Sztuka plątania nitek
***

szycie

piątek, 26 lipca 2013

Blady róż to nie jest kolor z kategorii "bezpiecznych" w moim przypadku, ale uzbierało mi się trochę szmatek z tej kategorii, głównie z racji ciekawych motywów. Do tego w szafie pokutował wciąż różowy minky kupiony razem z niebieskim, więc należało się wreszcie towarzystwa pozbyć.

Wyszedł kocyk bardzo różowy, całe szczęście miałam też brązowe szmatki:

patchworkowy różowy kocyk z polarem minky

patchworkowy różowy kocyk z polarem minky

 

Tkaniny mają fantastyczne motywy, w sam raz do opowiadania :)

patchworkowy różowy kocyk z polarem minky

 

W środek wrzuciłam bawełnianą ocieplinę, więc kocyk grzeje, jest mięciutki, no i odróżnia się od niebieskiego ;) Jak na taaaką wielką różowiznę- chyba nieźle ;)

update: zapomniałam napisać, że zgłaszam różowiznę do akcji uwolnij tkaniny :) Moje naczekały się wystarczająco długo ;)

 

poniedziałek, 15 lipca 2013

No właśnie. Posiadanie dzieci skłania do poszukiwania rozwiązań pozwalających zrobić różne rzeczy w czasie dziesięć razy krótszym niż normalnie. A kiedy się chce patchwork z upierdliwych do cięcia elementów, czasu ma się mało, noża zostawić na wierzchu nie można, i na dodatek nie wiadomo, kiedy znów się trafi wolne pół godziny, zaczyna się szukać rozwiązań alternatywnych. Dziś udało mi się dziś zrobić zdjęcia, więc będzie szybki kurs cięcia sześciokątów :)

Osoby, które bawią się scrapbookingiem, mają ułatwione zadanie :)

Potrzebny zestaw wygląda tak:

zestaw do cięcia sześciokątów

Co jest na obrazku:

  • maszynka do wycinania (w moim przypadku Big Shot, ale nada się pewnie każda zjadająca grube wykrojniki)- ze sklepu scrapbookingowego
  • dwa wykrojniki do sześciokątów o różnych rozmiarach- j.w.
  • dziurkacz szczypcowy robiący zwykłą okrągłą dziurkę (8,90zł w papierniczym)
  • papier na szablony i tkanina

 

Parę słów o wykrojnikach:

Do cięcia tkanin potrzebne będą grube wykrojniki, takie jak na zdjęciu (moje są z serii Sizzix Bigz). Cienkie "blaszki" raczej sobie nie poradzą. Wybierając wykrojnik sprawdźcie, czy w opisie ma cięcie tkanin. Cena takiej zabawki nie jest niska, ale z drugiej strony, kiedy się przeliczy czas potrzebny do wycięcia tysiąca sześciokątów z papieru i drugiego tysiąca z tkaniny, okaże się, że warto było zainwestować ;)

Istnieją też maszynki i wykrojniki innych firm dedykowane do tkanin, ale w polskich sklepach niestety ich nie spotkałam. Zdecydowałam się na Sizzix-a, kiedy... zaczął robić wykrojniki do patchworku :D

Wykrojniki mają z boku opis, co ułatwia poszukiwania w pudle ;)

wykrojniki do patchworku

Część tnąca jest pokryta gąbką- trzeba się mocno starać, żeby się pociąć:

wykrojniki do sześciokątów

Wg. producenta potrafią sobie poradzić z kilkoma warstwami papieru czy tkaniny, więc na raz można wyciąć całkiem sporo hexagonów :)

Potrzebować będziemy tylko standardowych płytek do cięcia dodawanych do maszynki, żadnych dodatkowych kosmicznych gadżetów :)

Tniemy:

za pomocą mniejszego wykrojnika wycięłam sześciokąty z papieru z bloku technicznego zabranego dziecku...

wycinanie za pomocą big shota

sześciokąty wycięte z papieru

... i zrobiłam w nich dziurki dziurkaczem szczypcowym:

dziurka zrobiona dziiurkaczem szczypcowym

Dziurki są częścią sprytnego planu oszczędności czasu ;) Pomyślcie o wyciąganiu szablonów z gotowej pracy- przez dziurkę można przełożyć np. grubsze szydełko i łatwo wyciągnąć kartonik.

Zabieramy się za tkaninę: użyłam wykrojnika z motywem o większym boku:

cięcie tkaniny za pomocą big shota

Zdarzają się pojedyncze nierozcięte nitki, ale efekt jest całkiem zadowalający:

hexagony z tkaniny

A tak wyglądają elementy gotowe do zszycia:

sześciokąty do patchworku

 Żeby Was jeszcze pozłościć ;) powiem, że istnieją też wykrojniki do wycinania innych kłopotliwych kształtów, np. kół czy apple core. Ja moje wykrojniki kupowałam w Świecie Pasji i w sklepie Na Strychu i mam cichą nadzieję, że będzie takich zabawek więcej ;)

poniedziałek, 06 maja 2013

No właśnie: bierzecie śniadanie do pracy? Ja w zasadzie nie muszę, bo mamy przyzwoitą stołówkę (niektórzy wiedzą ;) ), ale czasem zabieram jogurt, a jogurty, jak wiadomo, lubią zamieniać zawartość torby w coś niekoniecznie zdrowego ;)

Ostatnio nadarzyła się okazja zamienić foliówkę- jogurtówkę w coś bardziej przyzwoitego, efekt wygląda tak:

torebka śniadaniowa

Uszyłam od razu dwie, na tyle starczyło mi materiału. Nie jestem pewna, czy Starszy Inżynier zaakceptuje torebkę w różyczki, ale raz się żyje ;)

Śniadaniówki powstały z tkaniny laminowanej (po ludzku mówiąc- cerata, ale nie taka sztywna i rwąca jak z GS-u) : jest to tkanina o splocie płóciennym pokryta nieprzemakalnym filmem, w dotyku miękka, śliska, nie sprawia wrażenia tłustej. Po stronie z laminatem jest błyszcząca, od spodu taka jak zwykła tkanina.

Jeśli chodzi o wady, to cena jest chyba największą. Niestety jest sporo droższa od bawełny na patchworki, więc trzeba rozsądnie planować zakupy i polować na promocje ;).

