Sztuka plątania nitek
***
poniedziałek, 17 stycznia 2011

Jak już mówiłam, robię porządki. Poprzedni wpis pisał się dość długo, więc w planach był już kolejny, bo tymczasem Julianna wstrzeliła się idealnie z pomysłem na wspólne porządkowanie. Ponieważ już i tak zaczęłam, z przyjemnością się przyłączam ;)

Poniżej to, co już mniej więcej za mną, czyli tkaniny, które widziały wodę i żelazko. Pewnie będę je jeszcze jakoś porządnie układać, ale generalnie są uprasowane, zajmują stosunkowo niewiele miejsca i nadają się do użytku.

uprasowane tkaniny patchorkowe

 

A tak wygląda to, co przede mną:

duże kawałki

tkaniny patchworkowe czekające na prasowanie

małe kawałki

małe kawałki tkanin do prasowania

 

i różne takie miejsca na biblioteczce, które się wymieszały z rzeczami dzieciowymi i innym dobrem:

tkaniny na biblioteczce

tkaniny na biblioteczce

Oczywiście to nie jest wszystko, co mam w swoich zbiorach, ale powiedzmy, że jest to najbardziej kłopotliwa część ;) Tak czy inaczej plan na najbliższe tygodnie jest taki, żeby się tego bałaganu pozbyć, tym bardziej, że trzeba zrobić miejsce na zabawki męża ;) Trzymajcie kciuki ;)

sobota, 15 stycznia 2011

Mam problem ze zrobieniem przyzwoitych zdjęć w tych ciemnościach, więc jeszcze przez chwilę się wstrzymam z pokazaniem, co skończyłam.

W każdym razie nowy rok zaczęłam od porządków i po trochu ogarniam moje zbiory tkaninowe. Staram się wszystkie nowo kupione tkaniny dekatyzować od razu, ale mam pewną ilość zbiorów starszych (dzięki Krysiu!) no i jeszcze trochę dużych płacht, których nie chciało mi się obrobić wcześniej. Tak więc ostatnio głównie moczę i prasuję. Szyję w pociągu (o ile da się wsiąść do środka :} ).

Zatem tak sobie prasuję i prasuję i pomyślałam, że przy okazji naskrobię co nieco o kupowaniu tkanin na patchworki.

W zasadzie wszystko, co spotkacie opisane jako tkanina na patchwork, to bawełna. Oczywiście jeśli ktoś się uprze, może użyć innych tkanin, a w CQ jest to nawet naturalne, ale ograniczmy się tu do typowych tkanin patchworkowych.

Większość takich tkanin ma szerokość ok. 110 cm, czyli mniejszą niż standardowe polskie materiały np. na ubrania. Trzeba to brać pod uwagę, jeśli zamierzacie robić jakiś większy projekt, zwłaszcza nie z kawałków.

Na polskim rynku  najczęściej spotkacie się z możliwością kupienia takiej tkaniny na metry, a w praktyce na centymetry- bo zwykle można kupić już pasek 5-10 cm. Ponieważ ceny nie są niskie, daje to możliwość dobrania kilku różnych tkanin bez wydawania całej pensji. W końcu nie zawsze potrzeba kilku metrów na raz. To też niezłe rozwiązanie dla kolekcjonerek ;), ale trzeba pamiętać, że zdarzają się paski przycięte trochę krzywo, więc jeśli planujecie coś,  do czego potrzebna jest konkretna ilość tkaniny- kupcie odrobinę więcej.

Ja osobiście preferuję kupowanie fat quarters, czyli tłustych ćwiartek. Nazwa FQ wzięła się z tego, że jest to 1/4 jarda tkaniny (1yd=ok 91cm), ale ucięta nie jako pasek, a jako prawie- kwadrat, czyli tniemy z beli 1yd, a następnie dzielimy go na pół i powstałe połówki na pół w poprzek. Dzięki temu uzyskuje się prostokąt mniej więcej 55x45 cm. U nas spotkacie się z tym, że jako FQ sprzedaje się 1/4m, czyli 50x55cm. W sumie to lepiej ;) W każdym razie warto patrzeć na opisy w sklepie.

FQ jak dla mnie są wygodniejsze, więcej można z nich wyciąć, zwłaszcza jeśli zamierza się szyć coś z niekoniecznie małych skrawków. FQ sprawdzi się też przy tkaninach z dużym wzorem- w takim przypadku ucięcie paska 25x110 może skutkować tym, że otrzymamy smętne kawałki motywów, a nie zawsze o to chodzi.

Czasem pojawiają się tzw. panele. Panel to odcinek tkaniny z nadrukowanymi dość dużymi obrazkami, które można wyciąć i wykorzystać jako elementy własnych prac. Jak to wygląda, możecie zobaczyć np. tu i tu. Panel w zasadzie trzeba kupić w całości, inaczej nie ma sensu :) Oznacza to niestety, że wydatek będzie spory, bo zwykle jest to 40-60cm.

