niedziela, 15 stycznia 2012
Niby coś tam robię, ostatnio niemoc mi trochę przechodzi, więc może będzie lepiej. Jeszcze lepiej by było, gdyby interniści odkryli smutną prawdę, że propolki nie pomagają na wszystko, byłabym o jakieś 3 tygodnie do przodu. W każdym razie, żeby nie było, że zupełnie nic nie robię: Różowomiś gambijski:
Żeby misiu nie było smutno, na zdjęciu towarzyszy mu kurczak autorstwa Andrzeja Graczyka (mam nadzieję, że Autor się nie obrazi, kurczaka bardzo lubimy). Z założenia miś miał być klasycznie misiowy, brązowo-sraczkowaty i słodki do bólu. Ale typowo misiowe futerko w sklepie kosztowało majątek (za dużo, jak na pierwsze podejście do tematu pluszowego misia), a w normalnej cenie było akurat łososiowe (trudno). Oczka mu wyszły jakieś takie kaprawe (tak, wiem, że można kupić gotowe oczka i nosy- nie miałam siły szukać), a łeb trochę za duży w stosunku do reszty (nie moja wina, że wykrój był ekstrawagancki). Dziecko stwierdziło, że "brzydki", co nie przeszkadza mu w zabieraniu misia nawet do toalety. Jednym słowem- różowe, krzywe, ohydne- pełen sukces. Wzór z książki "Baśniowy świat zabawek" Ołeny Makarenko, powiększony mniej więcej dwa razy. Mam uszyć jeszcze "kapitoszkę i kurczaka i pieska". I dinozaura dla męża. Jest spora szansa, że też będą różowe. O. I tyle na razie, do zobaczenia po następnym przypływie mocy. * http://deser.pl/deser/1,111857,10924632,Kolejny_gigantyczny_szczur_znaleziony_w_Nowym_Jorku_.html
niedziela, 01 stycznia 2012
No to ... Tym, którzy jeszcze tu zaglądają, szczęśliwego nowego i tak dalej. A mnie trochę więcej energii, bo się ledwo toczę.
Szpilka w dwupaku.
niedziela, 16 października 2011
Kolejna porcja robótek, które już dawno miałam pokazać: Znacie? Na pewno. To Blue Bird Chair projektu Kazuko Aoki. Jak widać, nie jest taki znowu płaski:
Z tym motywem jest w ogóle długa historia. Trafiłam zestaw na ostatniej wystawie DMC, najwyraźniej odkopany ze starych zasobów, bo już dawno nie ma go w katalogu. Niemile mnie zaskoczyło to, że wzór był nie dość, że czarno-biały (a przy sporej ilości backstitchy aż się prosi o kolor), to na dodatek wydrukowany na papierze zbliżonym do gazetowego. Paradoksalnie- ktoś, kto sobie ściągnął ten wzór z sieci, ma pewnie lepszą jakość wydruku niż oryginał, zatem pierwsze, co zrobiłam, to odbiłam wzór na ksero i przynajmniej przestałam się bać, że papier mi się rozpadnie w rękach. Jak widać, obrazek jest w sumie prosty. o ile nie liczyć muliny metalizowanej. Praca z tą nicią to naprawdę ciężki kawałek chleba, na dodatek DMC ucięło jej taką samą długość, jak zwykłych mulin i nie dało jej w nadmiarze- możecie sobie wyobrazić, jak źle się pracuje tak długimi kawałkami. Pozostałych nici zostało mi sporo, metalizowanej- jeden kawałek. Swoją drogą mocno się zniechęciłam ostatnio do gotowych zestawów- w jednym z zestawów dołączonych do Cross Stitchera tkaniny dano tak mało, że nie ma możliwości uzyskania efektu ze zdjęcia, w drugim dodano aidę o numer za dużą w stosunku do dołączonych rameczek i nie sposób jest zmieścić w nich wzoru, a nici dla odmiany mają 28cm długości. Jest ich ilościowo dwa razy za dużo, ale więcej czasu się spędza na nawlekaniu kolejnych porcji niż na samym hafcie. O mikrokawałkach aidy w małych zestawach DMC zdaje się już pisałam. Ogólnie mam wrażenie, że lepiej jest pracować z wzorem, do którego dokupuje się nici- przynajmniej można dopasować wielkość tkaniny i długość nici do własnych potrzeb. Nad zestawami najwyraźniej pracują ludzie, którzy "wiedzą lepiej" i to "lepiej" niestety nie obejmuje mojej osoby. Wracając do obrazka- się mi podoba i jeszcze tylko na ramkę musi poczekać ;) W każdym razie nie utknął w szufladzie w postaci "do zrobienia kiedyś" i w sumie to uważam za największy sukces ;)
niedziela, 09 października 2011
