Sztuka plątania nitek
***

nitki i okolice

środa, 15 września 2010

Numer 67 mam już od jakiegoś czasu, ale musiałam go spokojnie przejrzeć :) Muszę powiedzieć, że redakcja stanęła na wysokości zadania i wysłuchała czytelników (w tym nas najwyraźniej :) ), bo to wydanie jest naprawdę doskonałe. Jeśli miałabym komuś polecić czasopismo hafciarskie, to ten właśnie numer Inspirations jest na pierwszym miejscu :)

nowy numer inspirations



Co mi się podoba?

  • projekty są mniejsze, nie wymagają pół roku ślęczenia. To ważne dla osób pracujących
  • przetłumaczono nici na takie bardziej dostępne. Oczywiście u nas jest to czasem dostępność dość teoretyczna, ale i tak łatwiej jest kupić wełnę Appleton (przynajmniej jest w UE) niż australijskie ręcznie barwione wynalazki (pewnie są super, ale trochę daleko). Tam, gdzie to miało sens, przełożono kolory na mulinę DMC.
  • większa niż dotychczas różnorodność technik: jest Bargello, malowanie igłą (w mistrzowskim wydaniu Helen M. Stevens), tradycyjnie stumpwork, haft koralikowy (urocze zabawki choinkowe), haft wełną (można łatwo przełożyć na mulinę), aplikacje (w wykonaniu Michelle Hill, autorki książki William Morris in Applique), haft kolorowy i nawet malutki projekt z filcu
  • oprócz głównego projektu w dwóch przypadkach dodano jeszcze bonusy, czyli jak zrobić coś innego korzystając z tego samego przepisu :)
  • szata graficzna nie utraciła nic z urody :)


Poza tym fajną sprawą jest to, że zaproszono do współpracy autorów książek- dzięki temu można “podejrzeć” technikę, zanim się zdecydujemy na zakup nie zawsze taniej pozycji. Mnie interesowała książka William Morris in Applique i teraz już wiem, że dopiszę ją do kolejki zakupowej ;)

Jednym słowem polecam, polecam, polecam :) I nie mam za to żadnych bonusów od wydawnictwa ;)

Gazetka u nas bywa w empikach, ale, ponieważ mam prenumeratę, nie potrafię niestety powiedzieć, ile kosztuje. W każdym razie warto ją przynajmniej przejrzeć :)

piątek, 09 lipca 2010

Miałam niedawno urodziny i tradycyjnie zamówiłam robótkowy prezent :) A zatem część pierwsza, bo druga jeszcze w czytaniu ;)

 

książka Embroidered Flora and Fauna

Embroidered Flora and Fauna - three-dimensional textured embroidery

Książka dla tych, którzy lubią sobie pooglądać obrazki ;) , fantastycznie zilustrowana, projekty cieszą oczy. W ogóle jest piękną rzeczą do oglądania, nie tylko dla robótkowych maniaków.

Książka jest podzielona na 3 części: opis materiałów potrzebnych do wykonania projektów, opis użytych technik i inspiracje+ projekty, gdzie można znaleźć wytyczne, jak się co robi. Na końcu znajdziecie słowniczek ściegów i wzory.

Co do zawartości merytorycznej: jest to pozycja zdecydowanie dla osób, które już miały jakieś doświadczenia z haftem, a najlepiej także z innymi technikami. Początkujący raczej się z niej haftować nie nauczy, ale ktoś, kto już próbował wielu rzeczy, znajdzie rzadko opisywane rozwiązania i przede wszystkim świetne inspiracje. Książka dotyczy haftu przestrzennego i generalnie uzyskiwania tekstury, przy czym nie ogranicza się do jednego typu haftu: znajdziecie tu i stumpwork, i haft wstążeczkowy, i sposoby na wykorzystanie wstążek z usztywnionym brzegiem, i haft na podkładzie z filcu, i użycie rozmaitych nici i tkanin, wszystkiego po trochu, całość okraszona zdjęciami prac, które wyglądają niemal jak żywe :) Dodatkowo co pewien czas pojawiają się zdjęcia- inspiracje wykonane wg. klucza kolorystycznego.

Podane materiały są niestety mało osiągalne w naszym pięknym kraju, ale na tym cała zabawa polega, żeby sobie radzić z tym, co się ma ;), zresztą autorki zachęcają do eksperymentowania i próbowania innych rozwiązań niż opisane w książce.

