposób otrzymujemy dwa razy więcej tkaniny ;) Możliwości jest mnóstwo :)
poniedziałek, 21 lutego 2011
ale obiecuję, że będę też pisywać na inne tematy :) Uporałam się z moją półką z dużymi kuponami tkanin. Teraz wygląda tak: I finished organizing some of my fabrics. That's how it looks now: Nad tkaninami jest jeszcze pudełko. Kiedyś była w nim herbata. There's a box over fabrics. Wygląda kusząco, zwłaszcza kiedy się je zdejmie: Nice picture, don't you think? A w srodku... Once it contained tea, and now... jak widać, cały miszmasz okołomaszynowy, czyli nici (w pudełku po dziecięcych bucikach), stopki i igły, które się nie mieszczą w maszynie (dla odmiany w pudełku po czekoladkach), jakieś większe części do maszyny, które trudno jest gdziekolwiek upchnąć i instrukcje, których na zdjęciu nie widać, bo zazwyczaj leżą na samej górze. Na co dzień nikt się nie domyśla, jakie skarby są w środku ;) As you can see, there's all that sewing machine stash that I couldn't put in a machine container: threads, feet, needles, accessories and instructions. Everything in place and really nice looking when closed :) Pochwalę też wynalazek, którego używam od pewnego czasu, czyli płachtę do utrzymywania kawałków patchworka w jednym miejscu. Nie mam w tym momencie sensownego zdjęcia, ale jest to takie coś. Wygląda to-to jak biała nieszczególnie interesująca tkanina, do której jest dołączony podobnej wielkości arkusz woskowanego papieru. Na tkaninie układa się kawałki właśnie szytego patchworka, nie trzeba przypinać, tkaniny same się "przyklejają" do powierzchni maty. Na to kładzie się papier, składa w kostkę i upycha w dowolnym miejscu. A kiedy potrzeba, wyciąga się, rozkłada i nasze kawałki wciąż są we właściwych miejscach. Świetne, kiedy już się obmysliło ten idealny układ, a nie za bardzo można zostawić rozłożoną robotę na wierzchu. Taką matę można sobie oczywiście powiesić na ścianie i urządzić design wall, ale po pierwsze, trzeba by mieć sporą pustą ścianę, po drugie w przypadku posiadania takiego dziecka jak moje jakakolwiek design wall nie wchodzi w grę (chyba że się ma ochotę na szczególnie szalony design). Jedyną wadą tego rozwiązania jest to, że papier pewnie w końcu się zużyje i będę musiała wymyślić coś w zamian, ale na razie jestem całkiem zadowolona :)
ps. gdyby ktoś miał ochotę się pobawić w związku z porządkami, niech zajrzy tu.
poniedziałek, 31 stycznia 2011
Jej. No więc na początku chciałam powiedzieć, że niezmiernie mi miło, bo nigdy wcześniej nic nie wygrałam w żadnej blogowej zabawie. Pamiętacie mój bałagan? Julka z Projektowni Jednoiglec postanowiła podzielić się ze mną cząstką swoich zbiorów. Bardzo, bardzo dziękuję :) A teraz do rzeczy. Porządki się robią. Trochę to trwa, bo postanowiłam rozprawić się z najbardziej kłopotliwą częścią, czyli dużymi kuponami. Tak naprawdę prasowanie ćwiartek nie jest problemem, trudne jest opanowanie tkanin kupowanych na metry, uprasowanie ich to naprawdę dużo pracy. Największe kupony i te, które były pokryte wyraźną apreturą, wrzuciłam przed prasowaniem na szybkie pranie do pralki, mniejsze tylko namaczałam. To ważne, zwłaszcza przy tkaninach, które mają duże szanse się skurczyć. Trzeba się z kurczeniem uporać przed szyciem, chyba że ktoś lubi niespodzianki :) Ponieważ większość moich dużych kuponów tkanin pochodzi z Ikei, a na metkach zazwyczaj znajduję informację "kurczenie 4%", to namoczenie/ pranie i prasowanie gorącym żelazkiem jest nieuniknione. Na szczęście pranie w pralce takim dużym kawałkom wiele nie szkodzi. Tkanin typowo patchworkowych w ćwiartkach raczej nie odważyłabym się tak potraktować. Tak to teraz wygląda:
Oczywiście nadal przede mną spory zbiór, ale przynajmniej część już mam za sobą :) Jak będzie wyglądał dalszy ciąg porządków?
A poza tym pozbywam się innych zalegających rzeczy i niedokończonych prac. W tym tygodniu skończyłam cytrynki z pachnącego zestawu DMC:
i uszyłam wierzch poduszki- to tak w ramach pozbywania się nadmiaru tkanin:
W najbliższych planach jest spód i ciąg dalszy kołderki, która się robi i skończyć nie może ;)
poniedziałek, 17 stycznia 2011
Jak już mówiłam, robię porządki. Poprzedni wpis pisał się dość długo, więc w planach był już kolejny, bo tymczasem Julianna wstrzeliła się idealnie z pomysłem na wspólne porządkowanie. Ponieważ już i tak zaczęłam, z przyjemnością się przyłączam ;) Poniżej to, co już mniej więcej za mną, czyli tkaniny, które widziały wodę i żelazko. Pewnie będę je jeszcze jakoś porządnie układać, ale generalnie są uprasowane, zajmują stosunkowo niewiele miejsca i nadają się do użytku.