Poza tymi typami spotkacie się (chociaż raczej nie w polskich sklepach, ale czasem coś bywa) z tzw. precuts, czyli gotowymi zestawami tkanin przyciętych na określony wymiar, zazwyczaj pochodzącymi z jednej kolekcji. Kawałki zwykle są stosunkowo niewielkie, w sam raz nadające się do tego, żeby od razu z nich coś szyć, ew. podzielić na jeszcze drobniejsze części ;) Jak takie zestawy mogą wyglądać, zobaczycie tu. Zwróćcie uwagę, że miewają całkem smaczne nazwy i faktycznie czasem wyglądają jak smakowite desery :)

Na razie tyle, a ja zabieram się za ciąg dalszy porządków :)

 

piątek, 31 grudnia 2010

Skończyłam jakąś godzinę temu robótkę, która była datowana na 2010r, więc musiała być skończona ;) , wrzuciłam do piekarnika tartę cytrynową i chwilowo robię boskie nic. To bardzo dobra metoda na Sylwestra, zwłaszcza jeśli ma się sylwestrowy dyżur w pracy.

W związku z tym życzę Wam (i sobie) na nowy rok

zrealizowania marzeń- bez czekania na cud

czasu na to, co lubicie

frajdy z życia- tak po prostu :)

Mam nadzieję, że za rok wszyscy będziemy mogli powiedzieć, że to był dobry rok :)

 

 

22:48, ziczac , inne
Link Komentarze (3) »
wtorek, 28 grudnia 2010

Nie, nie, Szpilka nie zmienia tematyki, chciałabym tym razem pochwalić książkę, która sprawi dużo frajdy robótkującym rodzicom (mam nadzieję, że nie tylko mamom się to zdarza) i dzieciom oczywiście też. Wypatrzyłam kiedyś tę książkę na półce u Julianny, więc zysk z osobistego odbioru zakupów był podwójny ;)

 

Dorota Gellner Krawcowe

 

"Krawcowe" Doroty Gellner to zbiór wierszyków o krawcowych i różnych ich przypadłościach. Mam niepokojące wrażenie, że niektóre z tych pań znam ;) A szczególnie jedną ;)

Książka jest wg. wydawcy przeznaczona dla dzieci w wieku 4+, ale mój dwulatek ją przejął i pochłania. Czytamy ją każdego dnia. I jeszcze raz czytamy. I mówimy kawałkami wierszyków. I badamy, co znaczą różne nowe słowa. Całe szczęście szafa mamy zawiera najrozmaitsze skarby ;) Mój syn po prostu się z tą książką nie rozstaje, ostatnio zapragnął z nią spać :) Czy może być lepsza rekomendacja?

Rodzicom niektóre z tych wierszyków mogą dać do myślenia, ale... nie będę Wam zabierać frajdy ;)

 

ps. nie mam nic wspólnego z wydawnictwem :)

Tagi: książki
17:15, ziczac , inne
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 26 grudnia 2010

cokolwiek to dla Was nie znaczy.

W każdym razie życzę Wam

znalezienia własnej drogi

wytrwałości

odwagi

siły

i wyobraźni, żeby podstawić postawić sobie odpowiedni cel :)

No i wesołych :)

 

...

 

środa, 22 grudnia 2010

Pod szpilkowym niebem wciąż to samo, czyli skręt na szycie trwa.

Udało mi się właśnie dokończyć jedną rzecz, która już miała chęć stać się ufokiem:

torebeczka testowa

W zasadzie brakowało dziurki na guzik, nowa maszyna rozwiązała problem ;)

Torebeczka jest mocno testowa, popełniłam błąd przy krojeniu- paski powinny być inaczej ułożone- ale i tak wygląda nieźle, a ja już wiem, jak takie wynalazki kroić. Jest dość sztywna- na zdjęciu stoi, nie leży :) Następna pewnie będzie w bardziej cywilizowanych barwach :)Wzór znalazłam w Sew Pretty Christmas Homestyle.

I finished almost-UFO- Tilda bag. I made it rather as a trial and you can see it's not perfect (especially stripes). Anyway- looks ok for me. I found the pattern in Sew Pretty Christmas Homestyle.

 

No i standardowo o tej porze roku ozdoby choinkowe:

ozdoby choinkowe Tilda

 

Część pokazałam w poprzednim wpisie, teraz na zdjęciu są wszystkie, które uszyłam. Zrobione wg. tildowych wzorów (polecam, bo to szybka i przyjemna praca), w sumie zużyłam niecałe dwie FQ, zostało jeszcze trochę tkaniny na jakieś drobiażdżki.

Christmas tree decorations again. This is what I finished this week. I used almost 2 FQ, some scraps are left and wait for ideas.