Jednym słowem:

zalety:

  • pięknie zilustrowana
  • doskonałe źródło inspiracji
  • przedstawia rzadko opisywane techniki
  • może zainteresować także osoby, które nie haftują (sprawdzone ;) )

 

wady:

  • nie dla osób, które nigdy nie haftowały, a chcą się nauczyć. Jeśli szukacie podręcznika haftu przestrzennego, polecam A-Z of Stumpwork. Jeśli chcecie zobaczyć, co można i ustawić sobie ambitny cel ;), to warto tę książkę kupić, a oprócz niej jakiś dobry podręcznik haftu na początek.
  • cena
piątek, 03 października 2008

Przeprowadzki są dobre, bo zmuszają do przejrzenia zasobów ;)

W ten sposób odkryłam jeszcze jeden koszyk z resztkami włóczki. Staram się utrzymywać moje zabawki w porządku, ale jak widać, jeszcze coś się zawieruszyło.  Włóczki już uprane i zwinięte, ale mnie zaczął dręczyć problem, po co mi to.

znalezione włóczki

(to nie są wszystkie resztki, jakie mam ;) )

 

 Pomysły na wykorzystanie takich kawałków mam takie:

  • spożytkować tkacko 
  • wrobić w sweter jako wzorki
  • użyć do zrobienia szydełkowej kapy z elementów
  • nauczyć się technik free crochet i free knitting
  • co krótsze kawałki zużyć do scrapbookingu
  • zrobić zabawki dziecku
  • użyć do eksperymentów (np. jako materiał do próbek różnych ściegów)
  • zrobić "patchworkowy" sweter/ kapę/ szalik
  • wykorzystać do eksperymentalnego haftu
  • zrobić drobne elementy, które da się na coś naszyć
Nie wiem jeszcze, co z tego wyniknie, w każdym razie resztki dostaną chyba nowe, własne pudełko i jest nadzieja, że tym razem nie zostaną zapomniane ;)
środa, 05 marca 2008

Jak sobie poradzić z wiecznie splątanymi kilometrami koronek i taśm?

Zrób własne szpulki.

 

wtorek, 11 września 2007

Do świąt jeszcze daleko, ale trzeba trzymać rękę na pulsie ;)

Na początek pomysł na prezent dla samych zainteresowanych, niech inni trochę popracują ;) Czego zatem może potrzebować robótkomaniaczka (i robótkomaniak też)? Tradycyjnie więcej ładnych pojemników na nieskończoną ilość skarbów (nad ich wypełnieniem pomyślimy później).

Zajrzyjcie tutaj

 Taki stoliczek może się stać obiektem przedświątecznych marzeń, a czasu na szczęście dość, żeby utalentowany małżonek zrobił podobny sam, a mniej utalentowany pod względem robót stolarskich znalazł stosownego fachowca.  Dodatkowy argument, że po robocie cały rozgardiasz zniknie pod blatem i nikt nawet nie będzie podejrzewał, że na środku pokoju trzymamy nie zawsze uporządkowany zbiór nitek i rozmaitych ostrych akcesoriów, powinien sprzyjać realizacji prezentowego zamówienia ;)

 

 

środa, 05 września 2007
Tym razem głownie o porządkowaniu taśm, wstążek, koronek, ale nie tylko. Zajrzyjcie na bloga

THE DOMESTIC DIVA’S DISASTERS, a dokładnie tu .

piątek, 29 czerwca 2007

http://www.gazetawyborcza.pl/1,76842,4264442.html

 

I kto by pomyślał, że już wtedy używano takich przedmiotów ;) 

 

czwartek, 14 czerwca 2007

Dziś chwalę rozmaite pisaki służące do rysowania na tkaninach. Istnieje ich kilka rodzajów:

- tradycyjne kredki krawieckie

- ołówki do kopiowania (dość trwały rysunek)

- pisaki ("flamastry") znikające po kilku dniach.

Każdy z nich  ma nieco inne zastosowanie: kredek można używać tak jak mydełka, za pomocą ołówków można przenieść na kalkę wzór (z książki, gazetki i skąd jeszcze sobie go weźmiecie), a następnie za pomocą żelazka przenieść na tkaninę. Flamastry mogą służyć do tego samego, co kredki, ale także do precyzyjnego rysowania  nawet dość skomplikowanych wzorów oraz do zaznaczania np. linii, wg. których się wyszywa. 

Pochwała dotyczy szczególnie tych ostatnich, a to dlatego, że bardzo dobrze się nadają do rysowania linii pomocniczych do haftu, a po wyszyciu motywu kreski można łatwo usunąć za pomocą patyczka kosmetycznego zwilżonego wodą lub specjalnego pisaka "do znikania". Używam ich w CQ do wyznaczania szerokości ściegów i w patchworku do zaznaczania na tkaninach elementów do wycięcia (odrysowuję od szablonu potrzebną ilość elementów, a potem od razu wszystkie tnę). Można też za pomocą takiego pisaka narysować jakiś drobny motyw i zaraz go wyszyć lub zaznaczyć kratkę na tkaninie do haftu liczonego.