Jak się coś takiego szyje?

Szyłam zwykłą igłą, po lewej stronie używałam standardowej stopki uniwersalnej, po prawej stopki z rolkami:

stopka z rolkami do szycia laminatów i skór

Stopka z rolkami widziana od góry

stopka z rolkami do szycia laminatów i skór

Stopka od spodu

Stopka poradziła sobie świetnie, z czystym sumieniem mogę polecić :) Moja to jakiś najtańszy model z allegro, kupiłam kiedyś w przypływie szału stopkowego ;).

Co do samego szycia- trzeba pamiętać o paru zasadach:

  • na lewej stronie można kredką krawiecką odrysować wykrój
  • nie używamy szpilek, zamiast tego przydadzą się klamerki do papieru, spinacze do bielizny itp. wynalazki- byle bez ząbków
  • szyje się tylko raz, bo zostają dziurki, więc trzeba być pewnym tego, co się robi, albo pogodzić się z niedoskonałościami :)
  • szycie po stronie z laminatem wymaga użycia odpowiedniej stopki (z rolkami, teflonowej)

No i jeszcze odpowiedź na pytanie, skąd się takie coś bierze: ja kupiłam w Ładnych Tkaninach, widziałam też takie tkaniny na allegro.

niedziela, 07 października 2012

Pamiętacie różowomisia? Futra zostało jeszcze trochę. No może trochę więcej...

Kawałek przerobiłam na futrzaki- przytulaki, sztuk dwie. Przy okazji zużyłam pałętające się resztki tasiemek i trochę ovaty, z którą mam ten sam problem, co z futrem ;) Podobno takie rzeczy robi się dla niemowląt. Starsze dziecko przejęło oba i chce więcej ;)

futrzaki przytulaki

A żeby nie było, że się lenię, to uszyłam jeszcze kocyk w tempie ekspresowym, bo starsze dziecko znalazło minky niedługo po dostarczeniu przesyłki i nie chciało oddać ;) Trochę straszno było zostawić drogą materię w stanie niewykończonym, więc czym prędzej się wzięłam za robotę i po tygodniu prac nocnych uzyskałam to:

patchworkowy kocyk z minky

Jak widać, na wierzchu jest patchwork z tego, co znalazłam w szafie (niektórzy pewnie znajdą tam tkaniny z nieistniejących już sklepów), a pod spodem minky:

patchworkowy kocyk z minky od spodu

W środku jest cienka ocieplina z szafy (Yenulko, zużyłam, zużyłam! ;) ). Całość spora, ok. 140x 97cm. Wierzch robiony metodą random ;), tzn. długości poszczególnych elementów są dość losowe i wynikały z wielkości poszczególnych szmat. Przepikowałam to towarzystwo z ociepliną po szwach (stopce chyba należy się osobna notka), przyszyłam spód i gotowe.

Kocyk jest milutki od spodu, obrazki na wierzchu zachęcają do wieczornych opowieści. Od razu stał się ulubionym gadżetem i chyba będę musiała zainwestować w więcej minky ;)

Obie prace zgłaszam do akcji Uwolnij tkaniny, w sporej części są wykonane z tkanin, które spędziły w mojej szafie zbyt dużo czasu ;)

sobota, 15 września 2012

Obawiam się, że powiększanie zapasów chwilowo idzie mi lepiej, niż uwalnianie, ale się staram ;)

Ostatnio na okrągło:

kosmetyczka wg. przepisu Tone Finnanger

kosmetyczka w kropeczki

firanka z tkaniny od babci, obszyta bąbelkami

Pierwsze dwa zdjęcia to kosmetyczka w groszki uszyta na podstawie wykroju z książki Sew Pretty Homestyle Tone Finnanger. Wykończenie suwaka sponsoruje Anne-Pia Godske Rasmussen i kolega Fryderyk, który mi jej książkę zakupił i przywiózł z ojczyzny ;). Jak widać kropeczki i różowizna w tym sezonie bardzo są popularne ;)

Na trzecim zdjęciu kierowca czerwonego autka postanowił sprawdzić, co to takie dziwne się w domu pojawiło. Tu się należy odrobina wyjaśnienia- bo w zasadzie nie używa(ła)m firanek (aż do teraz)- widoki za oknem mam lepsze niż firanki. Ale robale wpadające wieczorem przez otwarte okno balkonowe dawały się na tyle we znaki, że trzeba było czymś się trochę osłonić. A w szafie czekał w-sam-raz kawałek firankowej koronki, który sprezentowała mi kiedyś babcia. Za mały na cały pokój, ale na drzwi balkonowe wystarczył. Szanowny Małżonek zażyczył sobie obciążenia firanki, więc na dole pojawiły się bąbelki, które przy okazji maskują podłożenie (nie chciałam wszywać taśmy z ołowiem- to już by była przesada). Żadne to cudo, ale spełnia swoje zadanie, a przy okazji szmata ujrzała światło dzienne, a o to przecież chodzi ;)

niedziela, 19 sierpnia 2012

Nadal się zmagam z przerobieniem zasobów szmacianych, coraz lepiej mi idzie ;)

Ostatnio na tapecie znów były rzeczy proste, na skomplikowane nie mam chwilowo inwencji. A woreczków na bieliznę potrzebowałam bardzo (w zasadzie to potrzebowałam głównie do dziecięcej szafy ;) ). Po wszystkim okazało się, że są przymałe (mam własne w tym samym rozmiarze). Moje dzieci mają więcej skarpetek niż ja...

woreczki na bieliznę

Woreczki mają w środku satynowe podszewki, żeby było łatwo wyciągać zawartość. Są genialnym rozwiązaniem, kiedy nie chce się mieć wiecznego misz-maszu w szufladzie z bielizną.

I jeszcze pozbyłam się sporego zapasu szmaty z Dekorii. I to pozbyłam się ostatecznie, bo zrobiłam obrus i oddałam go mamie (uff).

obrus w kury

Zwykłe obrusy są mało ciekawe do fotografowania, więc tylko kawałek...

Oddałam, bo tymczasem zmieniła mi się nieco wizja ;). Zostało tej szmaty jeszcze trochę, pójdzie pewnie na torby.