No nie nadążam, za dużo się dzieje w świecie niewirtualnym i na ten prywatny elektroniczny nie zostaje mi wiele czasu. Mam już całą kolekcję do pokazania, ale zacznę niemal od końca. W poprzednim wpisie zapraszałam na warsztaty haftu i oczywiście na nich byłam. Warsztaty prowadziła p. Anna Staniszewska, która haftuje m.in. stroje dla zespołu "Śląsk". Przemiła i ciekawa osoba, jeśli będziecie mieć okazję, warto się wybrać na zajęcia, które prowadzi. P. Anna przywiozła ze sobą np. takie cudo: otok kapelusza- wyk. Anna Staniszewska Warsztaty zmieniły się w sumie w babskie pogaduchy z podtekstem etnograficznym, ale nie próżnowałyśmy, o nie ;) W ciągu 3 godzin udało mi się zrobić taką próbkę: Nie jest to może bardzo dużo, ale też nie miałam specjalnie wiele do czynienia wcześniej z haftem koralikowym. Ciekawostka jest taka, że nie ma tu gotowych wzorów i bardzo sztywnych reguł, wszystko się wymyśla w trakcie pracy. Muszę jeszcze popracować nad techniką, w każdym razie spodobało mi się i jest nadzieja, że nie będzie to ostatnie podejście do tematu ;)
piątek, 16 września 2011
Jutro w Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie odbędą się warsztaty "Łowickie zdobienia ludowe". Jeśli macie ochotę się wybrać, to szczegóły znajdują się na stronie Jeszcze można się zapisać :)
wtorek, 30 sierpnia 2011
Skoro stopka do marszczenia wzbudziła zainteresowanie, podrzucam garść informacji. Takie stopki mam dwie, różnią się sposobem mocowania: Po lewej szybkowymienna stopka Janome, po prawej noname z allegro pasujący np. do Łucznika z wysokim uchwytem. Są też podobne do niskiego uchwytu, więc każdy powinien znaleźć model pasujący do maszyny. Here you can see two types of gathering foot- Janome on the left and no-name which can be used with old Lucznik. Tak wyglądają te stopki od spodu: Jak widać to, co je wyróżnia, to "schodek" na spodniej stronie, właśnie na nim blokuje się tkanina i dzięki temu robią się fałdki. This is how they look on the bottom. The "step" is what makes fabric gather. Mocowanie stopki szybkowymiennej wymaga trochę wprawy, trzeba ją najpierw zaczepić tylną poprzeczką o uchwyt (w Janome jest na to odpowiednie miejsce, inne modele maszyn być może potrzebują dedykowanej stopki), a dopiero potem wciskać przednią w miejsce mocowania typowej stopki. Stopkę zintegrowaną z uchwytem mocuje się jak każdą taką- przykręcając śrubą. Jak się tego używa: z moich prób wynikło, że najlepiej ustawić ścieg prosty (stebnówkę) na maksymalną długość i do tego ustawić maksymalnie naprężenie górnej nici. Bierzemy naszą tkaninę, wkładamy pod stopkę i szyjemy:
Trzeba pamiętać, żeby nie ciągnąć za tkaninę wychodzącą spod igły. Żeby się zmarszczyła, musi mieć luz, tak więc nie używamy standardowych przyzwyczajeń, pozwalamy prawej ręce odpocząć i patrzymy, jak robią się fałdki. I już. Robi się samo.
How to use: Set the maximum lenght of stitch and maximum thread tension and just let the fabric go. Don't pull the fabric as it needs to be loose to gather. That's all :)
niedziela, 14 sierpnia 2011
Jak zwykle szybciej robię różne rzeczy niż o nich piszę... Tak więc w zeszłym tygodniu popełniłam taki oto mini obrus w celu udoskonalenia balkonowych okoliczności przyrody.
Oczywiście balkon sam w sobie nie przestał być z tego powodu obdrapany, ale możemy się umówić, że jest shabby chic ;) Zielonego na zdjęciu nie widać, ale tam jest ;) Ponieważ jak widać nie mam specjalnych umiejętności stylizowania wnętrz w celach fotograficznych, zamiast wyrafinowanymi ujęciami podzielę się zbliżeniem falbanki:
Do zrobienia falbanki wykorzystałam stopkę do marszczenia- całkiem praktyczna rzecz. Marszczenia są od razu unieruchomione, nic się nie przesuwa w odróżnieniu od takich robionych na maksymalnie poluzowanej nici- przy długiej falbance to spory plus. Jedyna wada to taka, że standardowa stopka Janome marszczy stosunkowo niewiele (zużyłam 1,5 długości tkaniny) i na potrzeby ułożenia większych zakładek rozważam dokupienie specjalistycznej stopki. Mam też wrażenie, że stopka łucznikowa marszczyła bardziej- muszę spróbować, ale chwilowo mam tylko taką z wysokim uchwytem. W każdym razie jeśli ją gdzieś macie w swoich zbiorach, być może warto ją odkurzyć ;) W tym przypadku marszczenie akurat pasowało, więc nie narzekam :) Odważyłam się też użyć stopki do podwijania- tej, która budzi u wielu osób duże emocje, bo faktycznie nie jest na początku łatwa w użyciu. Popróbowałam, poćwiczyłam i okazało się, że się da :) I efekt jest fajny, bo obręb jest wąski, dużo węższy niż założony ręcznie. Tak więc mam romantycznie, zielono i nawet lampkę romantyczną mam i latarenkę niczym ze starego słupa, jeszcze gdyby ktoś znalazł pomysł na przeklęte komary, byłoby rewelacyjnie ;) A tymczasem zamiast przesiadywać przy stoliczku zajmuję się zmianą koloru płytek w łazience, jestem cała utytłana w farbie i zaliczyłam bliskie spotkanie z resztką sylikonu, więc chwilowo z romantycznego popołudnia przy herbatce nici, a sprawozdanie z tego, co zrobiłam w tym tygodniu, tradycyjnie za jakiś czas ;)