Tego typu pisaki nie nadają się do rysowania dużych wzorów i długotrwałych prac. Znikają po kilku dniach i trzeba o tym pamiętać, jednak  do wszelkich haftów swobodnych i małych projektów są niezastąpione. Występują w kilku kolorach, warto wybrać taki, który będzie możliwie kontrastowy w stosunku do tkaniny, no i oczywiście koniecznie trzeba przed użyciem sprawdzić, czy na pewno da się go potem usunąć ;)

piątek, 11 maja 2007

Temat się powtarza, ale jakoś tak mam wrażenie, że nigdy za wiele o organizowaniu własnej przestrzeni. Na dziś strona o tym, jak sobie ze zbiorami poradzić:

http://www.getcreativeshow.com/Craft_Sew_Business/Business_Seminars/craftroom.htm

i jeszcze kilka przyjemnych zdjęć i trochę porad .

 

Dla osób nieanglojęzycznych mały konspekt z pierwszego linku:

  • wydziel swoją przestrzeń
  • pomyśl o przechowywaniu
  • zorganizuj narzędzia tak, żeby był do nich łatwy dostęp
  • zadbaj o oświetlenie
  • dopasuj sobie stół (ma być wygodny, niekoniecznie ładny)
  • włącz dobrą muzykę
  • bądź realistyczna- pozbądź się przedpotopowych zbiorów, których nigdy nie użyjesz
  • po użyciu- odłóż na miejsce!
  • sprzątaj- tylko (a może aż) 15 minut każdego dnia
niedziela, 11 marca 2007

Dziś będzie jeszcze troszkę o przechowywaniu , porządkowaniu i w ogóle tworzeniu przestrzeni, w której się robótkuje. Oczywiście trochę jest tak, że można robic frywolitki, czy szydełkować gdziekolwiek, nawet haftować daje się w dość dziwnych warunkach, np. w pociągu (sprawdzone), ale chyba każdemu marzy się kawałek przestrzeni, w którym może przechowywać swoje skarby i mieć je ułożone w taki sposób, żeby nie trzeba bylo wypakowywać połowy szafy w poszukiwaniu jednego motka nici.

Znalazłam grupę na flickr, gdzie pokazywane są  właśnie takie pomieszczenia, których funkcje zostały podporządkowane robótkom:

http://www.flickr.com/groups/craftrooms/

Nie chcę tu, broń Boże, zachęcać do wyrzucenia dzieci z jedynego odrębnego pokoju w małym mieszkaniu w bloku, ani tym bardziej do pozbywania się babci w niekoniecznie legalny sposób, żeby uzyskać pokój do robótek, ale do tego, żeby obejrzeć, jak inni organizują sobie taką przestrzeń i wykorzystać te pomysły na swoim (nie zawsze pojemnym) podwórku. To nie oznacza,że od razu trzeba zaanektować oddzielny pokój, ale warto się nauczyć, jak przechowywać różne rzeczy w taki sposób, żeby były pod ręką, a jednocześnie nie doprowadzaly do szału pozostałych domowników. Ideałem jest, żeby to wszystko było w dodatku ładne ;)

Mogę powiedzieć, że jestem praktykiem w tej dziedzinie, bo całe nasze malutkie mieszkanie zostało podporządkowane rozmaitym typom działalności zwanym hobby.  Podglądajcie więc zdjęcia (w obłędnej ilości) i zwróćcie uwagę na to,co powtarza się najczęściej (i co się rzeczywiście sprawdza):

Wszystkie te rozwiązania naprawdę działają i można je wykorzystać nawet na niewielkiej powierzchni, którą w dodatku dzielimy z rodziną. Warto próbować, bo oszczędza to wiele czasu i nerwów ;)

niedziela, 28 stycznia 2007

Pojawił się kilka dni temu nowy numer CQ Mag Online, jak zwykle pełen pomysłów :) Warto zajrzeć, bo i dużo, i ciekawie, i na dodatek za darmo:

 http://cqmagonline.com/vol06iss01/index.shtml

Z nowości w pasmanteriach: ostatnio zagościły u nas portugalskie nici Linol, o których niestety nie wiem wiele, bo nie znalazłam ich jeszcze w sieci. W każdym razie są w typie kordonku, występują w wersji mieszanka bawełny z lnem (z przewagą lnu), w kolorach beżowo-naturalnych i czysta bawełna w różnych odcieniach (w tej wersji zachwyciły mnie motki wielobarwne- czerwono-zółty, czerwono-zielony). Widziałam też jakieś metalizowane, ale nie przyjrzałam się jeszcze dokładnie.  Nici są dość miękkie, idealne na szydełko, myślę,  że nawet do robienia cienkich bluzeczek, nie tylko na serwety i firanki. Wydaje mi się, że do frywolitek są już za miękkie, ale jeśli ktoś się uprze, pewnie też z nich coś zrobi. Testuję je właśnie na drutach, ale o tym kiedy indziej. Niestety nie wiem, jak się sprawują w praniu, mam nadzieję, że nie tracą kolorów ;)