Ciąg dalszy nastąpi ;)

wtorek, 24 lipca 2012

Lato. Sezon na lawendę. I mole. Po ataku paskud (owocowa herbatka teściowej, grrr) uznałam, że dłużej już czekać nie będę i przetworzyłam fioletowe szmatki. Nie będą się już męczyć w plastikowym pudle.
A żeby oszczędzić czas (i tkaniny trochę też), wykorzystałam kilka patchworkowych trików i zrobiłam woreczki w ilości hurtowej:

patchworkowe woreczki na lawendę do szafy

Przy okazji pozbyłam się zalegających w pudle koronek i tasiemek.
Woreczki już są na swoich miejscach, mole mogą się bać ;)

ps. Suszoną lawendę kupicie w sklepach zielarskich. Kiedyś bywała też w aptekach, ale ostatnio spotkałam się ze stwierdzeniem, że "zajmuje za dużo miejsca" i u mnie w okolicy apteki już takich ziół nie miewają. 

niedziela, 14 sierpnia 2011

Jak zwykle szybciej robię różne rzeczy niż o nich piszę...

Tak więc w zeszłym tygodniu popełniłam taki oto mini obrus w celu udoskonalenia balkonowych okoliczności przyrody.

obrus z falbanką- romantyczność balkonowa i krata shabby chic ;)

 

Oczywiście balkon sam w sobie nie przestał być z tego powodu obdrapany, ale możemy się umówić, że jest shabby chic ;) Zielonego na zdjęciu nie widać, ale tam jest ;)

Ponieważ jak widać nie mam specjalnych umiejętności stylizowania wnętrz w celach fotograficznych, zamiast wyrafinowanymi ujęciami podzielę się zbliżeniem falbanki:

falbanka obrusa na balkon

 

Do zrobienia falbanki wykorzystałam stopkę do marszczenia- całkiem praktyczna rzecz. Marszczenia są od razu unieruchomione, nic się nie przesuwa w odróżnieniu od takich robionych na maksymalnie poluzowanej nici- przy długiej falbance to spory plus. Jedyna wada to taka, że standardowa stopka Janome marszczy stosunkowo niewiele (zużyłam 1,5 długości tkaniny) i na potrzeby ułożenia większych zakładek rozważam dokupienie specjalistycznej stopki. Mam też wrażenie, że stopka łucznikowa marszczyła bardziej- muszę spróbować, ale chwilowo mam tylko taką z wysokim uchwytem. W każdym razie jeśli ją gdzieś macie w swoich zbiorach, być może warto ją odkurzyć ;)

W tym przypadku marszczenie akurat pasowało, więc nie narzekam :)

Odważyłam się też użyć stopki do podwijania- tej, która budzi u wielu osób duże emocje, bo faktycznie nie jest na początku łatwa w użyciu. Popróbowałam, poćwiczyłam i okazało się, że się da :) I efekt jest fajny, bo obręb jest wąski, dużo węższy niż założony ręcznie.

Tak więc mam romantycznie, zielono i nawet lampkę romantyczną mam i latarenkę niczym ze starego słupa, jeszcze gdyby ktoś znalazł pomysł na przeklęte komary, byłoby rewelacyjnie ;)

A tymczasem zamiast przesiadywać przy stoliczku zajmuję się zmianą koloru płytek w łazience, jestem cała utytłana w farbie i zaliczyłam bliskie spotkanie z resztką sylikonu, więc chwilowo z romantycznego popołudnia przy herbatce nici, a sprawozdanie z tego, co zrobiłam w tym tygodniu, tradycyjnie za jakiś czas ;)

czwartek, 04 sierpnia 2011

Skończyłam w ostatnim tygodniu dzieciową kołderkę, ostatecznie wygląda tak:

The final version of my sons' quilt:

patchworkowa kołderka Edwarda

 

patchworkowa kołderka Edwarda

Zdaję sobie sprawę, że kolory są, hmmm, alternatywne i niekoniecznie do zaakceptowania w eleganckich wnętrzach, ale właściciel kołderki jest raczej młodym kawalerem, a zamierzenie było takie, żeby było to coś do opowiadania- każdy blok może być pretekstem do jakiejś historii albo służyć do zabawy w znajdowanie szczegółów.

 Parę szczegółów technicznych, o ile kogoś interesują:

Tkaniny są z różnych źródeł- z 2 polskich sklepów internetowych, od Krysi T., z Ikei (to i owo było prześcieradłem) i nawet są jakieś kawałki, które kiedyś były koszulami ze szmateksu, jednym słowem wszystko się nada ;)

Duże motywy to ręcznie przyszyte aplikacje z ciętym brzegiem, uprzednio zamocowane za pomocą dwustronnej flizeliny. Jak na razie nie zauważyłam, żeby się coś złego z nimi działo.

W środku siedzi bawełniana ocieplina, świetna w pikowaniu, polecam z czystym sumieniem :) Pikowanie zrobiłam na maszynie gł. lotem trzmiela, chociaż zdarzają się wyjątki ;)

Lamówkę zrobiłam techniką double fold binding- też polecam, robi się szybko, zużywa stosunkowo mało tkaniny, w zasadzie nie ma prawa nie wyjść. Do spodu oczywiście przyszyłam lamówkę ręcznie (chociaż niektórzy robią to maszynowo)- przydaje się naparstek ;)

Całość ma 95x95cm.

 

My son is rather small so I used bright, children's colors and tried to make it a pretext to tell stories or play finding things. I used fabrics from many sources, even some Ikea and second-hand cloths. There's cotton batting inside, the binding is double fold binding- I really enjoyed this- it's easy and fast to make.