czwartek, 04 sierpnia 2011
Skończyłam w ostatnim tygodniu dzieciową kołderkę, ostatecznie wygląda tak: The final version of my sons' quilt:
Zdaję sobie sprawę, że kolory są, hmmm, alternatywne i niekoniecznie do zaakceptowania w eleganckich wnętrzach, ale właściciel kołderki jest raczej młodym kawalerem, a zamierzenie było takie, żeby było to coś do opowiadania- każdy blok może być pretekstem do jakiejś historii albo służyć do zabawy w znajdowanie szczegółów. Parę szczegółów technicznych, o ile kogoś interesują: Tkaniny są z różnych źródeł- z 2 polskich sklepów internetowych, od Krysi T., z Ikei (to i owo było prześcieradłem) i nawet są jakieś kawałki, które kiedyś były koszulami ze szmateksu, jednym słowem wszystko się nada ;) Duże motywy to ręcznie przyszyte aplikacje z ciętym brzegiem, uprzednio zamocowane za pomocą dwustronnej flizeliny. Jak na razie nie zauważyłam, żeby się coś złego z nimi działo. W środku siedzi bawełniana ocieplina, świetna w pikowaniu, polecam z czystym sumieniem :) Pikowanie zrobiłam na maszynie gł. lotem trzmiela, chociaż zdarzają się wyjątki ;) Lamówkę zrobiłam techniką double fold binding- też polecam, robi się szybko, zużywa stosunkowo mało tkaniny, w zasadzie nie ma prawa nie wyjść. Do spodu oczywiście przyszyłam lamówkę ręcznie (chociaż niektórzy robią to maszynowo)- przydaje się naparstek ;) Całość ma 95x95cm.
My son is rather small so I used bright, children's colors and tried to make it a pretext to tell stories or play finding things. I used fabrics from many sources, even some Ikea and second-hand cloths. There's cotton batting inside, the binding is double fold binding- I really enjoyed this- it's easy and fast to make. The whole quilt is 95x95cm (a little over 1x1 yard).
wtorek, 19 lipca 2011
Czegóż to ja dziś nie robiłam... Ok, porządków nie robiłam i nie byłam w pracy, przyznaję się bez bicia ;) Za to byłam na wystawie makatek. Tak tak, naprawdę ;) I wcale nie w Warszawie, nie w Łodzi, nie w (wpisz dowolne duże polskie miasto). Byłam na bardzo, bardzo fajnej wystawie w Wołominie. Pamiętacie zagadkę? Znalazłam jej siostrę :)
Ten motyw bardzo mi się spodobał, zwróćcie uwagę, jak dużo pracy wymagał. Makatka wstrząsająca ;) makatka plotkarska Makatka do zasłaniania ręczników
A ponieważ wprosiłam się też do magazynu, znalazłam tam “zbiory” dla zainteresowanych zupełnie innym tematem ;)
Wystawę można oglądać w Galerii przy Fabryczce do końca sierpnia wstęp co łaska Do wystawy dołączono bardzo ładnie wydany katalog, warto o niego zapytać. strona galerii
i to:
i jeszcze skonczyłam pikować kołderkę Edka:
Chyba musicie sobie wyobrazić, że jest wypikowana, o północy kiepsko się robi zdjęcia. Lubię mieć wolny poniedziałek :)
poniedziałek, 11 lipca 2011
W zasadzie już dawno powinnam napisać, ale dopiero wczoraj zebrało mi się na szycie ;)
Tkanina na torebkę była dołączona do prezentu podstawowego, czyli tej książki:
A żeby wpis miał jakiś sens, to popastwmy się nad samą książką ;)
wtorek, 28 czerwca 2011
Wróciłam z zupełnie niezagranicznych wojaży :) A po drodze wróciłam do szydełka: Jest tego 120 cm, jeszcze nieuprane, dlatego nie wygląda szczególnie wyjściowo. Będzie dołem zasłony. Wróciłam też do kwestii pozbywania się nadmiaru zasobów. Koronka została zrobiona z nici zalegających w pudle pod łóżkiem. Są tak wydajne, że... nadal są. I to w dużej ilości. Na dodatek nie wiem, co to za nici konkretnie, bo zgubiłam banderolę. Grubość w każdym razie 20, w typie Traditions, chociaż nie widać charakterystycznych gruzełków. Znalazłam tego dwa rozgrzebane motki i nadal je mam, bo się okazało, że trzeba się mocniej przyłożyć do ich zużycia, a zużyć trzeba, bo są duże i zajmują miejsce. Wróciłam też do klimatów wiejskich w zakresie od skansenów do wsi sprzed lat trzydziestu? pięćdziesięciu? Chodzi za mną stylistyka z czasów troszkę dawniejszych niż lata 90- to chyba widać? Powiedzmy, że przez tydzień byłam u siebie.