Zmajstrowałam jeszcze prezent pod choinkę, ale przed świętami nie wypada pokazywać ;)

I also made something as a gift but it shouldn't be shown before Christmas ;)

Czy ktoś mi może pożyczyć kilka dób?

Can you lend me few free days?

niedziela, 12 grudnia 2010

Ciasteczkowy potwór się dziś obudził, w związku z czym robótkowo działo się niewiele, za to kuchennie sporo.

Cookie monster was working today.

foremki do wycinania pierników

 

Efekty są takie:

And that's the final effect:

domowe pierniczki/ hand made gingerbreads

(należy przemnożyć razy trzy ;) )

 

A żeby nie zjeżdżać zanadto z tematu, w ostatnim tygodniu popełniłam takie oto ptaszki na choinkę:

To stay crafty anyway- here are some birds for Christmas tree that I made this week:

ptaszki choinkowe/ christmas tree birds

piątek, 10 grudnia 2010

Szyciowych oczywiście ;)

Zajrzyjcie do ikatbag, która po serii dotyczącej wykrojów publikuje teraz kursy szycia najrozmaitszych form kieszeni. Szczerze mówiąc, nawet nie zdawałam sobie sprawy, że jest ich aż tyle :)

A kieszenie przydają się nie tylko w ubraniach, ale i w różnych, bardzo  dziwnych przedmiotach ;)

 

 

Check ikatbag blog, you'll find there pocket sewing tutorials. I even didn't know there are so many kinds of pockets ;)

And you can use pockets not only in clothes but also in  other, strange things ;)

wtorek, 07 grudnia 2010

 

Szpilkowy świat ostatnio jest mocno zababrany rozmaitymi działaniami nie tylko robótkowymi, stąd rzadko mnie widać na blogu. Ale w świecie niewirtualnym dzieje się całkiem sporo. Otóż poprzedni wpis dotyczył rozwiązania, które służyło mi od paru miesięcy, aż wreszcie nadeszła pora na przesiadkę :)

Od kilku dni jestem szczęśliwą posiadaczką takiej oto maszyny:

maszyna janome MC 5200

 

Nie będę mówić, ile taka przyjemność kosztuje, zresztą każdy może sprawdzić, w każdym razie odkładałam na nią długo... Odpowiadając na pytania kolegów z pracy (i potencjalnych innych kolegów):

  • czy mąż mi na to pozwolił? - Nie, na szczęście w obecnych czasach nie trzeba się o wszystko pytać mężów ;)
  • czy to się da przeprogramowac? - Z tego, co wiem- nie. Może kiedyś odłożę na taką, którą się da. W każdym razie ta maszyna nie ma portu USB.
  • jeju, ona ma więcej przycisków niż kalkulator! - Mój kalkulator ma więcej, za to maszyna ma znacznie lepszą instrukcję ;)
  • naprawdę wydałaś tyle pieniędzy na maszynę do szycia? Po co ci to? - Niektórzy wydają na samochody, inni na komputery, więc dlaczego nie miałabym wydać na maszynę? A po co? Ano po to, żeby nie używać wiecznie półśrodków :)

Uff. Mam nadzieję, że ciekawość została zaspokojona...

Powróćmy do kwestii robótkowych:

Nie mogłam sobie oczywiście odmówić wypróbowania nabytku ;) Na razie szyłam niezbyt dużo, ale pewne spostrzeżenia już mam, więc się dzielę, na wypadek, gdyby ktoś miał taką maszynę na liście upragnionych prezentów ;)

Podstawowymi kryteriami wyboru dla mnie była możliwość regulacji długości i szerokości ściegu, niski uchwyt stopki (ze względu na popularność na rynku), regulacja nacisku stopki, szybkość (bo stara maszyna była zdecydowanie zbyt wolna), wolne ramię, wyłączany dolny transport (w sensie obniżania ząbków, nie nakładanej płytki) i sporo ściegów ozdobnych (kiedyś ich nie potrzebowałam, teraz mi się zmieniło) + ew. literki. Dodatkowym kryterium była dostępność akcesoriów na polskim rynku, no i serwis (tak na wszelki wypadek). Wymagania podstawowe zostały spełnione :)

Oczywiście wszelkie inne bajery też zostały wzięte pod uwagę ;)

 

A jak wygląda praktyka?