The whole quilt is 95x95cm (a little over 1x1 yard).

wtorek, 14 czerwca 2011

... które obchodzę... w pracy, tradycyjnie ;) Nie ma to jak być adminem :)

Ale jako że nic się nie dzieje, poświęciłam trochę czasu na pikowanie zaległej kołderki i muszę powiedzieć, że ostatnie (tzn. z ostatniego roku, nie żebym co chwila coś kupowała) zakupy maszynowo- ocieplinowe naprawdę czynią różnicę :)

A zatem:

  • krocząca stopka ze sprężynką to zupełnie co innego niż stopka z "wichajstrem", którą miałam do starej maszyny. Pracuje o wiele ciszej i wydaje mi się, że płynniej.
  • nie ma to jak opuszczane ząbki w maszynie. W moim pierwszym Łuczniku (z wczesnych lat 80) miałam opuszczane ząbki, a w drugim uszczęśliwiono mnie na siłę płytką zasłaniającą transporter. To, co myslę o takim rozwiązaniu, nie nadaje się do zacytowania. Janomka ząbki opuszczane ma i wreszcie nie muszę się z tym wynalazkiem użerać.
  • uwielbiam, po prostu uwielbiam dodatkowy stolik do maszyny. W dawnych czasach, gdy wszystko trzeba było jakoś obchodzić, dziewczyny radziły obkładać maszynę dookoła grubymi książkami, żeby powiększyć pole pracy. Przy pikowaniu większych rzeczy faktycznie ciężko się pracuje, kiedy nie ma dodatkowego podparcia dla kołderki. Wyciągnęłam zatem stolik, przyczepiłam mu wreszcie nóżki, ustawiłam całość w poziomie- i okazało się, że nagle mogę normalnie pracować. Chwała temu, kto wymyślił stoliki :)
  • no i wreszcie bawełniana ocieplina. Pisałam już, że ułatwia kanapkowanie (bo "przykleja się" do tkaniny). A teraz mogę z czystym sumieniem napisać, że dużo łatwiej jest pikować kołderkę z taką ociepliną, bo nie jest nazbyt puchata i bez problemu mieści się w maszynie. Nawet jest jeszcze dużo miejsca dookoła, co daje nadzieję na bezproblemowe przepikowanie dużo większej twórczości ;) Oczywiście jeśli ktoś potrzebuje wyglądu kołdry, to w żaden sposób go nie uzyska, ale jeśli chce się mieć kołderkę raczej w typie narzuty, to bawełniana ocieplina jest dobrym tropem.

A ciekawi, co dostałam, muszą poczekać, bo najważniejsza część programu dopiero sobie do mnie jedzie :)

... które obchodzę... w pracy, tradycyjnie ;) Nie ma to jak być adminem :)

Ale jako że nic się nie dzieje, poświęciłam trochę czasu na pikowanie zaległej kołderki i muszę powiedzieć, że ostatnie (tzn. z ostatniego roku, nie żebym co chwila coś kupowała) zakupy maszynowo- ocieplinowe naprawdę czynią różnicę :)

A zatem:

  • krocząca stopka ze sprężynką to zupełnie co innego niż stopka z "wichajstrem", którą miałam do starej maszyny. Pracuje o wiele ciszej i wydaje mi się, że płynniej.
  • nie ma to jak opuszczane ząbki w maszynie. W moim pierwszym Łuczniku (z wczesnych lat 80) miałam opuszczane ząbki, a w drugim uszczęśliwiono mnie na siłę płytką zasłaniającą transporter. To, co myslę o takim rozwiązaniu, nie nadaje się do zacytowania. Janomka ząbki opuszczane ma i wreszcie nie muszę się z tym wynalazkiem użerać.
  • uwielbiam, po prostu uwielbiam dodatkowy stolik do maszyny. W dawnych czasach, gdy wszystko trzeba było jakoś obchodzić, dziewczyny radziły obkładać maszynę dookoła grubymi książkami, żeby powiększyć pole pracy. Przy pikowaniu większych rzeczy faktycznie ciężko się pracuje, kiedy nie ma dodatkowego podparcia dla kołderki. Wyciągnęłam zatem stolik, przyczepiłam mu wreszcie nóżki, ustawiłam całość w poziomie- i okazało się, że nagle mogę normalnie pracować. Chwała temu, kto wymyślił stoliki :)
  • no i wreszcie bawełniana ocieplina. Pisałam już, że ułatwia kanapkowanie (bo "przykleja się" do tkaniny). A teraz mogę z czystym sumieniem napisać, że dużo łatwiej jest pikować kołderkę z taką ociepliną, bo nie jest nazbyt puchata i bez problemu mieści się w maszynie. Nawet jest jeszcze dużo miejsca dookoła, co daje nadzieję na bezproblemowe przepikowanie dużo większej twórczości ;) Oczywiście jeśli ktoś potrzebuje wyglądu kołdry, to w żaden sposób go nie uzyska, ale jeśli chce się mieć kołderkę raczej w typie narzuty, to bawełniana ocieplina jest dobrym tropem.

A ciekawi, co dostałam, muszą poczekać, bo najważniejsza część programu dopiero sobie do mnie jedzie :)

środa, 25 maja 2011

Robię się nudna, wiem ;) Tak naprawdę mam jeszcze nieobfotografowany jeden krzyżykowy drobiazg i jeszcze jeden kończę, ale dziś ciąg dalszy szycia.

Tym zajmowałam się w piątek:

kołderka dla Edka

Tzn. złożyłam kanapkę i sfastrygowałam całość, czas na pikowanie. Oczywiście wierzchem zajmowałam się przez ostatnie miesiące, nie żebym była taka szybka ;)

Pierwszy raz robiłam to w cywilizowany sposób na podłodze, wcześniej nie dysponowałam podłogą bez wykładziny. Bardzo mi się taka metoda podoba.

Muszę pochwalić niedawny zakup, tzn. bawełnianą ocieplinę od Robina: nic się nie ślizga, nie przesuwa, po złożeniu całości tkaniny trzymają się tej ociepliny i wcale nie mają ochoty się przemieszczać, po prostu rewelacja :)

Odpowiedź na pytanie Yenulki: przyklejenie spodu do podłogi nie przeszkadza, bez problemu mogłam podnieść kanapkę na tyle, żeby przesunąć pod nią igłę. Myślę, że ocieplina też tutaj swoje robi, spód od niej nie odpada.

Więcej o kołderce napiszę, jak już będzie w całości.

 

This is what I made on Friday. I assembled the quilt sandwich, it's now ready to quilt. It was the first time when I could do this normally on the floor, I didn't have floor without carpetting before. I must say I really like the method.