poniedziałek, 20 czerwca 2011
W zeszłym roku odwiedzał nas przez całe lato kot, mieliśmy dla niego zawsze jakiś koci posiłek i generalnie nikomu nie przeszkadzał. W zasadzie byłam gotowa go przygarnąć na zimę, ale najwyraźniej jego właściciele (a raczej gospodarze) wrócili z wojaży, bo pod jesień kot sobie poszedł. Zatem na razie nie mam kota (przynajmniej takiego żywego, bo innego pewnie mam ;) ), ale w ogóle koty lubię i nawet przez lata nabyłam w tej kwestii pewnego doświadczenia. Kiedy zobaczyłam ten wzór, po prostu musiałam go wyszyć: Szybka robota dla oderwania się od UFO ;) Kot ma jeszcze rodzeństwo w postaci ptaszka, ale muszę go uprać przed pokazaniem ;) A ponieważ wyjeżdżam na parę dni i raczej nie będę w sieci, zdaję szybką relację z postępów kołderkowych :) Mam już wypikowane cztery bloki, przede mną jeszcze dwanaście :)
wtorek, 14 czerwca 2011
... które obchodzę... w pracy, tradycyjnie ;) Nie ma to jak być adminem :) Ale jako że nic się nie dzieje, poświęciłam trochę czasu na pikowanie zaległej kołderki i muszę powiedzieć, że ostatnie (tzn. z ostatniego roku, nie żebym co chwila coś kupowała) zakupy maszynowo- ocieplinowe naprawdę czynią różnicę :) A zatem:
A ciekawi, co dostałam, muszą poczekać, bo najważniejsza część programu dopiero sobie do mnie jedzie :) ... które obchodzę... w pracy, tradycyjnie ;) Nie ma to jak być adminem :) Ale jako że nic się nie dzieje, poświęciłam trochę czasu na pikowanie zaległej kołderki i muszę powiedzieć, że ostatnie (tzn. z ostatniego roku, nie żebym co chwila coś kupowała) zakupy maszynowo- ocieplinowe naprawdę czynią różnicę :) A zatem:
A ciekawi, co dostałam, muszą poczekać, bo najważniejsza część programu dopiero sobie do mnie jedzie :)
poniedziałek, 06 czerwca 2011
Jestem już z powrotem w domu, tzn. jestem od czwartku, ale wciąż odkrywam nowe sprawy do załatwienia :) Miałam chwilę na Kraków, niestety nie znalazłam nic szczególnie ciekawego w pasmanteriach, ale może kiepsko szukałam (albo u nas jest za duży wybór ;) ). W ogóle mam wrażenie, że sklepy naziemne jakieś takie są niestabilne, człowiek się przyzwyczaja, a tu już nic nie ma, albo asortyment juz nie ten... i nie tyczy się to wyłącznie Krakowa. Zaczynamy chyba osiągać stan, kiedy bez sklepów internetowych człowiek sobie nie poradzi... Ale żeby nie było, że tak całkiem nic nie upolowałam, to pochwalę się zdobyczą okołorobótkową: Coś więcej się postaram w wolnej chwili o nich napisać, na razie zdążyłam przekartkować. A po powrocie czekało na mnie to:
No i miałam się już- już tymi tkaninami zająć, ale w ten weekend piaskownica była ważniejsza, więc czekam na następną wolną chwilę ;)
środa, 25 maja 2011
Robię się nudna, wiem ;) Tak naprawdę mam jeszcze nieobfotografowany jeden krzyżykowy drobiazg i jeszcze jeden kończę, ale dziś ciąg dalszy szycia. Tym zajmowałam się w piątek: Tzn. złożyłam kanapkę i sfastrygowałam całość, czas na pikowanie. Oczywiście wierzchem zajmowałam się przez ostatnie miesiące, nie żebym była taka szybka ;) Pierwszy raz robiłam to w cywilizowany sposób na podłodze, wcześniej nie dysponowałam podłogą bez wykładziny. Bardzo mi się taka metoda podoba. Muszę pochwalić niedawny zakup, tzn. bawełnianą ocieplinę od Robina: nic się nie ślizga, nie przesuwa, po złożeniu całości tkaniny trzymają się tej ociepliny i wcale nie mają ochoty się przemieszczać, po prostu rewelacja :) Odpowiedź na pytanie Yenulki: przyklejenie spodu do podłogi nie przeszkadza, bez problemu mogłam podnieść kanapkę na tyle, żeby przesunąć pod nią igłę. Myślę, że ocieplina też tutaj swoje robi, spód od niej nie odpada. Więcej o kołderce napiszę, jak już będzie w całości.