  • maszyna ma chwytacz rotacyjny (mówiąc po ludzku- bębenek położony poziomo, dostępny od góry), więc nie trzeba się mordować z wymianą szpuleczki i przy okazji widać, ile jeszcze zostało nici.
  • nawlekanie jest bardzo łatwe, żadnych dziurek, w które trzeba celować :) Za to kiedy już nić jest na swoim miejscu, jest tak umocowana, że nie próbuje wypaść ze swoich torów (co było nagminne w łucznikach).
  • szyje się cichutko- można pracować w nocy i przy śpiącym dziecku- naprawdę nie przeszkadza i sąsiedzi z pewnością nie przyjdą :)
  • maszyna świetnie reaguje na pedał, wystarczy lekko nacisnąć i już rusza. Nie trzeba jej rozpędzać kołem zamachowym. Ma też przycisk start/stop, ale na razie go nie używałam. Za to bardzo mi się podoba, że kabel jest wciągany w pedał i po skończonej pracy się nie plącze.
  • obsługa jest stosunkowo prosta. Bałam się, że wybór ściegów będzie wymagał rozmaitych kombinacji, a tymczasem jest łatwiej niż z obsługą wspomnianego wyżej kalkulatora ;) Maszyna podpowiada, jakiej stopki użyć do danego ściegu, więc nie trzeba szukać instrukcji ;)
  • ściegi wyglądają jak należy- nie trzeba się domyślać, czy efekt jest tym, co widać na obrazku :)
  • bardzo mi się podobają automaty do ryglowania i do dziurek ;)
  • jedyne jak na razie zastrzeżenie: uchwyty na szpulki mogłyby być trochę dłuższe.

Generalnie odczucia mam jak najbardziej pozytywne, po prostu czysta przyjemność szyć na takiej maszynie :) W związku z tym ciąg dalszy zapewne nastąpi ;)

czwartek, 04 listopada 2010

Jestem fanką bloga ikea hacker, ale nie o ikei tym razem będzie ;) Otóż "shakowałam" maszynę do szycia ;)

Cały problem zaczął się od tego, że mam dość starego Łucznika, z wysokim uchwytem stopki. Łucznik radzi sobie nieźle, aczkolwiek nie doskonale, więc odkładam na lepszą zabawkę. Dopóki jednak nie stanę się posiadaczką nowej super maszyny ;), chciałam ułatwić sobie życie. Otóż wybór stopek do starych maszyn jest taki sobie. Za to nowe maszyny mają fajne wyspecjalizowane stopki mocowane na zatrzask (określane są jako stopki typu matic). Ale nowe maszyny mają niski uchwyt stopki, a moja ma wysoki. Bardzo chciałam te nowe móc przyczepić do mojego łucznika i po pewnych poszukiwaniach (i strrrasznych przejściach z panią w naziemnym sklepie) znalazłam to:

wysoki uchwyt stopki

Na obrazku widzicie uchwyt do stopek typu matic dostosowany do starych typów maszyn. Jest wyższy niż ten do nowszych modeli i daje się za nieduże pieniądze kupić np. na allegro.

Po przypięciu stopki wygląda to tak:

stopka do maszyny z wysokim uchwytem

A w maszynie prezentuje się tak:

 

stara maszyna ze stopką typu matic

Taki uchwyt sprawia, że do starej maszyny możemy przypiąć najróżniejsze stopki, np. takie:

stopki typu matic do maszyn do szycia

I możemy szaleć ;) Ja najczęściej używam tej do ściegu overlockowego (bo sprawdza się doskonale przy rozmaitych ściegach zygzakowych) i stopki 1/4 cala. Inne wypróbowałam, ale nie mam aż takich potrzeb, żeby używać ich bez przerwy.

Stopki przy odrobinie cierpliwości można kupić za ułamek cen sklepowych, także odwiedzajcie allegro ;) No i będą potem pasować do nowej maszyny, jeśli postanowicie sobie taką kupić ;)

Teraz łyżka dziegciu, żeby nie było, że wszystko takie idealne:

Nie ma co ukrywać, że jest to rozwiązanie tymczasowe. Mój łucznik nie ma zbyt dobrej regulacji położenia igły, a regulacji szerokości ściegu nie ma wcale, co w praktyce oznacza, że nie wszystkie możliwości nowych stopek można wykorzystać. Dodatkowo jest trochę krzywy, w związku z czym trzeba uważać, co się robi i gdzie jest igła. Być może regulacja rozwiązałaby sprawę, ale koszt pewnie by przewyższył wartość tej maszyny. Może się kiedyś nauczę tego sama ;)

W mojej maszynie mocowanie stopki jest na takiej wysokości, że nie da się stopek szybko wymienić (a taka jest idea zatrzasku)- trzeba odkręcać cały uchwyt. Co za tym idzie- nie ma też co marzyć o szyciu bardzo grubych rzeczy: po prostu się nie zmieszczą.

Nadal nie mogę użyć wszystkich super stopek, bo niektóre mają zintegrowany niski uchwyt. Na to rada jest tylko jedna- nowa maszyna. Można za to szukać odpowiedników. Taką stopką, która musi być dostosowana do starych typów maszyn, jest np. stopka do marszczenia:

stopka do marszczenia z wysokim uchwytem

Jak widać, pionowa część jest zespolona ze stopką. (Swoją drogą polecam taką stopkę- to duża oszczędność czasu). O stopce z górnym transportem można zapomnieć.