It was also the first time I used cotton batting, it was unavailable in Poland before. I like the way it works, that it "catches" fabric and nothing moves.

 

A to zmajstrowałam w niedzielę:

patchworkowy woreczek z motywem dziewczynki

Z woreczkiem była taka historia: mój syn zażyczył sobie materiał "w dziewczynki" (tzn. wiedziałam, że przeglądanie nowości w sklepach ze szmatami jest groźne dla mojego portfela, ale nie przypuszczałam, że robienie tego z dzieckiem lat dwa i pół zmusi mnie do zrobienia zakupów już ;) ). "Dziewczynki" zostały zakupione, potem musiałam w kółko odpowiadać na pytanie "gdzie dziewczynki", potem przeszłam etap myślenia, co z tego właściwie uszyć, a po drodze musiałam jeszcze dobrać jakieś sensowne tkaniny, co się okazało najtrudniejsze, bo niekoniecznie jest to mój zestaw kolorystyczny. W każdym razie efekt jest całkiem zadowalający, młodzieży się podoba ;) Dziewczynek mam jeszcze trochę, trzeba będzie podjąć wyzwanie ;)

 

And this is what I made on Sunday. My son (2,5 years old) was watching new fabrics at shop with me and wanted "girls", so I had to buy some fabrics earlier than I planned ;) These are not really "my" colours, and I had a little problem to choose something matching and then another problem what to sew ;) Anyway, the final effect isn't bad ;) I have some more "girls"  and it's going to be a challenge :)

czwartek, 28 kwietnia 2011

Tak tak, naprawdę coś szyję, o ile tylko znajdę czas. A dokładniej więcej szyję niż robię zdjęcia, dlatego dziś tylko poduszka, a reszta przy okazji.

Wierzch poduszki był już dawno i nawet go tu pokazywałam. W święta doczekał się spodu i oto efekt:

poduszka zoologiczna

 

Tkanina jest na tyle ciekawa, że nie chciałam jej ciąć na mniejsze kawałki, dlatego dodałam jedynie ramkę. Wierzch jest podklejony ociepliną, która nadaje mięsistości no i sprawia, że całość mniej się gniecie. Z tyłu wstawiłam suwak w odszytym "okienku" (nie wiem, jak to fachowo nazwać)- chciałam się nauczyć tego sposobu wszywania.

Tematyka- jak widać- stosowna do wieku właściciela, tzn. mojego syna :)

Finally I finished pillow cover for my son Edward. I liked the fabric so much that I decided not to cut it into small pieces and only added a frame around it. There's a kind of soft interfacing ironed on the top to make the cover soft and prevent creasing.The theme- as you can see- is appropriate for small child :)

poniedziałek, 31 stycznia 2011

Jej. No więc na początku chciałam powiedzieć, że niezmiernie mi miło, bo nigdy wcześniej nic nie wygrałam w żadnej blogowej zabawie. Pamiętacie mój bałagan? Julka z Projektowni Jednoiglec postanowiła podzielić się ze mną cząstką swoich zbiorów. Bardzo, bardzo dziękuję :)

A teraz do rzeczy.

Porządki się robią. Trochę to trwa, bo postanowiłam rozprawić się z najbardziej kłopotliwą częścią, czyli dużymi kuponami. Tak naprawdę prasowanie ćwiartek nie jest problemem, trudne jest opanowanie tkanin kupowanych na metry, uprasowanie ich to naprawdę dużo pracy. Największe kupony i te, które były pokryte wyraźną apreturą, wrzuciłam przed prasowaniem na szybkie pranie do pralki, mniejsze tylko namaczałam. To ważne, zwłaszcza przy tkaninach, które mają duże szanse się skurczyć. Trzeba się z kurczeniem uporać przed szyciem, chyba że ktoś lubi niespodzianki :) Ponieważ większość moich dużych kuponów tkanin pochodzi z Ikei, a na metkach zazwyczaj znajduję informację "kurczenie 4%", to namoczenie/ pranie i prasowanie gorącym żelazkiem jest nieuniknione. Na szczęście pranie w pralce takim dużym kawałkom wiele nie szkodzi. Tkanin typowo patchworkowych w ćwiartkach raczej nie odważyłabym się tak potraktować.

Tak to teraz wygląda:

ułożone tkaniny (duże kupony)

 

Oczywiście nadal przede mną spory zbiór, ale przynajmniej część już mam za sobą :)

Jak będzie wyglądał dalszy ciąg porządków?

  • Nadal będę zerkać, co planuje Jednoiglec :)
  • Raczej nie rozważam pozbywania się tkanin, chociaż kto wie... Być może pozbędę się nadmiaru, kiedy dojdę, ile czego mam :) Poza tym ogarniam też inne robótkowe zasoby, muszę zrobić przegląd wszystkiego ;)
  • Na razie planuję usunąć problem z biblioteczki, po części dlatego, że go widać ;)- jednym słowem przede mną reszta dużych kuponów. Co do reszty, to ćwiartek przede mną już niewiele, za to muszę uporzadkować pojemnik z drobiazgiem.
  • Co do klucza, to myślę, że dotychczasowa metoda nie była zła, trzeba ją tylko dopracować. Czyli: duże kawałki pozostaną na biblioteczce, raz dlatego, że nie mam na nie miejsca gdzie indziej, a dwa- bo nie straszą. No i mój syn jakoś się nimi nie interesuje. Ćwiartki i byty ćwiartkopodobne zostaną w pojemnikach ukryte głęboko w szafie. To z tego względu, że mały Ede wie, co dobre, i najchętniej bawiłby się tymi najdroższymi ;) Niestety potem niewiele z nich zostaje ;) Rozważam wykorzystanie niższych pojemników i takie ułożenie tkanin, żeby był do każdej łatwy dostęp.Sortowanie po kolorze. Drobiazg zostanie popakowany w małe torebki: oddzielnie kwadraciki, paski itd., a reszta pewnie też wg. kolorów.
  • Już myślę, na co wykorzystać część moich zbiorów i co ciekawsze pomysły zapisuję, żeby nie zaginęły :)

 

A poza tym pozbywam się innych zalegających rzeczy i niedokończonych prac. W tym tygodniu skończyłam cytrynki z pachnącego zestawu DMC:

haftowane cytrynki- pachnąca mulina

 

i uszyłam wierzch poduszki- to tak w ramach pozbywania się nadmiaru tkanin:

wierzch poduszki dla Edka

W najbliższych planach jest spód i ciąg dalszy kołderki, która się robi i skończyć nie może ;)

sobota, 15 stycznia 2011

Mam problem ze zrobieniem przyzwoitych zdjęć w tych ciemnościach, więc jeszcze przez chwilę się wstrzymam z pokazaniem, co skończyłam.