This is what I made on Friday. I assembled the quilt sandwich, it's now ready to quilt. It was the first time when I could do this normally on the floor, I didn't have floor without carpetting before. I must say I really like the method. It was also the first time I used cotton batting, it was unavailable in Poland before. I like the way it works, that it "catches" fabric and nothing moves.
A to zmajstrowałam w niedzielę: Z woreczkiem była taka historia: mój syn zażyczył sobie materiał "w dziewczynki" (tzn. wiedziałam, że przeglądanie nowości w sklepach ze szmatami jest groźne dla mojego portfela, ale nie przypuszczałam, że robienie tego z dzieckiem lat dwa i pół zmusi mnie do zrobienia zakupów już ;) ). "Dziewczynki" zostały zakupione, potem musiałam w kółko odpowiadać na pytanie "gdzie dziewczynki", potem przeszłam etap myślenia, co z tego właściwie uszyć, a po drodze musiałam jeszcze dobrać jakieś sensowne tkaniny, co się okazało najtrudniejsze, bo niekoniecznie jest to mój zestaw kolorystyczny. W każdym razie efekt jest całkiem zadowalający, młodzieży się podoba ;) Dziewczynek mam jeszcze trochę, trzeba będzie podjąć wyzwanie ;)
And this is what I made on Sunday. My son (2,5 years old) was watching new fabrics at shop with me and wanted "girls", so I had to buy some fabrics earlier than I planned ;) These are not really "my" colours, and I had a little problem to choose something matching and then another problem what to sew ;) Anyway, the final effect isn't bad ;) I have some more "girls" and it's going to be a challenge :)
poniedziałek, 23 maja 2011
No właśnie- będę pod koniec tego tygodnia i na początku przyszłego w Krakowie. Poradźcie, gdzie się wybrać pod kątem robótek. Wiem, że nie ma już sklepu na Kalwaryjskiej, ale mam nadzieję, że są jakieś inne miejsca, które warto odwiedzić. A może są jakieś wystawy w robótkowym klimacie?
poniedziałek, 16 maja 2011
No właśnie: ile to jest fat quarter, layer cake, charm pack? Kupując tkaniny na odległość trudno jest czasem wyobrazić sobie, ile to faktycznie tkaniny. Mam akurat pod ręką przycięte "gotowce", więc zanim je potnę, zrobiłam zdjęcie poglądowe: Po prawej stronie umieściłam dla porównania kartkę A4. Tkanina w czerwone kropki to mniej-więcej fat quarter, kupowane w Polsce i liczone wg. polskich miar, czyli ok. 50x55cm. Zachodnie FQ będzie o kilka cm krótsze. Jak widać, można z takiego kawałka wyciąć całkiem sporo, nie tylko elementy patchworka. Wystarczy np. na niedużą torebkę. Tkanina w kwiaty to layer cake, czyli zestaw kwadratów 10x10'' (ok. 25x25cm). Takich kwadratów jest w zestawie 42. To naprawdę dużo tkaniny, można z tego uszyć słusznych rozmiarów kołderkę (oczywiście na narzutę na podwójne łóżko to za mało, trzeba dołożyć albo część drugiego LC, albo jakieś inne tkaniny). Szaroniebieska tkanina to charm pack, czyli zestaw kwadratów 5x5'' (ok. 12,5x12,5cm). W takim zestawie również jest 42 kwadraty. W sumie zajmą powierzchnię większą niż FQ, na torebkę albo nieduży bieżnik wystarczy z powodzeniem. Łatwo zauważyć, że kwadrat z LC "pomieści" 4 z CP. Ale uwaga: po zszyciu małe kwadraty zajmą mniejszą powierzchnię niż jeden duży i trzeba go będzie przyciąć. Warto o tym pamiętać planując pracę z wykorzystaniem obu rodzajów "gotowców". Generalnie trzeba pamiętać, że każde cięcie i zszycie to strata 1/4'' (albo takiej szerokości stopki, jaką macie), czyli im bardziej pokawałkujemy tkaninę, tym mniej jej otrzymamy na końcu. Kwadrat 5x5'' bo wszyciu będzie miał 4,5x4,5'' (odejmujemy 1/4'' z każdej strony na szew). Oczywiście trzeba też zaplanować odpowiednią ilość tkaniny na spód kołderki, podszewkę torebki, czy na lamówki. Z drugiej strony łatwo wykorzystać "gotowce" do zrobienia czegoś większego przez dodanie jednobarwnej tkaniny dopasowanej kolorem do zestawu. Wystarczy ułożyć kwadraty w szachownicę i w cudowny sposób otrzymujemy dwa razy więcej tkaniny ;) Możliwości jest mnóstwo :)
piątek, 06 maja 2011
Marzenia się spełniają. Dostałam w Wielkanoc prezent. Prezent wygląda tak: Na pierwszy rzut oka niepozorny, prawda? Co w nim niezwykłego? Ta tkanina nigdy nie była w fabryce ani w sklepie. Została od początku do końca wykonana przez moją prababcię. Wszystko- przygotowanie włókien, przędzenie, bielenie i tkanie- zrobiła jedna osoba. A potem dała to płótno swojej synowej, a mojej babci, gdy urodziła pierwszego syna. "Uszyjesz sobie coś z tego". "Co i kiedy ja będę szyć?" Babcia wrzuciła płótno do szafy z założeniem, że kiedyś może się przyda. To było ponad 50 lat temu. Strach je zniszczyć, więc na razie będzie sobie leżało u mnie, a może kiedyś będę miała dość odwagi, żeby odciąć kawałek i coś wyhaftować. Nie miałam szans poznać babci Andzi, ale podziwiam jej umiejętności. Warto mieć marzenia :)
Last Easter I got a gift from my grandma. Looks inconspicuous, don't you think? But there's something extraordinary in it. It's not an ordinary linen that you can buy everywere. It's a linen that was made by my great grandma Andzia. She spun the thread, made it white and then weaved the fabric. Everything made by one person. She gave the linen to my grandma who never had an idea, what to use it for. Now it came to me and perhaps I'll be brave enough to cut a piece and embroider it some day. Dreams come true.