Niezależnie od tego wszytkiego nagle okazało się, że moja maszyna potrafi dużo więcej, niż się spodziewałam. Niekóre ściegi zaczęły mieć sens dopiero przy użyciu stopki do ściegu overlockowego (przestały się ściągać i zaczęły wyglądać jak trzeba). Generalnie mogę powiedziec, że wygoda użytkowania znacznie wzrosła. No i najlepszy hack jest taki, że w ten sposób można przypiąć do starego Łucznika np. stopki Janome ;)

A żeby było jeszcze wygodniej, warto się zaopatrzyć w pudełko na szpuleczki:

pudełko na szpuleczki do bębenka do maszyny do szycia

Bardzo ułatwia życie :)

 

I "hacked" my old sewing machine made by Polish Łucznik. You can use high snap on shank to fix most available feet an make the machine more usable. It has some disadvantages but anyway makes life easier. And the best hack is that you can fix i.e. Janome feet to your old sewing machine :)

 

czwartek, 28 października 2010

Zupełnie przypadkiem trafiłam na hurtową ilość wpisów o lamowaniu kołderek, a że jest to zazwyczaj wiedza tajemna, wrzucam wszystkie ku pamięci :)

Obia kursy po polsku, z patchworkowego bloga :)

I jeszcze ciekawostki po angielsku:

 

 

czwartek, 21 października 2010

Normalnie złoty fach mamy w ręku ;)

http://lula.pl/lula/1,94040,8534045,Najdrozsze_skarpety_swiata_od_Rodarte.html

 

Tylko dlaczego te skarpety takie brzydkie ;)

 

Tagi: rodarte
09:28, ziczac , inne
Link Komentarze (4) »
środa, 13 października 2010

Oczywiście robótkowy ;) Jeśli nie zaglądacie do wiadomości gospodarczych, polecam ten artykuł:

http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,8500005,Bezplatne_dostawy_do_Polski___Amazon_rzuca_wyzwanie.html

 

Dodatkowych komentarzy chyba nie trzeba :) Idę wybierać lekturę ;)

 

Tagi: książki
00:55, ziczac , inne
Link Komentarze (2) »
wtorek, 05 października 2010

Mój kalendarz zwykle jest zapchany do granic możliwości, ale staram się tam zmieścić trochę wydarzeń robótkowych. Ponieważ używam do planowania kalendarza google, pomyślałam, że mogę się nim podzielić (tzn. częścią robótkową) i przy okazji dodawać również informacje o imprezach, na które ja się nie wybieram, ale zostały ogłoszone :) Na razie imprez mało, bo pewnie nie jestem dość spostrzegawcza, ale jeśli wiecie o jakiejś, dajcie znać :)

Swoją drogą myślę, że takie narzędzie pomoże w planowaniu imprez- szczególnie w przypadku, kiedy te same osoby bywają na spotkaniach w dwóch miastach, tak jak się to zdarzyło tu. Dzięki kalendarzowi unikniecie kolizji terminów :)

Interaktywny kalendarz znajdziecie w bocznej szpalcie bloga albo klikając na obrazek możecie przejść do dużej wersji (niestety nie jestem w stanie wkleić kodu bezpośrednio do notki). Kto ma własny googlowy kalendarz, może sobie skopiować wydarzenie albo pobrać cały kalendarz i wyświetlać u siebie. Kto nie ma, a chce być na bierząco, może zasubskrybować ten kanał.

 

kalendarz robótkowy

szczegóły kalendarza

 

Pomyślałam też, że w zasadzie nie będę mieć nic przeciwko umieszczaniu informacji o ciekawych kursach robótkowych- o ile organizatorzy zaproponują jakąś atrakcję dla osób, które korzystają z kalendarza- tak więc zapraszam :)

Jeśli ktoś z Was ma ochotę wstawić sobie taki byt na bloga, mogę podzielić się kodem :)

Co Wy na to?

środa, 29 września 2010

Naprawdę ;) Moja torba została pokazana na stronie Ikea Family Live :) Mała rzecz, a cieszy :)

moja torba na pierwszej stronie galerii ikea family

 

 

 

Mary Corbet na swoim blogu pokazuje, jak pokryć jednobarwnym haftem większe powierzchnie i nie używać do tego ściegu płaskiego (który ma- jak by nie patrzeć- sporo ograniczeń).

Szczegóły znajdziecie tu.

sobota, 25 września 2010

W ramach inspiracji zajrzyjcie na bloga Redwork in Germany, gdzie jest pokazana wielkiej urody kołderka, którą autorka bloga widziała na European Patchwork Meeting 2010. Kołderka zdobyła również pierwszą nagrodę na wystawie w Tokio.