W każdym razie nowy rok zaczęłam od porządków i po trochu ogarniam moje zbiory tkaninowe. Staram się wszystkie nowo kupione tkaniny dekatyzować od razu, ale mam pewną ilość zbiorów starszych (dzięki Krysiu!) no i jeszcze trochę dużych płacht, których nie chciało mi się obrobić wcześniej. Tak więc ostatnio głównie moczę i prasuję. Szyję w pociągu (o ile da się wsiąść do środka :} ).

Zatem tak sobie prasuję i prasuję i pomyślałam, że przy okazji naskrobię co nieco o kupowaniu tkanin na patchworki.

W zasadzie wszystko, co spotkacie opisane jako tkanina na patchwork, to bawełna. Oczywiście jeśli ktoś się uprze, może użyć innych tkanin, a w CQ jest to nawet naturalne, ale ograniczmy się tu do typowych tkanin patchworkowych.

Większość takich tkanin ma szerokość ok. 110 cm, czyli mniejszą niż standardowe polskie materiały np. na ubrania. Trzeba to brać pod uwagę, jeśli zamierzacie robić jakiś większy projekt, zwłaszcza nie z kawałków.

Na polskim rynku  najczęściej spotkacie się z możliwością kupienia takiej tkaniny na metry, a w praktyce na centymetry- bo zwykle można kupić już pasek 5-10 cm. Ponieważ ceny nie są niskie, daje to możliwość dobrania kilku różnych tkanin bez wydawania całej pensji. W końcu nie zawsze potrzeba kilku metrów na raz. To też niezłe rozwiązanie dla kolekcjonerek ;), ale trzeba pamiętać, że zdarzają się paski przycięte trochę krzywo, więc jeśli planujecie coś,  do czego potrzebna jest konkretna ilość tkaniny- kupcie odrobinę więcej.

Ja osobiście preferuję kupowanie fat quarters, czyli tłustych ćwiartek. Nazwa FQ wzięła się z tego, że jest to 1/4 jarda tkaniny (1yd=ok 91cm), ale ucięta nie jako pasek, a jako prawie- kwadrat, czyli tniemy z beli 1yd, a następnie dzielimy go na pół i powstałe połówki na pół w poprzek. Dzięki temu uzyskuje się prostokąt mniej więcej 55x45 cm. U nas spotkacie się z tym, że jako FQ sprzedaje się 1/4m, czyli 50x55cm. W sumie to lepiej ;) W każdym razie warto patrzeć na opisy w sklepie.

FQ jak dla mnie są wygodniejsze, więcej można z nich wyciąć, zwłaszcza jeśli zamierza się szyć coś z niekoniecznie małych skrawków. FQ sprawdzi się też przy tkaninach z dużym wzorem- w takim przypadku ucięcie paska 25x110 może skutkować tym, że otrzymamy smętne kawałki motywów, a nie zawsze o to chodzi.

Czasem pojawiają się tzw. panele. Panel to odcinek tkaniny z nadrukowanymi dość dużymi obrazkami, które można wyciąć i wykorzystać jako elementy własnych prac. Jak to wygląda, możecie zobaczyć np. tu i tu. Panel w zasadzie trzeba kupić w całości, inaczej nie ma sensu :) Oznacza to niestety, że wydatek będzie spory, bo zwykle jest to 40-60cm.

Poza tymi typami spotkacie się (chociaż raczej nie w polskich sklepach, ale czasem coś bywa) z tzw. precuts, czyli gotowymi zestawami tkanin przyciętych na określony wymiar, zazwyczaj pochodzącymi z jednej kolekcji. Kawałki zwykle są stosunkowo niewielkie, w sam raz nadające się do tego, żeby od razu z nich coś szyć, ew. podzielić na jeszcze drobniejsze części ;) Jak takie zestawy mogą wyglądać, zobaczycie tu. Zwróćcie uwagę, że miewają całkem smaczne nazwy i faktycznie czasem wyglądają jak smakowite desery :)

Na razie tyle, a ja zabieram się za ciąg dalszy porządków :)

 

środa, 22 grudnia 2010

Pod szpilkowym niebem wciąż to samo, czyli skręt na szycie trwa.

Udało mi się właśnie dokończyć jedną rzecz, która już miała chęć stać się ufokiem:

torebeczka testowa

W zasadzie brakowało dziurki na guzik, nowa maszyna rozwiązała problem ;)

Torebeczka jest mocno testowa, popełniłam błąd przy krojeniu- paski powinny być inaczej ułożone- ale i tak wygląda nieźle, a ja już wiem, jak takie wynalazki kroić. Jest dość sztywna- na zdjęciu stoi, nie leży :) Następna pewnie będzie w bardziej cywilizowanych barwach :)Wzór znalazłam w Sew Pretty Christmas Homestyle.

I finished almost-UFO- Tilda bag. I made it rather as a trial and you can see it's not perfect (especially stripes). Anyway- looks ok for me. I found the pattern in Sew Pretty Christmas Homestyle.

 

No i standardowo o tej porze roku ozdoby choinkowe:

ozdoby choinkowe Tilda

 

Część pokazałam w poprzednim wpisie, teraz na zdjęciu są wszystkie, które uszyłam. Zrobione wg. tildowych wzorów (polecam, bo to szybka i przyjemna praca), w sumie zużyłam niecałe dwie FQ, zostało jeszcze trochę tkaniny na jakieś drobiażdżki.

Christmas tree decorations again. This is what I finished this week. I used almost 2 FQ, some scraps are left and wait for ideas.

Zmajstrowałam jeszcze prezent pod choinkę, ale przed świętami nie wypada pokazywać ;)

I also made something as a gift but it shouldn't be shown before Christmas ;)

Czy ktoś mi może pożyczyć kilka dób?