Póbowałam też użyć tych nici do haftu (wersja wielokolorowa), zamiast perłówki, i jestem bardzo zadowolona z efektu. Ładnie się układają, a miękkość zbliża je właśnie do efektu perłówki, przy czym cena w porównaniu np. z perłówką DMC jest bardzo zachęcająca.  

A propos ceny- nie są to nici najtańsze (cena porównywalna z Aidą), jeśli potrzebujesz 10 motków, to właściwie warto się zastanowić, czy nie szukać innych, ale są troszkę inne, niż pozostałe dostępne u nas na rynku, no i zawartość lnu to też rzadkość. Oczywiście patrząc ze strony hafciarskiej, są o wiele, wiele tańsze, niż typowa perłówka, więc cena jest tu rzeczą względną, zależy, co chcemy robić :)

Spotkałam ten kordonek już w jednej pasmanterii w Warszawie i w jednej w Wołominie, więc jest szansa, że w innych też się pojawi, miejmy nadzieję, że w dużym wyborze, bo nici są tego warte :) 

 

poniedziałek, 18 grudnia 2006

do poprzedniego postu, a właściwie uzupełnienie. Otóż informuję wszystkich zainteresowanych, że cud się stał i igła smyrneńska Clovera daje się w tym kraju kupić. Jednym słowem warto pytać w pasmanteriach, które sprzedają Clovera, bo a nuż sprowadzą ;) Cena nie jest niska, ale z drugiej strony i tak o wiele niższa niż w sklepach zachodnich. Warto szukać :)

Uciekam i biorę się do eksperymentów ;) 

niedziela, 03 grudnia 2006

Dziś notka z serii marzenia. Otóż zdarza się, że robótki zaczynają zajmować więcej niż jedno pudełko w szafie, a ilość rzeczy potrzebnych do uprawiania hobby staje się niebezpieczna dla otoczenia ;) Dla osób, którym się to przytrafiło, idealnym rozwiązaniem jest posiadanie własnej pracowni, albo choćby najmniejszej kanciapy, w której można to wszystko przechowywać bez ryzyka, że dzieci, koty i ciekawskie teściowe wywleką na światło dzienne nasze najukochańsze skarby i zrobią z nich niekoniecznie właściwy użytek. Oczywiście nie każdy ma tyle miejsca, żeby poświęcić oddzielne pomieszczenie wyłącznie na robótki, ale z pewnością warto się przyjrzeć, jak to robią inni, choćby po to, żeby zaplanować swoją przestrzeń w sposób możliwie najwygodniejszy.

Na pewno warto przeznaczyć na przechowywanie robótkowych akcesoriów jakieś konkretne miejsce (np. część szafy czy biblioteczki), zamiast upychać je gdzie popadnie i przeszukiwać potem wszystkie możliwe pawlacze. Dobra organizacja skraca czas poszukiwań, więc zamiast wrzucać wszystko do wielkiego pudła, zainwestuj w kilka minikomódek (np. z ikea) i dające się oznaczyć pudełka.

Do przechowywania tkanin bardzo dobrze nadają się pojemniki z przezroczystego plastiku, w których od razu widać zawartość. Jeśli tkaniny da się pogrupować wg. jakiegoś klucza (np. kolor), mogą też być ładne tekturowe pudełka, do których warto przyczepić próbkę tkaniny, żeby nie otwierać pięciu w poszukiwaniu tkaniny czerwonej. Z moich doświadczeń wynika, że do przechowywania rozmaitych drobiazgów niezłe są też płaskie puszki do herbaty (Lipton), a guziki najlepiej trzymać w zamykanym słoiku.

Mulinę dobrze mieć posortowaną i dobrze opisaną, są rozmaite gotowe systemy przechowywania, można skorzystać z któregoś, najmniej miejsca zajmują tekturki, na które nawija się nici.

Na włóczki najlepiej poświęcić spory plastikowy pojemnik, wktórym nie będą się kurzyły. Druty powinny być koniecznie przechowywane w kompletach (po 2 lub 5), można do tego celu uszyć specjalny sorter.