Szczegóły na tej stronie:

http://redwork-in-germany.blogspot.com/2010/09/my-new-favorite-red-white.html

Na stronach EPM możecie zobaczyć galerie z poprzednich spotkań- również warto :)

piątek, 24 września 2010

Mój syn twierdzi, że okno oknuje, a lampa lampuje. Co w takim razie robi yo-yo?

Na ostatnim Szarotkowie pewne emocje wzbudziły te torby, a szczególnie element ozdobny w postaci aplikacji z yo-yo (yo-yów?, powiedzmy, że z rozetek). Ponieważ pojawiły się pytania, jak takie coś zrobić i gdzie to ma lewą stronę, przygotowałam mały kurs.

Do zrobienia yo-yo są potrzebne: kawałek niezbyt grubej tkaniny, nożyczki, nić (taka do maszyny jest ok, nie musi być idealnie dobrana kolorem do tkaniny) i igła. Gadżeciarze (w tym ja) potrzebują jeszcze yo-yo makera.

Wersja dla normalnych:

  1. wytnij z tkaniny koło o średnicy mniej więcej 2x większej niż docelowa rozetka
  2. koło z tkaniny

  3. podwiń brzeg 1 raz i sfastryguj podwójną nitką (to daje większą pewność, że yo-yo się nie rozpadnie). Nie ma potrzeby podwijać 2x, bo i tak cięty brzeg się schowa w środku. Na końcu nić powinna wychodzić po lewej stronie tkaniny.
  4. koło z tkaniny

  5. Ściągnij fastrygę i zablokuj nić kilkoma ściegami. Przeciągnij nić przez środek przez tylną części rozetki i odetnij. Koniec nici zostanie ukryty w środku.
  6. koło z tkaniny

    koło z tkaniny

  7. Spłaszcz uzyskany woreczek, żeby powstało yo-yo. Oczywiście można je też czymś napełnić i wtedy powstanie kulka.
  8. koło z tkaniny

 

Jeśli nie macie ochoty na mozolne wycinanie kółek albo chcecie takich yo-yo zrobić bardzo dużo, albo będziecie je robić w trudnych warunkach*, albo po prostu chcecie sobie kupić te nowe fajne zabawki, to warto się zaopatrzyć w yo-yo makery, czyli szablony do robienia yo-yo.

koło z tkaniny

Wtedy cały proces wygląda tak:

  1. (po przeczytaniu instrukcji) włóż tkaninę pomiędzy krążki szablonu.
  2. koło z tkaniny

  3. Odetnij nadmiar pozostawiając ok. 0,5 cm na podwinięcie (nie musi być idealnie równo).
  4. koło z tkaniny

  5. Sfastryguj korzystając z otworów w szablonie.
  6. koło z tkaniny

  7. Wyjmij tkaninę z szablonu i dalej postępuj jak w pkt. 3 i 4 w pierwszej instrukcji.
  8. koło z tkaniny

    koło z tkaniny

 

 

Tak wyglądają gotowe yo-yo, zrobione dwoma sposobami:

koło z tkaniny

Jak widać, z tyłu nie ma żadnej lewej strony- bo ona jest w środku :) Dlatego yo-yo bardzo łatwo jest stosować jako aplikację- nic nie trzeba podwijać!

koło z tkaniny

 

Yo-yo mogą mieć różne kształty, nie tylko koła. Do bardziej skomplikowanych warto kupić szablon, najprostsze można bez problemu zrobić bez. Jak takie elementy wykorzystać, można zobaczyć np. tu. A tak wygląda moja "kolekcja" ;)

koło z tkaniny

 

Pochwalcie się swoimi yo-yowymi dokonaniami :)

 

 

* obiad u teściów, wycieczka na plac zabaw z własnymi dziećmi, nudne zebrania albo inne niesprzyjające okoliczności

 

czwartek, 16 września 2010

Koniecznie odwiedźcie Ikat Bag, autorka opublikowała całą serię artykułów na temat przygotowania własnych wykrojów- od zdejmowania miary po takie subtelności jak różne rodzaje rękawów i dekoltów, wszystko odpowiednio zilustrowane. To prawdziwa skarbnica wiedzy dla osób, które szyją ubrania :)

Całość znajdziecie tu:

http://www.ikatbag.com/search/label/Drafting

środa, 15 września 2010

Numer 67 mam już od jakiegoś czasu, ale musiałam go spokojnie przejrzeć :) Muszę powiedzieć, że redakcja stanęła na wysokości zadania i wysłuchała czytelników (w tym nas najwyraźniej :) ), bo to wydanie jest naprawdę doskonałe. Jeśli miałabym komuś polecić czasopismo hafciarskie, to ten właśnie numer Inspirations jest na pierwszym miejscu :)

nowy numer inspirations



Co mi się podoba?