Can you lend me few free days?

niedziela, 12 grudnia 2010

Ciasteczkowy potwór się dziś obudził, w związku z czym robótkowo działo się niewiele, za to kuchennie sporo.

Cookie monster was working today.

foremki do wycinania pierników

 

Efekty są takie:

And that's the final effect:

domowe pierniczki/ hand made gingerbreads

(należy przemnożyć razy trzy ;) )

 

A żeby nie zjeżdżać zanadto z tematu, w ostatnim tygodniu popełniłam takie oto ptaszki na choinkę:

To stay crafty anyway- here are some birds for Christmas tree that I made this week:

ptaszki choinkowe/ christmas tree birds

wtorek, 07 grudnia 2010

 

Szpilkowy świat ostatnio jest mocno zababrany rozmaitymi działaniami nie tylko robótkowymi, stąd rzadko mnie widać na blogu. Ale w świecie niewirtualnym dzieje się całkiem sporo. Otóż poprzedni wpis dotyczył rozwiązania, które służyło mi od paru miesięcy, aż wreszcie nadeszła pora na przesiadkę :)

Od kilku dni jestem szczęśliwą posiadaczką takiej oto maszyny:

maszyna janome MC 5200

 

Nie będę mówić, ile taka przyjemność kosztuje, zresztą każdy może sprawdzić, w każdym razie odkładałam na nią długo... Odpowiadając na pytania kolegów z pracy (i potencjalnych innych kolegów):

  • czy mąż mi na to pozwolił? - Nie, na szczęście w obecnych czasach nie trzeba się o wszystko pytać mężów ;)
  • czy to się da przeprogramowac? - Z tego, co wiem- nie. Może kiedyś odłożę na taką, którą się da. W każdym razie ta maszyna nie ma portu USB.
  • jeju, ona ma więcej przycisków niż kalkulator! - Mój kalkulator ma więcej, za to maszyna ma znacznie lepszą instrukcję ;)
  • naprawdę wydałaś tyle pieniędzy na maszynę do szycia? Po co ci to? - Niektórzy wydają na samochody, inni na komputery, więc dlaczego nie miałabym wydać na maszynę? A po co? Ano po to, żeby nie używać wiecznie półśrodków :)

Uff. Mam nadzieję, że ciekawość została zaspokojona...

Powróćmy do kwestii robótkowych:

Nie mogłam sobie oczywiście odmówić wypróbowania nabytku ;) Na razie szyłam niezbyt dużo, ale pewne spostrzeżenia już mam, więc się dzielę, na wypadek, gdyby ktoś miał taką maszynę na liście upragnionych prezentów ;)

Podstawowymi kryteriami wyboru dla mnie była możliwość regulacji długości i szerokości ściegu, niski uchwyt stopki (ze względu na popularność na rynku), regulacja nacisku stopki, szybkość (bo stara maszyna była zdecydowanie zbyt wolna), wolne ramię, wyłączany dolny transport (w sensie obniżania ząbków, nie nakładanej płytki) i sporo ściegów ozdobnych (kiedyś ich nie potrzebowałam, teraz mi się zmieniło) + ew. literki. Dodatkowym kryterium była dostępność akcesoriów na polskim rynku, no i serwis (tak na wszelki wypadek). Wymagania podstawowe zostały spełnione :)

Oczywiście wszelkie inne bajery też zostały wzięte pod uwagę ;)

 

A jak wygląda praktyka?

  • maszyna ma chwytacz rotacyjny (mówiąc po ludzku- bębenek położony poziomo, dostępny od góry), więc nie trzeba się mordować z wymianą szpuleczki i przy okazji widać, ile jeszcze zostało nici.
  • nawlekanie jest bardzo łatwe, żadnych dziurek, w które trzeba celować :) Za to kiedy już nić jest na swoim miejscu, jest tak umocowana, że nie próbuje wypaść ze swoich torów (co było nagminne w łucznikach).
  • szyje się cichutko- można pracować w nocy i przy śpiącym dziecku- naprawdę nie przeszkadza i sąsiedzi z pewnością nie przyjdą :)
  • maszyna świetnie reaguje na pedał, wystarczy lekko nacisnąć i już rusza. Nie trzeba jej rozpędzać kołem zamachowym. Ma też przycisk start/stop, ale na razie go nie używałam. Za to bardzo mi się podoba, że kabel jest wciągany w pedał i po skończonej pracy się nie plącze.
  • obsługa jest stosunkowo prosta. Bałam się, że wybór ściegów będzie wymagał rozmaitych kombinacji, a tymczasem jest łatwiej niż z obsługą wspomnianego wyżej kalkulatora ;) Maszyna podpowiada, jakiej stopki użyć do danego ściegu, więc nie trzeba szukać instrukcji ;)
  • ściegi wyglądają jak należy- nie trzeba się domyślać, czy efekt jest tym, co widać na obrazku :)
  • bardzo mi się podobają automaty do ryglowania i do dziurek ;)
  • jedyne jak na razie zastrzeżenie: uchwyty na szpulki mogłyby być trochę dłuższe.

Generalnie odczucia mam jak najbardziej pozytywne, po prostu czysta przyjemność szyć na takiej maszynie :) W związku z tym ciąg dalszy zapewne nastąpi ;)

sobota, 25 września 2010

W ramach inspiracji zajrzyjcie na bloga Redwork in Germany, gdzie jest pokazana wielkiej urody kołderka, którą autorka bloga widziała na European Patchwork Meeting 2010. Kołderka zdobyła również pierwszą nagrodę na wystawie w Tokio.

Szczegóły na tej stronie:

http://redwork-in-germany.blogspot.com/2010/09/my-new-favorite-red-white.html

Na stronach EPM możecie zobaczyć galerie z poprzednich spotkań- również warto :)

piątek, 24 września 2010

Mój syn twierdzi, że okno oknuje, a lampa lampuje. Co w takim razie robi yo-yo?

Na ostatnim Szarotkowie pewne emocje wzbudziły te torby, a szczególnie element ozdobny w postaci aplikacji z yo-yo (yo-yów?, powiedzmy, że z rozetek). Ponieważ pojawiły się pytania, jak takie coś zrobić i gdzie to ma lewą stronę, przygotowałam mały kurs.