Maszyna do szycia zajmuje zwykle sporo miejsca, więc trzeba ocenić, jak często się jej używa. Jeśli raz na pół roku, to nie warto planować na nią miejsca w pokoju, lepiej trzymać ją gdzieś w szafie, gdzie nie ulegnie zniszczeniu i wyjmować w razie potrzeby. Jeśli używasz jej co najmniej kilka razy w miesiącu, warto pomyśleć o stoliku, w który będzie wbudowana. Dzięki temu zyskasz dużą powierzchnię szycia i nie trzeba będzie przeprowadzać ewakuacji gratów ze stołu z powodu przeszycia byle zasłonki.

Nie zapomnij też, że niektóre przedmioty mogą być niebezpieczne dla małych rączek, dlatego wszelkie nożyczki, igły, noże krążkowe i małe przedmioty najlepiej jest trzymać tam, gdzie nie dosięgnie dziecko, a przynajmniej w zamkniętych pojemnikach, a nie na wierzchu. Jeśli nie masz własnych dzieci, nie zapominaj, że twoi znajomi mogą je mieć. Ta zasada powinna dotyczyć wszystkich, szczególnie że nadzianie się na igłę nie jest przyjemne niezależnie od wieku.

Na koniec strona z robótkowymi pokojami do podglądania:

http://www.younge.com/sewing%20rooms.htm

 

wtorek, 07 listopada 2006

Drążąc jeszcze temat włóczkowych porządków znalazłam sympatyczny pomysł na przechowywanie:

http://alison.knitsmiths.us/001058.html

Oczywiście nie jest to rozwiązanie dla kogoś, kto ma trzy motki na krzyż, ale jeśli masz włóczki więcej niż kilogram bez planu szybkiego zużycia, to warto się zastanowić, w czym ją trzymać. Rozwiązanie typu szafka z przeszklonymi drzwiami jest dobre z kilku powodów:

  • nic się nie kurzy
  • włóczka nie wypada przy byle okazji
  • stosunkowo łatwo jest utrzymać porządek
  • widać, gdzie co jest

Szafka nie musi być dokładnie taka i wcale nie taka duża, to zależy od potrzeb.

Jeszcze kilka przydatnych pomysłów i czego robić nie należy:

  • w miarę możliwości posortuj włóczkę wg. wygodnego dla ciebie klucza (np. kolor, grubość, rodzaj przędzy).
  • przechowuj motki w pojemnikach zabezpieczonych przed kurzem.
  • przezroczyste pojemniki to zawsze dobre rozwiązanie, oszczędzają czas na poszukiwanie pudełka z właściwym kolorem.
  • jeśli chcesz przechowywać włóczkę w wiklinowych koszach (też dobre, bo przewiewne), warto się zastanowić nad umieszczeniem jej w płóciennym worku, to ograniczy dostęp kurzu. Na worku można umieścić jakąś "metkę" albo próbkę włóczki, żeby było widać, co jest w środku, a samą tkaninę dobrać tak, żeby pasowała do wnętrzna.
  • nie upychaj włóczki na siłę, jeśli w pojemniku nie mieści się więcej motków i trzeba je zgniatać, lepiej sprawić sobie drugi pojemnik.
  • jeśli masz oryginalne metki dołączane do włóczki (obecnie to najczęściej opaska na motku), przechowuj je razem z włóczką, jest na nich sporo przydatnych informacji, a w razie czego łatwiej dokupić potrzebny kolor.
  • nie trzymaj włóczki w tekturowych pudełkach, które nie mają wewnątrz śliskiej powierzchni (część pudełek ze sklepu nie ma- takich po rozmaitych towarach). Odpadające drobinki papieru zachowują się jak kurz i włóczka jest potem pełna papierowych kłaczków.
  • uważaj na nadmiar wilgoci i brak przewiewu. Włoczka nie powinna nasiąkać wilgocią, a jeśli już się tak zdarzy, trzeba ją dobrze wywietrzyć i wysuszyć. Nici z włókien naturalnych są narażone na zagnieżdżenie się w nich rozmaitych grzybków, lepiej im tego nie ułatwiać ;)
  • i oczywiście na sam koniec: uwaga na mole (saszetka z lawendą rozwiąże problem) i chomiki tudzież inne gryzonie (bo dziecko myślało, że tam chomiczkowi będzie tak wygodnie) ;)

Udanych porządków :)

poniedziałek, 06 listopada 2006

Pierwsza partia włóczek już wysuszona i nawinięta na kłębki. Muszę powiedzieć, że rezultat jest naprawdę dobry, włóczki stały się sprężyste i przede wszystkim nie czuć ich kurzem. Na dodatek kolory są jakby żywsze, a biała stała się biała, a nie łaciata. Jednym słowem warto włożyć trochę pracy w porządki ;)