A tak wygląda to, co przede mną: duże kawałki
małe kawałki
i różne takie miejsca na biblioteczce, które się wymieszały z rzeczami dzieciowymi i innym dobrem:
Oczywiście to nie jest wszystko, co mam w swoich zbiorach, ale powiedzmy, że jest to najbardziej kłopotliwa część ;) Tak czy inaczej plan na najbliższe tygodnie jest taki, żeby się tego bałaganu pozbyć, tym bardziej, że trzeba zrobić miejsce na zabawki męża ;) Trzymajcie kciuki ;)
sobota, 15 stycznia 2011
Mam problem ze zrobieniem przyzwoitych zdjęć w tych ciemnościach, więc jeszcze przez chwilę się wstrzymam z pokazaniem, co skończyłam. W każdym razie nowy rok zaczęłam od porządków i po trochu ogarniam moje zbiory tkaninowe. Staram się wszystkie nowo kupione tkaniny dekatyzować od razu, ale mam pewną ilość zbiorów starszych (dzięki Krysiu!) no i jeszcze trochę dużych płacht, których nie chciało mi się obrobić wcześniej. Tak więc ostatnio głównie moczę i prasuję. Szyję w pociągu (o ile da się wsiąść do środka :} ). Zatem tak sobie prasuję i prasuję i pomyślałam, że przy okazji naskrobię co nieco o kupowaniu tkanin na patchworki. W zasadzie wszystko, co spotkacie opisane jako tkanina na patchwork, to bawełna. Oczywiście jeśli ktoś się uprze, może użyć innych tkanin, a w CQ jest to nawet naturalne, ale ograniczmy się tu do typowych tkanin patchworkowych. Większość takich tkanin ma szerokość ok. 110 cm, czyli mniejszą niż standardowe polskie materiały np. na ubrania. Trzeba to brać pod uwagę, jeśli zamierzacie robić jakiś większy projekt, zwłaszcza nie z kawałków. Na polskim rynku najczęściej spotkacie się z możliwością kupienia takiej tkaniny na metry, a w praktyce na centymetry- bo zwykle można kupić już pasek 5-10 cm. Ponieważ ceny nie są niskie, daje to możliwość dobrania kilku różnych tkanin bez wydawania całej pensji. W końcu nie zawsze potrzeba kilku metrów na raz. To też niezłe rozwiązanie dla kolekcjonerek ;), ale trzeba pamiętać, że zdarzają się paski przycięte trochę krzywo, więc jeśli planujecie coś, do czego potrzebna jest konkretna ilość tkaniny- kupcie odrobinę więcej. Ja osobiście preferuję kupowanie fat quarters, czyli tłustych ćwiartek. Nazwa FQ wzięła się z tego, że jest to 1/4 jarda tkaniny (1yd=ok 91cm), ale ucięta nie jako pasek, a jako prawie- kwadrat, czyli tniemy z beli 1yd, a następnie dzielimy go na pół i powstałe połówki na pół w poprzek. Dzięki temu uzyskuje się prostokąt mniej więcej 55x45 cm. U nas spotkacie się z tym, że jako FQ sprzedaje się 1/4m, czyli 50x55cm. W sumie to lepiej ;) W każdym razie warto patrzeć na opisy w sklepie. FQ jak dla mnie są wygodniejsze, więcej można z nich wyciąć, zwłaszcza jeśli zamierza się szyć coś z niekoniecznie małych skrawków. FQ sprawdzi się też przy tkaninach z dużym wzorem- w takim przypadku ucięcie paska 25x110 może skutkować tym, że otrzymamy smętne kawałki motywów, a nie zawsze o to chodzi. Czasem pojawiają się tzw. panele. Panel to odcinek tkaniny z nadrukowanymi dość dużymi obrazkami, które można wyciąć i wykorzystać jako elementy własnych prac. Jak to wygląda, możecie zobaczyć np. tu i tu. Panel w zasadzie trzeba kupić w całości, inaczej nie ma sensu :) Oznacza to niestety, że wydatek będzie spory, bo zwykle jest to 40-60cm. Poza tymi typami spotkacie się (chociaż raczej nie w polskich sklepach, ale czasem coś bywa) z tzw. precuts, czyli gotowymi zestawami tkanin przyciętych na określony wymiar, zazwyczaj pochodzącymi z jednej kolekcji. Kawałki zwykle są stosunkowo niewielkie, w sam raz nadające się do tego, żeby od razu z nich coś szyć, ew. podzielić na jeszcze drobniejsze części ;) Jak takie zestawy mogą wyglądać, zobaczycie tu. Zwróćcie uwagę, że miewają całkem smaczne nazwy i faktycznie czasem wyglądają jak smakowite desery :) Na razie tyle, a ja zabieram się za ciąg dalszy porządków :)
|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
*****
kontakt
Tu zaglądam
Wielkanoc
Wnętrza
Tagi
***
![]()
|