Do zrobienia yo-yo są potrzebne: kawałek niezbyt grubej tkaniny, nożyczki, nić (taka do maszyny jest ok, nie musi być idealnie dobrana kolorem do tkaniny) i igła. Gadżeciarze (w tym ja) potrzebują jeszcze yo-yo makera.

Wersja dla normalnych:

  1. wytnij z tkaniny koło o średnicy mniej więcej 2x większej niż docelowa rozetka
  2. koło z tkaniny

  3. podwiń brzeg 1 raz i sfastryguj podwójną nitką (to daje większą pewność, że yo-yo się nie rozpadnie). Nie ma potrzeby podwijać 2x, bo i tak cięty brzeg się schowa w środku. Na końcu nić powinna wychodzić po lewej stronie tkaniny.
  4. koło z tkaniny

  5. Ściągnij fastrygę i zablokuj nić kilkoma ściegami. Przeciągnij nić przez środek przez tylną części rozetki i odetnij. Koniec nici zostanie ukryty w środku.
  6. koło z tkaniny

    koło z tkaniny

  7. Spłaszcz uzyskany woreczek, żeby powstało yo-yo. Oczywiście można je też czymś napełnić i wtedy powstanie kulka.
  8. koło z tkaniny

 

Jeśli nie macie ochoty na mozolne wycinanie kółek albo chcecie takich yo-yo zrobić bardzo dużo, albo będziecie je robić w trudnych warunkach*, albo po prostu chcecie sobie kupić te nowe fajne zabawki, to warto się zaopatrzyć w yo-yo makery, czyli szablony do robienia yo-yo.

koło z tkaniny

Wtedy cały proces wygląda tak:

  1. (po przeczytaniu instrukcji) włóż tkaninę pomiędzy krążki szablonu.
  2. koło z tkaniny

  3. Odetnij nadmiar pozostawiając ok. 0,5 cm na podwinięcie (nie musi być idealnie równo).
  4. koło z tkaniny

  5. Sfastryguj korzystając z otworów w szablonie.
  6. koło z tkaniny

  7. Wyjmij tkaninę z szablonu i dalej postępuj jak w pkt. 3 i 4 w pierwszej instrukcji.
  8. koło z tkaniny

    koło z tkaniny

 

 

Tak wyglądają gotowe yo-yo, zrobione dwoma sposobami:

koło z tkaniny

Jak widać, z tyłu nie ma żadnej lewej strony- bo ona jest w środku :) Dlatego yo-yo bardzo łatwo jest stosować jako aplikację- nic nie trzeba podwijać!

koło z tkaniny

 

Yo-yo mogą mieć różne kształty, nie tylko koła. Do bardziej skomplikowanych warto kupić szablon, najprostsze można bez problemu zrobić bez. Jak takie elementy wykorzystać, można zobaczyć np. tu. A tak wygląda moja "kolekcja" ;)

koło z tkaniny

 

Pochwalcie się swoimi yo-yowymi dokonaniami :)

 

 

* obiad u teściów, wycieczka na plac zabaw z własnymi dziećmi, nudne zebrania albo inne niesprzyjające okoliczności

 

czwartek, 16 września 2010

Koniecznie odwiedźcie Ikat Bag, autorka opublikowała całą serię artykułów na temat przygotowania własnych wykrojów- od zdejmowania miary po takie subtelności jak różne rodzaje rękawów i dekoltów, wszystko odpowiednio zilustrowane. To prawdziwa skarbnica wiedzy dla osób, które szyją ubrania :)

Całość znajdziecie tu:

http://www.ikatbag.com/search/label/Drafting

piątek, 06 sierpnia 2010

Jak widać, jestem mocno monotematyczna ostatnio ;)

Zajrzyjcie koniecznie na bloga http://kellyrachel.com/blog/ , autorka publikuje szyciowe tutoriale. Mnie urzekła seria instrukcji jak uszyć komplet patchworkowa torba+ pasujące do niej akcesoria. Wszystkie opisy są uzupełnione świetnymi zdjęciami, tkaniny do projektu dobrane perfekcyjnie, aż się chce spróbować samemu :) Instrukcje nie są skomplikowane, początkujący też znajdą coś dla siebie :)

piątek, 23 lipca 2010

Trochę już miałam dość zmaltretowanych szmacianek za 3zł, więc uzupełniłam sobie zasób toreb na zakupy ;) To również moje pierwsze podejście do tematu Tilda, będzie więcej ;)

 

Tilda bags

Tilda bags

 

Na przyszłość użyję trochę sztywniejszego wkładu, ale ten też nie jest zły. Wykorzystałam zapas tkanin z Ikei i wzór z książki Sew Sunny Homestyle. Brakowało mi czegoś na tych torbach, więc zrobiłam aplikacje z yo-yo. Przyszyłam je ręcznie przed wszyciem podszewki, dzięki temu w środku nie ma żadnych nieładnych szwów.

Kolejne torby? Pewnie pojawią się, kiedy kupię stopkę do lamowania. Ale o moich przygodach z maszyną później ;)

niedziela, 30 maja 2010

Nie zamierzam się wdawać w dyskusje o wyższości prac wykonanych ręcznie nad tymi zrobionymi z pomocą maszyny i odwrotnie. Chcę za to pokazać, że można na maszynie uszyć zupełnie niezwykłe rzeczy i można też im "pomóc" dodając to i owo ręcznie :)

Efekt- oszałamiający- zobaczcie sami :)

 

czwartek, 27 maja 2010

Być może znacie już te strony, ale jeśli ktoś jeszcze na nie nie trafił, niech szybko odrabia zaległości :) Na obu znajdziecie mnóstwo praktycznych poradników, jak uszyć różne rzeczy, wykorzystać resztki patchworkowych szmat i poradzić sobie z dziwnymi gadźetami dołączonymi do maszyny, a wszystko za darmo i z pięknymi zdjęciami. Obie mają formę bloga, więc można je zasubskrybować w czytniku i czekać na nowości ;)

Zarezerwujcie sobie sporo czasu na czytanie i jeszcze więcej na szycie ;)

 
1 , 2 , 3