Z drobnych uwag co do końcowego etapu porządków:

  • postaraj się jakoś opanować pasmo. Najlepiej jest nałożyć je na rulon z papieru (Wyborcza jest ok ;) ), albo użyć silnych męskich rąk ;) Jesli pasma były baaardzo duże, można je nałożyć na oparcie krzesła. Nawijanie nici z pasma "luzem" lubi kończyć się węzłem gordyjskim.
  • nie nawijaj włóczki bardzo ciasno, w takim przypadku cała praca nie ma sensu. Dobrą zasadą jest nawijanie nici na palce, tzn. trzymasz kłębek całą dłonią, a nową warstwę włóczki nawijasz na kłębek i palce. Potem wysuwasz palce i gotowe. Dzięki temu włóczka nie będzie zbyt mocno naprężona. Pożądany efekt końcowy to mięciutki motek, a nie kamień.
  • gotowe motki przechowuj w pojemniku, gdzie się nie zakurzą. UWAGA: nie wrzucaj dopiero co upranej włóczki do pojemnika z kolekcją zakurzonych resztek. Szkoda pracy :)
poniedziałek, 30 października 2006

Heh, nadszedł czas największego robótkowego koszmaru, czyli robienia porządków w nitkach. Tak się składa, że jestem szczęśliwą właścicielką dwóch koszy z rozmaitymi włóczkami (do prania) i jeszcze wielkiego pudła pełnego owczej wełny (chyba trzeba będzie ufarbować). Włóczki w sporej części pochodzą ze starych dobrych czasów, kiedy kupienie czegokolwiek graniczyło z cudem, więc jak już się pojawiło, należało kupić dużo. Trzymam je po części z powodów sentymentalnych, ale też dlatego, że to wciąż dobre, solidne nici i na dodatek w sporej ilości. Chcę je kiedyś wykorzystać, ale żeby to zrobić, najpierw trzeba pozbyć się trzydziestoletniego kurzu zalegającego w motkach.

Jak się do tego zabrać:

  • przewiń motki w pasma. Mniejsze zwijałam na przedramieniu zahaczając nić z jednej strony o łokieć, z drugiej o kciuk, ale to metoda dobra, kiedy nici nie jest zbyt dużo. Duże kłębki lepiej przewinąć na coś, np. na oparcie krzesła, z którego można zsunąć pasmo.
  • pasma trzeba dokładnie związać- w 3-4 miejscach, żeby nić nie poplątała się w czasie prania.
  • pranie: oczywiście ręczne, w niezbyt gorącej wodzie, ja namaczam w Perle i co pewien czas trochę wyciskam. Lepiej dłużej namaczać, niż za dużo wyciskać- nici mniej się plączą. Namaczam dwa razy, po kilka godzin, potem płuczę i suszę w pasmach.
  • uwaga: włóczki lubią farbować, nawet te całkiem nowe, dlatego lepiej być ostrożnym i nie namaczać jasnych i ciemnych razem. Przyjęłam zasadę, że piorę razem tylko nitki w zbliżonych kolorach.
  • uprane pasma wyciskam na tyle, żeby nie kapało (albo kapało troszkę) i suszę rozłożone na suszarce. Nie wieszam, żeby nici się nie wyciągnęły i nie straciły sprężystości.
  • Pranie przynajmniej częściowo przywraca sprężystość włóczce, która była nawinięta na zbyt ciasne kłębki, i oczywiście rozwiązuje problem nici brudzących i "pachnących" kurzem. Jaki będzie dokładnie efekt- nie wiem jeszcze- suszą się ;)
piątek, 20 października 2006

Dziś chcę wygłosić pochwałę znajomości internetowych :)

Tak się składa, że nie wszystko i nie zawsze jest zdobywalne w naszym pięknym kraju, a sprowadzanie zza wielkiej wody też nie zawsze jest możliwe. W takich przypadkach całkiem niezłym rozwiązaniem jest uruchomienie swoich robótkowo-internetowych przyjaźni, albo zawiązanie całkiem nowych :) Dzięki temu ostatnio przyszła do mnie "malutka" paczuszka pełna cieniutkiej i pięknej wełny do haftu, za to w drugą stronę powędrowały czasopisma i nici do frywolitek.