czwartek, 05 maja 2011
Była u mnie wczoraj Yenulka i popełniła taką torbę:
To było jej pierwsze podejście do maszyny w ogóle. Znaczy się można i warto próbować, bo szycie naprawdę nie jest trudne :) Więcej przeczytacie u Yenn. This is a bag that was sewn by Yenulka yesterday. It was her first attempt to sew. I'm a proud teacher ;)
niedziela, 01 maja 2011
... ale na torbach już wiosna :)
Popełniłam takie trzy w święta, jedna poszła w świat zanim zrobiłam zdjęcia. Torby bez żadnych bajerów, zwykłe na zakupy, tyle że w przyjaźniejszych kolorach niż standardowe z surówki. Dla ciekawych- tkanina z Ikei- jedna z tańszych ;) Czy tam na górze słychać, że moje pomidory potrzebują 15stC? I made three such bags during Easter, one was taken before I took the photos. It's so cold, that the bags are the only spring accent now. The fabric is a cheap one from Ikea. Can you hear up there that my tomatoes need higher temperature?
czwartek, 28 kwietnia 2011
Tak tak, naprawdę coś szyję, o ile tylko znajdę czas. A dokładniej więcej szyję niż robię zdjęcia, dlatego dziś tylko poduszka, a reszta przy okazji. Wierzch poduszki był już dawno i nawet go tu pokazywałam. W święta doczekał się spodu i oto efekt:
Tkanina jest na tyle ciekawa, że nie chciałam jej ciąć na mniejsze kawałki, dlatego dodałam jedynie ramkę. Wierzch jest podklejony ociepliną, która nadaje mięsistości no i sprawia, że całość mniej się gniecie. Z tyłu wstawiłam suwak w odszytym "okienku" (nie wiem, jak to fachowo nazwać)- chciałam się nauczyć tego sposobu wszywania. Tematyka- jak widać- stosowna do wieku właściciela, tzn. mojego syna :) Finally I finished pillow cover for my son Edward. I liked the fabric so much that I decided not to cut it into small pieces and only added a frame around it. There's a kind of soft interfacing ironed on the top to make the cover soft and prevent creasing.The theme- as you can see- is appropriate for small child :)
środa, 13 kwietnia 2011
Przeprowadziłam ostatnio niezbyt kosztowny (na szczęście) eksperyment, bo zależało mi na dwóch konkretnych numerach Cross Stitchera, ale nie miałam ochoty płacić tyle, ile liczy sobie znana wszystkim sieć. Otóż Cross Stitchera i różne inne przyjemne gazetki można kupić w rozsądnej cenie (w wersji elektronicznej) korzystając z usługi Zinio. Zamówić można pojedyncze egzemplarze i całe prenumeraty. Za dwa numery wyszło mi nieco ponad 27zł, czyli sporo mniej niż za jeden papierowy. Żeby nie było tak zupełnie różowo, to niestety Zinio ma kilka wad i trzeba o nich napisać, tak więc poniżej zestaw za i przeciw :) Za:
Przeciw:
Efekt eksperymentu? Na razie uznałam, że potraktuję to jako rozwiązanie awaryjne w sytuacji, gdy na czymś będzie mi mocno zależeć, a nie będzie innej rozsądnej drogi. Raczej nie polecałabym prenumeraty. Jeden numer można wydrukować, a drugi ma tę opcję zablokowaną, czyli nie wiadomo, czego się spodziewać nawet w obrębie jednego tytułu. Jest to oczywiście jakaś opcja dla oszczędzających, w końcu lepsza wersja elektroniczna niż żadna, a cena jest zachęcająca ;), ale jeśli chodzi stronę technologiczną, to wygląda na to, że jeszcze długa droga przed nami :) Tymczasem Amazon się zebrał w sobie i wysłał moje całkowicie papierowe zamówienie, więc miejmy nadzieję na bardziej pozytywne recenzje ;)
niedziela, 03 kwietnia 2011
Ilość spraw do zrobienia ostatnio mnie przerasta. Jedną notkę piszę tygodniami. W związku z tym mniej dziś będzie pisaniny, więcej oglądania. Coś tam ostatnio zdziałałam, jeszcze parę rzeczy czeka w kolejce na ten piękny dzień, kiedy będę mogła spokojnie sobie pociąć tkaniny. Na pierwszy rzut dzieciowe torebki, mój syn ostatnio "chodzi na zakupy" ;)