  • projekty są mniejsze, nie wymagają pół roku ślęczenia. To ważne dla osób pracujących
  • przetłumaczono nici na takie bardziej dostępne. Oczywiście u nas jest to czasem dostępność dość teoretyczna, ale i tak łatwiej jest kupić wełnę Appleton (przynajmniej jest w UE) niż australijskie ręcznie barwione wynalazki (pewnie są super, ale trochę daleko). Tam, gdzie to miało sens, przełożono kolory na mulinę DMC.
  • większa niż dotychczas różnorodność technik: jest Bargello, malowanie igłą (w mistrzowskim wydaniu Helen M. Stevens), tradycyjnie stumpwork, haft koralikowy (urocze zabawki choinkowe), haft wełną (można łatwo przełożyć na mulinę), aplikacje (w wykonaniu Michelle Hill, autorki książki William Morris in Applique), haft kolorowy i nawet malutki projekt z filcu
  • oprócz głównego projektu w dwóch przypadkach dodano jeszcze bonusy, czyli jak zrobić coś innego korzystając z tego samego przepisu :)
  • szata graficzna nie utraciła nic z urody :)


Poza tym fajną sprawą jest to, że zaproszono do współpracy autorów książek- dzięki temu można “podejrzeć” technikę, zanim się zdecydujemy na zakup nie zawsze taniej pozycji. Mnie interesowała książka William Morris in Applique i teraz już wiem, że dopiszę ją do kolejki zakupowej ;)

Jednym słowem polecam, polecam, polecam :) I nie mam za to żadnych bonusów od wydawnictwa ;)

Gazetka u nas bywa w empikach, ale, ponieważ mam prenumeratę, nie potrafię niestety powiedzieć, ile kosztuje. W każdym razie warto ją przynajmniej przejrzeć :)

wtorek, 14 września 2010

... więc wykończyłam kolejne UFO, zalegające już huhuhuuu!

szalik z pomponami

 

Przy okazji odzyskałam wiklinowy kuferek widoczny poniżej :) To na zdjęciu to oczywiście szalik, gdyby ktoś miał wątpliwości ;) Był obliczony jako "stash buster" czyli rzecz wykonana w celu zużycia nadmiaru uzbieranych materiałów- swoją drogą wymyślmy może jakiś polski termin? Gratowypalacz? Zużyłam co nieco włóczki, która została mi po kocyku dla Młodego, oczywiście jak zwykle jeszcze_coś_zostało...No i najgorsze, że muszę wymyślić jakieś zastosowanie dla kuferka ;)

Zanim zabrałam się za szalik (który wymagał wcale nie tak dużo pracy -jeden wieczór i jeden poranek), pozbyłam się jeszcze jednego UFa, znanego niektórym ;) Ale żeby nie było za prosto, trzeba jeszcze obrębić (a ja w tym momencie sama maszyny nie przytaszczę) no i uprać i uprasować. Tak więc na razie będzie tylko bardzo koślawa zajawka:

kwiatki na fartuszku

ciasto i kwiatki

czarny pies

winorośl

 

Całość pokażę w bliżej nieokreślonej przyszłości, mam nadzieję niezbyt odległej. Pomiędzy udało mi się doprowadzić jeszcze jedno UFO do stanu "jest więcej niż pół", ale chwilowo mam jakiś opór na hafty liczone, więc będzie musiało poczekać. No i się zaczynam martwić, bo jakoś mało rozgrzebanych robótek mi zostało, trzeba coś z tym zrobić ;)

niedziela, 12 września 2010

Nie ukrywam, że jest to kusząca propozycja, zwłaszcza że większość hobbystycznych maszyn do szycia nie ma za wiele miejsca pod ramieniem, a takich usług w naszym kraju chyba nikt nie oferuje. A zatem jak sobie poradzić z dużą kołderką, której nie sposób przepchnąć przez maszynę, a pikować ręcznie się nie chce?

Najlepszym rozwiązaniem jest pikowanie pojedynczych bloków (albo większych całostek pozwalających na w miarę łatwe manewrowania) i zszywanie ich już po pikowaniu. Tylko jak to zrobić, żeby całość nie wyglądała paskudnie?

Znalazłam opisy kilku sposobów, dzięki którym można obejść problem niewykończonych brzegów.