Oczywiście jeśli decydujemy się na taką wymianę, trzeba pamiętać o tym, żeby wywiązać się z obietnic, i przede wszystkim nie czekać z wysyłką w nieskończoność. Miłą rzeczą jest wysłanie jakiejś drobnej niespodzianki albo choćby pocztówki ze swojego miasta.  Nie jest to też przyjemność bardzo tania, wypada wysłać coś o porównywalnej wartości, ale to już zależy od ustaleń. 

Niezależnie od wszystkiego warto spróbować. Czasem jest to jedyny sposób na zdobycie wymarzonych nici czy akcesoriów, a przy okazji sprawiamy radość drugiej osobie :)

niedziela, 18 czerwca 2006
Od pewnego czasu zastanawiam się nad wymianą stołu- ten, który mam, jest za duży na co dzień, ale czasem potrzebuję miejsca do rozłożenia np. maty do cięcia tkanin albo przeszycia czegoś na szybko. Jednocześnie marzyła mi się solidna rama do naciągnięcia haftu albo kołderki (pikowanie!), tyle że w mieszkaniu, gdzie największe rozmiary są do góry, trzymanie dodatkowego mebla jest raczej kłopotliwe. Sytuacja nie do rozwiązania.

Tymczasem okazuje się, że można mieć wash and go i na dodatek oszczędzić na kosztach ramy, a przy odrobinie kombinatorstwa uzyskać stół niewielki i dający zamienić się jeszcze na stół kreślarski, jeśli ktoś się uprze ;) Pomysł wygląda tak, jest genialny w swojej prostocie, i, co najważniejsze, osiągalny. Idę kombinować ;)


poniedziałek, 17 kwietnia 2006
Wiecie, że naparstki bywają prawdziwymi dziełami sztuki?
Ja się o tym dowiedziałam we Francji, gdzie właścicielka sklepu miała całą kolekcję porcelanowych cudeniek. Właśnie przypadkiem znalazłam stronę poświęconą naparstkom :)

http://strony.aster.pl/naparstek/pol/indexp.htm

I pomyśleć, ile można zmieścić na takim maleństwie ;)
wtorek, 10 stycznia 2006

Coraz bardziej cierpię na problem ginących szydełek. Nie jest w końcu zabawne poszukiwnie tego właściwego rozmiaru, szczególnie, kiedy wiesz, że jeszcze niedawno leżał sobie tam gdzie zwykle. W drodze używam małego pudełeczka z magnesem, które było kiedyś dodane do pisma Cross Stitcher, ale co innego trzy szydełka w trakcie jazdy do pracy, a co innego piętnaście w domu.

Problem oczywiście rozrasta się na druty, igły, czółenka i inny robótkowy drobiazg, bez którego żyć się przecież nie da ;) Dorastam powoli do zrobienia/ kupienia rozmaitych organizerów, dzięki którym, mam nadzieję, da się opanować potwora zjadającego robótkowe przyrządy. Efekty poszukiwań  znajdziecie poniżej. Dziś lekarstwo na ginące szydełka.

http://www.organizedknitter.com/cases/crochet.html

http://members.aol.com/lffunt/alhookcase.htm

http://www.7beads.com/Merchant2/merchant.mvc?Screen=CTGY&Category_Code=S1

http://pinkurocks.typepad.com/pinku/images/crochetkit.jpg

http://www.yarnatwebsters.com/crtools-sets.html

http://www.craftdesigns4you.com/crochethook/images/modelcase.jpg

http://www.rexie.com/rexie/crochet/TissueBox.jpg

Co ciekawe, ikeowska komódka, która wydawała się całkiem rozsądnym rozwiązaniem, niestety działa nie do końca, jak powinna. Została opanowana przez klocki do koronek, a trzymanie igieł i szydełek w jednej przegródce nie zdaje egzaminu ;)

W każdym razie pojemniki na robótkowe akcesoria można wykorzystać jako trening rzadkich technik, co zamierzam zrobić ;)

piątek, 21 października 2005

Widziałam wczoraj na zdjęciach ze spotkania w Gdyni. Pojawiły się błyszczące i metalizowane i fluorescencyjne muliny DMC. Zobaczcie:

cz.1

cz.2

Mnie się podobają :), na dodatek dają spore możliwości i to nie tylko w hafcie krzyżykowym. Wyobraźcie sobie serwetę, która świeci w ciemności ;)

Pojawił się też zupełnie nowy piękny kuferek na robótki i nitki i całą resztę koniecznie-potrzebnych-akcesoriów. Tez można go zobaczyć u dziewczyn z Gdyni.  Jak dla mnie- rewelacja :)

Szkoda tylko, że na razie nie widziałam w żadnym sklepie tych atrakcji, ale co się  odwlecze... ;)

wtorek, 05 lipca 2005

Szperałam z własnej potrzeby, a wyskoczyło całkiem ciekawe rozwiązanie pewnie nie tylko dla mnie ;)

Na początek bardzo zacna komódka na mulinę.