Torebek było w sumie więcej, rozeszły się po mniej i bardziej znajomych dzieciach. Zakupowe są na podszewce, nie mają żadnych siepiących się szwów na wierzchu. "Portmonetki" też mają podszewkę i zapięcie na magnes- łatwiejszy do otwarcia dla małych rączek, ale wystarczająco mocny, żeby się same nie otwierały. Chyba muszę pomyśleć o pomocy edukacyjnej z różnymi zapięciami. Skończyłam też ostatni zestaw pachnący, nigdy więcej takich ogryzków tkaniny:
Ten motyw wydaje mi się najmniej atrakcyjny z tych czterech, które kupiłam. Jakoś się te jabłka gubią, sploty na koszyku też, od biedy można poznać, co jest na obrazku. Za to nić faktycznie pachnie zielonym jabłuszkiem i to nawet niechemicznie. Pozostaje wymyśleć, do czego te minihafty mam zużyć. Swoją drogą oglądałam w pasmanterii te zestawy. Wzory całkiem sympatyczne, ale tkaniny jest tyci-tyci, żeby przypadkiem nie udało się takiego haftu do czegoś użyć. W zasadzie należałoby wziąć kilka takich wzorów, spory kawałek tkaniny i zrobić z tego sampler albo ozdobną taśmę. Tylko nie rozumiem, dlaczego mam płacić 15zł za kilka nitek i skrawek aidy, której nie użyję. Szczerze mówiąc, wolałabym, żeby takie wzory zostały wydane w postaci niedrogiego wzoru (samego) albo (lepiej) książeczki (hurtem), ale nie jako zestaw, bo mam nieodparte wrażenie przepłacenia. W każdym razie nie kupiłam, uznałam, że mam za dużo wzorów i marnujących się tkanin i nici w domu, żeby wydawać pieniądze na takie coś. Kryzys weryfikuje wybory ;)
wtorek, 22 marca 2011
Tak tak, niepomna doświadczeń, z nadzieją, że coś się jednak zmieni , wybrałam się na wystawę haftu organizowaną przez DMC, Galplast i pomniejsze firmy. Gdyby ktoś się jednak miał zamiar wybrać, to było tak: Tradycyjnie było pokazanych trochę obrazków, stosunkowo niedużo jak na możliwości DMC. Część obrazków była wykonana wg. wzorów z książki Fleurs au point de croix Thei Gouverneur. Obrazki naprawdę ładne, wzory są dopracowane i dają fajne efekty, tak więc jeśli ktoś szuka motywów kwiatowych, to moim zdaniem bardziej opłaca się kupić taką książkę niż zestaw do haftu- cena podobna, a ile więcej możliwości :) Nie było to jednak nic super odkrywczego, raczej standard jeśli chodzi o autorkę. Z katalogu było tradycyjnie trochę motywów dziecięcych, ale królowały wzorniki, tradycyjne z alfabetem i zestawy tematycznych obrazków (nie tylko motywy kuchenne). Odniosłam wrażenie, że spora część obrazków była już u nas pokazywana nie raz, tak naprawdę nie było zbyt wiele nowości, za to zaprezentowano np. obrazki haftowane muliną lnianą z serii, która raczej nie jest już u nas dostepna. Było trochę haftu płaskiego/ kolorowego: wzorniki z alfabetem, a jakże :) i jeden "ogródek"- z tych już kiedyś pokazywanych. Zestawy ogródkowe można było kupić. I tu niespodzianka: wg. Ann Margaret w tych zestawach jest i mulina cieniowana i satine, cały wybór. Tymczasem w zestawach, które oglądałam była niestety tylko standardowa mulina bawełniana (pani w stoisku była mocno zdziwiona moim pytaniem), prezentowany obrazek też wyglądał na wyszyty w całości bawełną. Nie wiem- coś się zmieniło, czy to tylko nasz rynek jest jakoś pokrzywdzony? Nie zdecydowałam się na zakup, ale o tym dalej. Nie zauważyłam wśród gotowych prac nic z nowości na haft płaski, mimo że w katalogu są. Zabrakło w tym roku zupełnie projektów z nowymi pomysłami, zwykle była jakaś wybrana technika inna niż krzyżyki, w której były ciekawe prace. Haft płaski był już wcześniej i aż się prosiło o pokazanie czegoś nowego. Z innych rzeczy było kilka obrazków Orchidei i tu miłe zaskoczenie, dwa naprawdę mi się podobały, nie były toporne. Oby tak dalej. Pokazano trochę prac z filcu, głównie kwiatki, a z rzeczy ciekawych szale i jak dla mnie były to najciekawsze prace z całej wystawy. Oprócz tego kilka swetrów z włóczek Bergere de France i nie wiem- może ja jestem już zmanierowana przez Szarotkowo- ale wszystkie te swetry jakieś takie nie bardzo, w stylu wora albo babciowym. Naprawdę nie można choć trochę się postarać? Dużo by pewnie dało pokazanie