  • Dorothy Stapleton w książce "Confessions of a Quilter" proponuje metodę "kopertową": każdy blok zszywamy z wkładem i spodem tak, że spód jest najpierw prawą do prawej strony wierzchu, wywijamy na prawą stronę, zaszywamy otwór, pikujemy i potem takie gotowe wykończone bloki zszywamy po wierzchu ściegiem ozdobnym układając bloki obok siebie. Zaletą tej metody jest to, że nie mamy żadnych ciętych brzegów i można z bloków tworzyć kołderki o nietypowych kształtach (np. z dziurami w środku). Wadą wydaje mi się to, że taki sposób łączenia mimo wszystko nie jest bardzo mocny, tak więc taka kołderka nadaje się do powieszenia, ale niekoniecznie do codziennego użytkowania na łóżku. Ale może się mylę?
  • w książce "Patchwork krok po kroku" Sharon Chambers proponuje zszycie przepikowanych bloków przez wszystkie trzy warstwy, wycięcie nadmiaru ociepliny i przykrycie szwów z tyłu wąskimi paskami tkanin. Takie łączenie na pewno jest mocne, ale spowoduje zgrubienia w miejscach zszycia (można je po części zniwelować dokładnie wycinając ocieplinę), no i "zaślepki" trzeba w całości przyszyć ręcznie.
  • łączenie gotowych bloków za pomocą pasków tkanin. Pomysłowe, ale pod warunkiem, że chcemy mieć ramki wokół bloków.
  • i wreszcie sposób, który wydaje mi się najrozsądniejszy, pozwala na uniknięcie zgrubień i nie wymaga zbyt wiele pracy na spodniej stronie kołderki.

Udanego zszywania :)

środa, 08 września 2010

Skończyłam obrazek, który na ostatnim Szarotkowie był ledwie zaczęty.

obrazek haftowany krzyżykami- truskawki

Przy okazji odgrzebałam też taki, który robiłam kilka imprez szarotkowych wcześniej:

obrazek haftowany krzyżykami- wiciokrzew

 

i jeszcze jeden- skończony na urlopie :)

obrazek haftowany krzyżykami- lawenda

 

Zdjęcia niestety takie sobie, aż chciałoby się napisać na modłę allegro, że "nie oddają urody przedmiotu" ;)

 

Wszystkie trzy pochodzą z serii DMC Secret Perfume, w każdym zestawie jeden kolor muliny pachnie. Szczerze mówiąc zapach jest raczej dość sztuczny, ale same obrazki sympatyczne, więc je kupiłam. Właściwie mam do tych zestawów jedno zastrzeżenie: DMC pożałowało tkaniny i jest jej na tyle mało, że trzeba będzie coś tym obrazkom dorobić dookoła. Zaletą za to była cena. Nie wiem jeszcze, czy będę je oprawiać, raczej  skłaniam się do wszycia w coś większego, ale na razie nie podjęłam decyzji.

wtorek, 07 września 2010

do poprzedniego postu.

Jak powiada Koleżanka Marta, trzeba uważać, o co się prosi. Dostałam dwa tygodnie świętego spokoju. Tyle że muszę je spędzić  w łóżku lub w ostateczności skacząc na jednej nodze.  Mimo wszystko wolałam, kiedy moja kostka wyglądała mniej zabawnie.

Pozytywną stroną całej historii jest to, że mam niepowtarzalną okazję wykończyć rozmaite zaległe robótki, co z przyjemnością czynię, i odrobić trochę blogowej lektury. Lubię znajdować pozytywne strony nawet w niefajnych sytuacjach.

poniedziałek, 06 września 2010

Gackowa mnie wywołała do tablicy, więc i ja Wam opowiem, co lubię :D

  1. Lubię święty spokój, tak żeby mieć ze dwie godziny wyłącznie dla siebie, bez towarzystwa i konieczności załatwienia miliona spraw. Aktualnie nieosiągalne, co nie zmienia faktu, że święty spokój lubię. I -tak, jestem aspołeczna ;P
  2. Lubię leżeć w końcu lata na brzegu doliny nad Krywem w Bieszczadach- to jedna z rzeczy, dla których warto się tłuc długie godziny pociągiem i potem jeszcze piechotą. Po prostu lubię tam być.
  3. Lubię robótki ręczne wszelkie- chyba widać?
  4. Lubię moją pracę, jakkolwiek dziwnie to nie brzmi. Naprawdę :)
  5. Lubię gotować, chociaż nie jestem typem kury domowej. Kocham piec ciasta eksperymentalne ;P
  6. Lubię urządzać dom, malować, kłaść tynki i walczyć z meblami. Zdziwiłam się dziś słysząc rozmowę ludzi, którzy wynajęli malarza. Nie odmówiłabym sobie przyjemności zrobienia tego osobiście.
  7. Lubię przełamywać schematy- i przełamywać wlasne blokady. Takie drobne wyzwania każdego dnia.
  8. Lubię roślinki- dowolne i w każdej ilości. Najlepiej, żeby pachniały albo dawały się zjeść. Albo jedno i drugie na raz. Kolorowe roślinki też lubię oczywiście :D I babrać się w ziemi też :)
  9. Lubię książki- czytać, zbierać, oglądać (takie bardziej do oglądania)- i wracać po milion razy do niektórych. Moja biblioteka pęka w szwach.
  10. Oczywiście lubię mojego męża i syna, lubię z nimi być.

 

Nie wyznaczam nikogo- kto chce- niech się poczuje przeze mnie zaproszony :)

To pisałam ja- ziczac czyli szpilka. Ze skręconą kostką. O!

 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 14