Zrobić ją chyba nie jest trudno, a efekt bardzo ciekawy :) Oczywiście zamiast komódki można mieć pudełko, wszystko zależy od potrzeb. Dla leniwych: szpuleczki można czasem kupić, są tekturowe i plastikowe, więc nawet wycinać nie trzeba ;)
Kto ma więcej pieniędzy i chce je wydać- może kupić oprócz szpuleczek specjalne pudełka z nawijarką albo nawet specjalną drewnianą komódkę. Kto bardziej ceni rękodzieło- może sam wydecoupage'ować własne dzieło :)

Druga ciekawa rzecz to makro do ewidencji muliny- można je pobrać ze strony Carmen . Programik jest w języku polskim :)

czwartek, 30 grudnia 2004

Zaczynam serię notek o nitkach jako takich. Na początek najbardziej popularna nić do haftu- mulina.

 

Mulina składa się z sześciu nieskręconych ze sobą nitek, które łatwo można rozdzielić, jeśli jest to potrzebne. Można nią wykonywać najprzeróżniejsze hafty, a do haftu krzyżykowego jest wprost niezbędna. Jest to nić dostępna w największej gamie kolorów, niektóre firmy oferują ich prawie 500!  

Najczęściej jest produkowana z merceryzowanej bawełny, ale czasem można też spotkać mulinę jedwabną lub wiskozową. Wiskoza udaje jedwab, daje efektowny połysk, a jedwabna jest delikatna, błyszcząca i wprost idealna do haftów w stylu chińskim.


Co znajdziecie w sklepach:

- zwykła mulina: DMC, Anchor, Ariadna, czasem mulina chińska lub czeska, ale dość rzadko

- mulina jedwabna- Madeira

- mulina wiskozowa: Anchor Marlitt, DMC Rayon

Większość firm (a w każdym razie liczące się na rynku) numeruje kolory, przy czym dany numer oznacza dokładnie ten sam kolor (a przynajmniej powinien ;) ), więc jeśli zabraknie nici, wystarczy zerknąć na opaskę i już wiemy, czego szukać w sklepie :)

Mulina najczęściej jest dostępna w pasemkach spiętych dwoma papierowymi opaskami, ale zdarza się także w motkach. Madeira sprzedaje swoją mulinę opakowaną w foliowe torebeczki z "okienkiem", z których wyciąga się po kawałku nici- to bardzo wygodne rozwiązanie, bo nic się nie plącze :)

poniedziałek, 27 grudnia 2004

Plątanie nitek sprawia przyjemność, ale nici zbyt mocno zaplątane, na dodatek zbyt wiele na raz i w miejscu najmniej do tego odpowiednim to niemal tragedia.

Mądrzy ludzie wpadli na szczęście na kilka odpowiednich pomysłów, dzięki którym można sobie poradzić ze stosami motków, kłębków, pasemek i całkiem krótkich kawałków, które też się przecież na coś przydadzą ;). Przy okazji znajdzie się miejsce na kilka przydatnych drobiazgów ;)

Pomysły na dziś:

Jak zrobić całkiem interesujący mebel na nici z ikeowskich komódek:

http://chrisrj.co.uk/craftcorner/nest_01.htm

Jak uporządkować kordonki za pomocą pojemnika zabranego mężowi z garażu:

http://www.geocities.com/Heartland/Estates/3634/storage.html

Jak uniknąć bałaganu jeśli posiada się 200 pasemek muliny:

http://inkubusnet.internetdsl.pl/robotki/przechowywanie_fotki/przechowywanie.html

Do czego przydają się resztki nici:

http://chrisrj.co.uk/craftcorner/nest_05.htm

Co zrobić, kiedy ma się za dużo pieniędzy:

http://www.7ya.ru/photos/private-showphoto.aspx?RubrID=30575&PhotoID=217373

środa, 22 grudnia 2004

Jak by nie patrzeć, ci, którzy potrafią wyczarować z nici różne cuda, lubią dawać prezenty, ale czasem chcieliby również coś dostać. Jeśli więc w Twojej okolicy jest taka osoba, a Ty bardzo chcesz jej sprawić przyjemność, pomyśl o tym, czego ta osoba pragnie najbardziej ;)

Jedną z rzeczy, które tygrysy kochają najbardziej, jest kolejne piękne pudełko lub skrzynka na nici i rozmaite drobiazgi:

Szczęśliwi ci, którzy potrafią sami zrobić takie cudeńka- zakup niestety do tanich nie należy ;)