takich prac na manekinach, przypięte do tablic były raczej bezkształtną masą. Mnie w każdym razie do zakupu włóczki nie zachęciły. Co do części zakupowej: zaczęłam się zastanawiać, co takiego jest w Polakach, że nie chcą zarabiać pieniędzy. Stoisko DMC było obsługiwane przez sklep nadodatek.pl, który nie pofatygował się nawet z przywiezieniem nici i tkanin. Można było kupic gotowe zestawy, kawałki aidy drukowanej we wzorki, ale wyłącznie w tonacji wściekle różowej (a przecież DMC ma dużo większą i ciekawszą ofertę) i kilka książek (no i jakieś gadżety, ale to ominęłam). Jak pisałam wcześniej, nie zdecydowałam się na zakup zestawu z ogródkiem, bo zależało mi na eksperymencie z różnymi nićmi, a tu z eksperymentu nici :) Uznałam, że lepiej będzie pokombinować samemu :) Były też malutkie zestawy do haftu płaskiego, wzory w sumie przyjemne, ale rozmiar 10x10 cm skutecznie mnie zniechęcił. Haft na tak maleńkim skrawku tkaniny nie należy do przyjemności, a przecież potem trzeba z nim jeszcze coś zrobić. Chyba jednak wolę wzory, które daje się nanieść na dowolnie wybraną rzecz. Kupiłam jeden mocno już historyczny zestaw krzyżykowy i, szczerze mówiąc, mocno się zdziwiłam, bo wzór jest czarno-biały na tak cienkim papierze, że wychodzi na to, ze wydruk ze skanu będzie miał dłuższy żywot. Echhh... Było mikrostoisko Galplastu, który tym razem intensywnie promował filcowanie igłą, tylko chyba nie przewidział, że ludzie będą chcieli kupić narzędzia do tej techniki. Ostatnie pióro do filcowania sprzedało się około południa i widziałam kilka mocno zawiedzionych pań. Tradycyjnie Galplast nie próbował sprzedać żadnych innych akcesoriów, postawił smutny mały stojaczek z gadżetami Clovera i chyba liczył na to, że nikt się nie zainteresuje. Oczywiście teoretycznie ja w Warszawie mogę coś z tego upolować, ale część odwiedzających była z daleka i nie ma takich możliwości. Tłumaczenie wszystkim, że "można zamówić w internecie" wydało się mocno nietrafione na wystawie, gdzie spora grupa odwiedzających nie wyglądała na odwiedzające internet... Szkoda, bo Clover ma świetne narzędzia, które można by było i pokazać, i sprzedać, i przy okazji zdobyć wierne klientki. Pojawiła się też firma (bez nazwy- bo się nie pochwalili), która pokazywała rozmaite francuskie książki z wzorami do haftu. Ceny takie sobie, od biedy da się przeżyć. Ale cóż z tego, kiedy tych książek nie dało się na miejscu kupić. Można było zamówić i czekać na przesyłkę w wersji za pobraniem. Jeśli o mnie chodzi, nie znalazłam wśród tych pozycji żadnej, którą chciałabym koniecznie mieć. Gdyby była możliwość zakupu na miejscu, zapewne coś bym wybrała, ale wizja spędzenia upiornej godziny na poczcie przypomniała mi, że istnieje amazon i długa lista książkowych marzeń :) Ogólnie rzecz biorąc niewiele było w tej wystawie ze święta, za to sporo bylejakości. Rozumiem, że kryzys, ale żeby aż tak? Zabrakło promocji (ludzie z ulicy nie mieli nawet szans trafić na tę wystawę- w żaden sposób nie była zareklamowana), troszkę chyba zmysłu biznesowego (bo przecież to nadzwyczajne, że ktoś może chcieć coś kupić) i generalnie pomysłu na całość. Miejmy (mimo wszystko) nadzieję, że kiedyś jednak będzie lepiej... Na pocieszenie- parę zdjęć: wzornik kuchenny (chyba nowość)- skąd my to znamy?
Wzornik zrobiony haftem płaskim
obrazek Orchidei- w sumie miłe zaskoczenie
szal z filcowym motywem- mnie się podoba :)
samotny ogródek:
swetry....
update: widać w relacjach, że w Łodzi było pokazanych więcej obrazków niż w Warszawie: http://mieekkiekaapciee.blox.pl/2011/03/Dni-Kraftu-2011-Haft-Uzytkowy.html http://modliszkowatworczosc.blogspot.com/2011/03/duzo-zdjec-czesc-i.html Szkoda, że do nas nie dojechały. A tu jeszcze jedna recenzja z Warszawy: |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
*****
kontakt
Tu zaglądam
Wielkanoc
Wnętrza
Tagi
***
![]()
|